4. Idziemy do klubu!
![]() |
| źródło pierwotne: fineartamerica.com |
Wielu z nas jojczy na fellow. Uważamy, że to słabe i nieciekawe miejsce, jednak wciąż tam jesteśmy. Ja często tłumaczyłem sobie to tym, że przecież nie ma innego sposobu na poznanie fajnego faceta. Są czaty, ale tam jest jeszcze gorzej, wszystko odbywa się w przyspieszonym tempie, od razu przechodzi się do konkretów: "elo, opisz się, ja 24/180/80/17...", taką odpowiedź zazwyczaj dostawałem, przez co czułem się jak kretyn, bo kiedy mnie o to pytali, pisałem, że ciemny blondyn, wzrostu takiego, oczy takie a takie, szczupły... No nie. Tutaj trzeba konkretnie, to co najważniejsze - wiek, wzrost, waga i długość penisa, same numerki, jak przedmioty. Czasem można tego penisa zobaczyć na małym ekranie z kamerki, to dopiero rozrywka. Moja przyjaciółka wchodziła kiedyś ze swoją przyjaciółką na czaterię tylko po to, by pooglądać gołe fiutki. Nieźle, co? Następnie po opisie padają pytania o lokum, auto, co lubimy (zawsze miałem ochotę napisać, że lubię sok pomarańczowy, ale to byłoby suche), czego nie lubimy, czy się golimy... Czaty są passé. A niestety nie mamy tego szczęścia, co ludzie hetero, do nas na ulicy nikt nie zagada, a i my będziemy mieć opory - bo przecież on może nie jest gejem, więc tylko zarobimy w mordę. Wobec tego jeśli nie fellow i czaty, to co? Tu wkraczają na scenę kluby gejowskie. Takie fellow w realu. Wielu osobom, które nigdy w żadnym nie były, jawią się bez wątpienia jako miejsca ogromnej rozpusty, ze stadem muskularnych ciach paradujących w samych slipkach, najlepiej lateksowych, gotowych zakochać się w nas na sam nasz widok. Pomarzyć zawsze można, to nic nie kosztuje.
Moja przygoda z lubelskim... hmm... z braku lepszego określenia... klubem, zaczęła się w czerwcu zeszłego roku, jakoś w momencie, kiedy jeszcze widywałem Ł., poszedłem wtedy ze znajomymi na otwarcie. Wcześniej był w tym samym miejscu inny klub, o nim to dopiero nasłuchałem się historyjek, jeszcze jako nieśmiały i niewinny. Opowiadano mi, że na małych telewizorkach wyświetlano filmiki porno, ale takie lekkie, że atmosfera kliki, że wszyscy się znają i jeśli tam się pojawisz po raz pierwszy, zaraz zwrócą na ciebie uwagę, jakbyś miał trzy głowy. Z tymi telewizorkami to podobno prawda, o reszcie sam się częściowo przekonałem w nowym klubie. Szok jaki przeżyłem, kiedy pojawiłem się na otwarciu, mógłbym porównać z tym, kiedy założyłem pierwsze konto na fellow. Wtedy po raz pierwszy dowiedziałem się o tylu gejach, w czerwcu po raz pierwszy zobaczyłem całe ich stado na żywo. Wrażenia nie zapomnę. Szczerze przyznam, że byłem nawet lekko zniesmaczony. No dobra, nie lekko. Bardzo. Przy samym wejściu kręciła się cała gromada z fajeczkami, więc miałem niedelikatny przedsmak tego, co znajdowało się w środku. A tam - zaduch, mnóstwo facetów i bab, ciasnota. Lubelski klub pewnie cholernie odbiega od tych z większych miast - daleko mu do warszawskich, wrocławskich czy poznańskich. To malutkie miejsce z niewielkimi pomieszczeniami, z tyci parkietem, jedną łazienką. Jak to powiedział kiedyś Tusk, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.
Dlaczego byłem tak bardzo zniesmaczony? Po raz pierwszy w życiu zobaczyłem na własne oczy tańczących... wróć, klejących się do siebie w tańcu mężczyzn. Po raz pierwszy na żywo zobaczyłem to, co dotąd widziałem jedynie na zdjęciach na fellow. Mężczyzn wcale nie muskularnych, nie w lateksowych ciuszkach. Zwykłych, normalnych, często pachnących wsią na kilometr. Mogłem zapomnieć o przystojnych, filmowych ideałach. Otaczał mnie tłum barwny, nie powiem, ale na pewno nie ładny. Dość szybko zmyłem się do domu.
Wróciłem już po tygodniu na randkę. A. nie był przystojny, nie był duży, wręcz niższy ode mnie, czego nie lubię. Na każdym zdjęciu robił tę samą minę, a to trochę upiorne, bo gdyby tak je wszystkie zestawić, różniłyby się tylko ubraniami, jakie miał na sobie (ciut za dużymi). Wobec tego dlaczego w ogóle z nim rozmawiałem i postanowiłem go poznać? Byłem ciekawy? Chciałem dać mu szansę? Pojęcia bladego nie mam, w każdym razie umówiłem się z nim w tym klubie, choć dowiedziałem, że będzie tam także Ł., któremu nadal pozwalałem się łudzić. Wpadłem jak śliwka w kompot. Przyszedłem tam z przyjacielem, chwilę posiedzieliśmy z jego znajomymi, aż w końcu przyszedł A., wizualnie rozczarowując mnie jeszcze bardziej. Zrobiło się niezręcznie, ponieważ nawet do mnie nie podszedł, kiedy wszedł do środka, wobec czego postanowiłem wyjść na papierosa. Usiadłem na pobliskim murku, a on zjawił się po chwili. Uśmieszki, żartobliwe teksty i od razu wyczułem, że mam do czynienia z osobą nieśmiałą. Z facetem bardzo, ale to bardzo pokazującym swoim zachowaniem, że jest gejem. Czułem się coraz bardziej rozczarowany. Wróciliśmy do środka, a tam przy samym wejściu złapał mnie Ł., A. widząc to, poszedł dalej. Musiałem chwilę posiedzieć z olbrzymem i z nim porozmawiać, ale ciągle mając w głowie kurdupla, musiałem coś wymyślić. Powiedziałem, że muszę pójść do łazienki, Ł. zrozumiał. Szybko znalazłem A., znów chwilę z nim porozmawiałem, choć właściwie tak tego nazwać nie powinienem. Muszę wspomnieć, że odkryłem kolejną wadę, jego nieśmiałość była męcząca, ponieważ rozmowa przypominała wywiad. Trwała tylko wtedy, kiedy zadawałem mu jakieś pytania - ograniczał się do lakonicznych odpowiedzi, nie siląc się na wypowiedź dłuższą niż kilka słów. Myślałem, że dostanę kurwicy, więc wróciłem do Ł., coby odbębnić chwilę z nim. Latałem tak przez chwilę od jednego do drugiego, czując się coraz komiczniej. W końcu zasiedziałem się z Ł., o czym powiadomił mnie A. za pomocą smsa. Nie miałem wyboru i musiałem do niego wrócić - wyciągnąłem go na kolejną fajkę, tym razem za klub, gdzie nikogo nie było. Wzdychał tam i robił teatralne miny, a ja żałowałem, że nie mam pod ręką solidnego młotka. Zapytałem, co się stało. Odpowiedział, że jest wkurzony. Zapytałem, co go tak wkurzyło. Odpowiedział, że taka jedna rzecz, nawet na mnie nie patrząc, kręcąc głową i oczami, układając usta w taki cholernie irytujący sposób. Sytuację uratował mój przyjaciel, przyszedł do nas z kolegą, wysokim B., któremu wcześniej opowiedział o moim koszmarze - miał chłopak niezłą polewkę ze mnie. Wróciliśmy wszyscy do środka, a tam postanowiliśmy przenieść się do sali z parkietem. Nienawidziłem tańczyć, siedziałem więc na wysokim stołku w rogu, a oni stali lub tańczyli obok. Przyszedł też Ł. i zaczął wywijać przede mną coś w rodzaju tańca godowego. Obok stał A. z butelką piwa i tylko patrzył na mnie, czekając chyba na kolejne pytania, ale że miałem dość jego nieporadności i zmanierowania, o nic już nie zapytałem. Przyjaciel z B. nie potrafili ukryć, że bawi ich cała ta sytuacja, szczególnie kiedy widzieli jaki byłem skonsternowany tańcem Ł. i milczeniem A., który mimo jasnych sygnałów zniechęcenia z mojej strony, nadal stał obok.
Byłbym zapomniał. Zjawił się tam też kolega Ł., któremu tydzień wcześniej B. złamał serce. Świetna moda na sukces, co? A to dopiero początek tych wszystkich zawiłości. A. w końcu odpuścił, po chwili wysłał sms "szkoda, że mnie olałeś, baw się dobrze :)" czy coś w tym rodzaju i nigdy więcej się nie umówiliśmy, ani nawet nie zamieniliśmy słowa. Po jakimś czasie okazało się, że należy do pewnej paczuszki, często goszczącej w klubie i powszechnie znanej w całym lubelskim środowisku. Od tamtej pory chyba za mną nie przepadają. A co się stało z Ł.? Nic wielkiego, wyszedłem z klubu z przyjacielem, on tam został, podobno nawet kleił się później do jakiegoś faceta. B., kolega mojego przyjaciela, na pożegnanie tak ładnie mnie przytulił i na drugi dzień zaczął podrywać na fejsie, ale o tym opowiem później.
Od tamtej pory dość często chodzę do tego klubu. Nawet się odważyłem i zacząłem tańczyć - teraz to chyba główny cel moich wizyt. Na wszelki wypadek tańczę z zamkniętymi oczami, bo może robię z siebie błazna, to przynajmniej sam tego nie widzę. Dawno już zrozumiałem, że są tam ci sami ludzie co na fellow, że nie poznam nikogo ciekawego. To chwila rozrywki, kilka godzin tańczenia i obijania się o tyłki grubych lesbijek panoszących się na parkiecie, kilka piw i powrót nad ranem do domu. Chodzę tam, chociaż wiem, co wiele osób sądzi o gejowskich klubach. Sam miałem taką opinię zanim zacząłem do niego chodzić, właściwie nadal jej nie zmieniłem. Wiem, jacy ludzie tam chodzą, wiem, jakie plotki krążą o takich miejscach. Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu po prostu gardzi tym miejscem i jego stałymi bywalcami, sam niektórymi gardzę. Jednak opinie i plotki to jedno, a rzeczywistość to drugie.
Dlatego odważcie się i pójdźcie tam choć raz, by się przekonać jak jest, by wyrobić sobie własną opinię. By zdobyć nowe doświadczenie i móc mówić zgodnie z prawdą - byłem, wiem jak jest. W moim przypadku niektóre plotki się potwierdziły, ciągle mam mieszane uczucia, ale chodzę tam właśnie dlatego, że to jedyne miejsce, w którym mogę się czuć swobodnie, w którym mogę być sobą, odkąd przywykłem do panującej atmosfery i mężczyzn patrzących jak na mięso. Mogę mieć głęboko w tyłku panów ze wsi. Podstarzałych gejów próbujących uchodzić za młodych. Gwiazdy, które pewnie podpatrzyły w innych klubach jak się tańczy i tańczą w ten sam sposób do każdej piosenki, bez względu na to, czy jest szybka czy wolna. Dam sobie rękę uciąć, że chociaż psioczycie i plujecie na samą wzmiankę o takim miejscu, gdzieś tam w środku zjada Was ciekawość. Nie ma się czego wstydzić, to naturalne. Odważcie się.
Do zobaczenia w sobotę.

Hej,
OdpowiedzUsuńczytam twojego bloga regularnie właściwie od początku (to niezbyt długo co prawda ;)). Mój kontakt z fellow i wszystkim tym o czym piszesz jest krótki bo trwa może od pół roku: wtedy założyłem konto (pierwsze i jedyne jak do tej pory).
Postanowiłem ci zadać pytanie, które nasunął mi ten post.
Tak dla wyjaśnienia: nie byłem nigdy w gejowskim klubie, ani nie gardzę nikim z powodu że się w takowym pojawia.
Moje pytanie jest następujące: jak wygląda pojawienie się pierwszy raz w takim klubie? czego można się spodziewać? jak jest się przyjmowanym (pisałeś o gejach patrzących jak na mięso :P)? jeśli mógłbyś napisać o tym więcej.
Może to głupie pytanie, ale też jestem z Lbn i postanowiłem je zadać bo moim pierwszym klubem byłby właśnie ten lubelski.
Pozdrawiam,
Marcin
P.S. sorry że tak jako anonim, może kiedyś udzielę się pod jakimś nickiem ;)
Cześć! :)
UsuńPrzede wszystkim, jeśli to możliwe, warto tam się wybrać ze znajomymi. Taka forma osłony naprawdę się przyda, kiedy idziesz tam po raz pierwszy. Niech to będzie chociaż jedna osoba, z którą będziesz mógł pogadać, potańczyć, wchłonąć atmosferę, dopóki nie poczujesz się odrobinę pewniej. Owszem, są tam stali bywalcy, którzy pojawiają się co tydzień, ale są też osoby, które zjawiają się tylko co jakiś czas, a i takie, które widuje się po raz pierwszy. Twoje wejście może zostać zauważone, bo tak już po prostu tam jest, to w końcu faceci, gapią się na znane twarze, jak i te całkiem obce, być może tylko mi towarzyszy wrażenie, że gapią się jak na mięsko. Jeśli danego dnia jest niewiele osób, zwracają uwagę na każdego, kto przekracza próg, ale spokojnie, to znowu nie będzie wyglądało tak, że wejdziesz, natychmiast ucichnie muzyka i wszyscy zaczną się na Ciebie gapić ;)
Odnośnie zwyczajów - w poprzednim klubie podobno był taki zwyczaj, że w piątki chodziły głównie lesbijki, a w soboty geje - niektórzy chyba uważają, że nadal tak jest, bo w ostatni piątek pewna dziewczyna w łazience pytała mnie, czy wciąż funkcjonuje ten podział, a i dziewczyn było całkiem sporo. Teraz planuję wybrać się w sobotę, coby to sprawdzić. Ostatnio krążyła też plotka, że w piątki jest tam najwięcej osób - niestety też nie wiem, czy to prawda, ale raczej wątpliwe.
Ogólnie powiem tak - jeśli chcesz wejść do w miarę pustego lokalu i "poznać" go kiedy jeszcze jest spokojnie, zjaw się w okolicy 20-21, wtedy jest tam niewiele osób. Tłum robi się dopiero po 22, ludzie zaczynają tańczyć, robi się głośniej. Z takich bzdetów, nie można płacić kartą, a za wejście płaci się chyba już od godziny 21, 5zł.
Dziękuję za odpowiedź ;)
UsuńPozdrawiam i życzę miłego dnia
Znam A. od jakiegoś czasu i nigdy nie usłyszałem od niego więcej poza "cześć". Gratuluję wytrwałości w randce :P
OdpowiedzUsuńHmmm... dziękuję, ale nie bądźmy zbyt surowi ;D
UsuńNie bądźmy, sympatycznie poczciwy jest, choć niezbyt urodziwy, odwrotnie proporcjonalny-dosłownie-do Ciebie :)
Usuńczekamy na kolejny wpis ;)
OdpowiedzUsuńByła malutka obsuwa, ale powoli wszystko wraca do normy ;)
UsuńCieszę się,że przychodzisz do lokalu i możesz czuć się swobodnie :)
OdpowiedzUsuńW kolejce do lektury czekają kolejne wpisy.
Pisz dalej,fajne masz pióro !
Pozdrawiam ciepło !
Bardzo dziękuję, cholernie mi miło! :)
Usuń