Jestem tu nowy.

źródło pierwotne: Wikipedia


Wczoraj postanowiłem po raz pierwszy "pokazać" tego bloga trochę szerszej publice, chyba najbardziej zainteresowanej tą tematyką - pozostałym użytkownikom fellow. W tym celu założyłem drugi profil, dane mniej więcej się zgadzają, dodałem zdjęcie z wyciętą głową (sorry, chłopcy), opis zawierający adres Translacji, krótką notkę informującą o co chodzi i... tak, chciałbym powiedzieć "to tyle", ale niestety to był dopiero początek. W portalowej wyszukiwarce dodałem sobie dziesięć szablonów, po których łatwo znajduję osoby będące aktualnie online w największych miastach. Efekt? Prawie dwa i pół tysiąca odwiedzonych, tysiąc odwiedzających i w ten sposób o blogu dowiedzieli się inni. Wielu innych. Być może byłoby ich jeszcze więcej, gdybym na profilowe wstawił sobie zdjęcie z gołą, muskularną klatą, ale ani na czytelnikach lecących na coś takiego mi nie zależy, ani też nie umiałbym się posunąć do tego. Wielu zerknęło na bloga, a niektórzy przeczytali i postanowili do mnie napisać. Dlatego chciałbym tutaj raz jeszcze Wam podziękować za wiadomości - cholernie miło mnie zaskoczyliście, lepszej motywacji nie mogłem dostać! :-)

Nowy profil przypomniał mi o pewnym uroku fellow, mianowicie o tym, jak bardzo smakowitymi kąskami są dla nas (pozornie) nowe twarze na tym portalu. Widzimy te urocze buzie - ale i gacie, klaty, tyłki, usta - na stronie głównej tudzież w swojej wyszukiwarce i nie możemy się oprzeć, by nie zerknąć. To nic, że zazwyczaj te osoby gościły tu już wcześniej wiele razy. W danej chwili są nowe i tylko to się liczy. Wszyscy sprawdzają ich zdjęcia, potem niektórzy czytają opisy, jeśli są.

Bo zazwyczaj na początku pojawiają się teksty w stylu "napiszę później" albo inne banały, których nigdy nie zrozumiem, jak "nic o mnie beze mnie", "nic tu nie napiszę, bo i tak nikt tego nie czyta", czy kilka nudnych przymiotników mających starczyć za cały opis jak "podobno przystojny" (mój ulubieniec), "spokojny", "normalny" (drugi ulubieniec). Tak na marginesie - co ma oznaczać "normalny"? Inni są nienormalni? Normalność to nuda, nie warto się nią chwalić. Na koniec niewielka grupka z całej gromady odwiedzających może się odważy, by zagadać, a pozostali wrócą do wertowania kolejnych profili, jak gdyby nigdy nic.

Kiedy myślę o całym tym procesie, mam przed oczami zwierzęta. Wygłodniałe gołębie czy wróble rzucające się na paprochy myśląc, że to okruchy chleba. Psy podbiegające do kawałka mięsa, kiedy nagle okazuje się, że śmierdzi lub - co gorsza - nie pachnie wystarczająco smakowicie, by spróbować, więc zostawiają je w spokoju. Fellow robi z nas płytkich ludzi. Liczy się tutaj głównie wygląd, nie oszukujmy się. Kolejny często pojawiający się w opisach banał "przyciągnij mnie wyglądem, zatrzymaj charakterem" ma w sobie sporo prawdy. Ważne są zdjęcia, jeśli są, opisy faktycznie czytają nieliczni, a wczoraj się o tym ponownie przekonałem, dostając wiadomości na konto służące reklamie. Pytano mnie, czy mam jakieś plany na wieczór, kogo szukam, wysyłano te doprowadzające do szału uśmiechy. Choć nawet mnie na tym jedynym zdjęciu nie widać, pewien facet napisał "Witam seksy przystojniacha" (!!!), inni pytali, czy umiem robić zdjęcia... Faceci to wzrokowcy i wygląd ma dla nas ogromne znaczenie, a ten portal bardzo to pogłębia. Sam niestety jestem świetnym przykładem - ile to już rozmów z przyjacielem mam za sobą, kiedy wysyłamy sobie profile ze świetnymi facetami i przeżywamy to jak dwie babki będące na zakupach w centrum handlowym. To przerażające.

Dlaczego zawsze lubię nazywać fellow targowiskiem próżności? Bo wszyscy są tam dla nas jedynie towarami i często zapominamy, że sami też nimi jesteśmy. Próżności tłumaczyć nie muszę, nie ma chyba bardziej narcystycznego stworzenia od geja ;-) Fellow to targ, a profile to przedmioty, na które możemy się zdecydować lub po prostu minąć. Oceniamy wygląd, sprawdzamy inteligencję, co ambitniejsi zwracają uwagę na ortografię, czy facet potrafi wydukać coś więcej prócz "hej, co tam?", innym zależy na seksie, więc patrzą też na ciało i wielkość penisa.

Na targu zawsze w cenie są nowe towary. Kusi nas nieznane, wydaje nam się atrakcyjniejsze od tego, co widzieliśmy już milion razy, z nudów przeglądając kolejne profile. A w całej tej sytuacji "nowe" osoby są trochę pokrzywdzone. Początkowo wręcz rozrywane, mające nawet do kilkudziesięciu stron odwiedzających, rozmawiające z wieloma facetami, w którymś momencie zostają same. Gdy minie ich termin, stają się kolejnymi zwyczajnymi użytkownikami fellow, których jest mnóstwo, zostają zastąpieni przez innych "nowych". Znam to doskonale, sam uwielbiam to nagłe zainteresowanie, gdy faceci piszą, wchodzą na profil, czytają opis. Chwalą, komplementują. Wyrywają. Jak ja wtedy kocham fellow, jak to chwilowo poprawia humor, tego nie da się opisać. Tylko problem polega na tym, że to nigdy nie jest długotrwałe, w końcu zainteresowanie maleje. W końcu pojawia się mała złość, rozczarowanie, smutek - wcześniej tylu mężczyzn wokół, a teraz taka cisza. Krąży komiczna plotka, że niektórzy i na to znaleźli sposób - ponoć gdy tylko ich profil znajdzie się na drugiej stronie wyszukiwarki, kasują go i po chwili zakładają nowe konto, by znów być w czołówce. Czy tak jest naprawdę, nie wiem, ale nie zdziwiłoby mnie to. Dla mnie to jeszcze bardziej sztuczna radość, dlatego nie umiałbym się tak bawić.

Jeśli wiemy, że to wszystko jest tak cholernie płytkie, że cały ten system zamienia innych w naszych oczach w zwykłe przedmioty do oceny, że sami nimi zostajemy i jesteśmy oceniani, że nawet zainteresowanie nami nie jest długotrwałe, bo pojawiło się tylko i wyłącznie dlatego, że byliśmy nowymi, czy zmieniliśmy profilowe, rodzi się pytanie: dlaczego wciąż się katujemy i tam jesteśmy? Bo każdy z nas chce się zakochać i tak bardzo boi się samotności?


Komentarze

  1. Podobnie będzie z blogiem, minie okres "fascynacji" chyba że znowu będzie profil na fellow, przypominający i nakręcający nowe wejścia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Profil cały czas istnieje, a czytelników przybywa z każdym wpisem, mimo wszystko dziękuję za troskę! :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

20. Nic się nie stało, a zdarzyć miał się cud.

6. Jesteś - a więc musisz minąć.

29. Zmęczenie materiału.