2. (nie)Spokojne początki.

Pamiętacie swoje pierwsze chwile na fellow?

Ja pamiętam tę krótkotrwałą euforię. Wcześniej jedyni geje jakich widziałem to wymalowani przebierańcy pokazywani w telewizji, groteskowo przedstawione postacie filmowe i jeden czy dwóch spedalonych chłopców w całej szkole. Tym bardziej po założeniu pierwszego konta na fellow nie mogłem uwierzyć w to co widziałem. Tłumy mężczyzn. Normalnych, nie przegiętych i zmanierowanych. Przystojnych, wysokich, boskich. Wcześniej naiwnie byłem przyzwyczajony do myśli, że geje praktycznie nie istnieją, nie ma ich w moim świecie. To było cholernie miłe zaskoczenie. Później co prawda zauważyłem, że ci boscy faceci na fellow są w znacznej mniejszości, a jeszcze później zrozumiałem, że funkcjonują na tym portalu głównie jako piękne lalki wiecznie stojące na wystawie i jedynie "pospolita" reszta jest dostępna dla ludzi, zaś całe fellow nie jest rajem dla młodego geja, a raczej piekiełkiem.


Nie pamiętam dokładnie chwili, w której założyłem pierwsze konto, to był maj albo czerwiec 2010 roku, koniec pierwszej klasy liceum. Jak się dowiedziałem o istnieniu fellow? Bliska koleżanka wspomniała któregoś razu, że jej kolega hetero od kogoś słyszał o czymś takim. Oczywiście tylko słyszał. Oczywiście gówno prawda, bo był gejem, a na pewno bi, to bardziej niż pewne, nadal pamiętam jak próbował mnie podrywać na naszej klasie (sic!).

Pierwsze rozmowy na fellow, pierwsze wirtualne romanse, mój nieśmiały początek. Pisemny szlak przetarł dwudziestopięcioletni opiekun z domu dziecka z odległego miasta, Natan. Niesamowite imię. Rozpisywał się tak cudownie, wychwalał, był inteligentny, jednym słowem wspaniały. Do czasu, gdy w końcu zobaczyłem jego zdjęcie, wtedy czar prysł. Zanim jednak to nastąpiło, zdążyłem wymienić się z nim numerami telefonów i mnóstwem romantycznych smsów, ale tylko smsów, bo rozmów nie uznawał. Drugi był student medycyny, Artur. Rówieśnik i przeciwieństwo Natana, bo nawet przystojny, ładnie zbudowany i wysoki, ale zwykły prostak i gnój, który tylko chciał mi się dobrać do tyłka, wciąż wymyślając i oferując wspólne wypady nad jezioro czy zapraszając do siebie na kolację i maraton filmowy. Ta dwójka siedzi mi w pamięci, sam nie wiem dlaczego. Nigdy ich nie poznałem na żywo, nawet długo nie rozmawialiśmy. Słabo pamiętam jak Natan wyglądał,  nie wiem już jak dokładnie irytował mnie Artur, ale pamiętam ich obu doskonale. Być może po prostu chodzi o to, że byli pierwsi.

Po nich skoczyłem na głęboką wodę, bardzo głęboką. Pojawił się Krzysztof, mężczyzna w kwiecie wieku, właściwie takim podchodzącym już pod jesień, jeśli wiecie co mam na myśli. Pierwszy mężczyzna, z którym poszedłem do łóżka. Po tygodniu pisania. Któregoś ranka zapytał mnie po prostu gdzie mieszkam i okazało się, że wcale nie tak daleko od niego, więc naturalnie od razu zaproponował, bym wpadł "na piwo". Po chwili nawet zadzwonił, miał męski, niski i cholernie przyjemny głos. Do tej pory nie wiem, skąd we mnie było tyle odwagi, że tam pojechałem. Ciekawość była zbyt silna? Bo głupota z pewnością mnie wtedy przepełniała. Szesnastolatek idący do dużo starszego nieznajomego, przecież byłem zdany na jego łaskę, mógł się okazać psychopatycznym mordercą albo jakimś chorym fanem sadomaso. Mógł mi zrobić krzywdę. Na szczęście nie zrobił, za to delikatnie spieprzył psychikę na długi czas.

Pamiętam ten upał. Nawet sklep, pod którym stałem i na niego czekałem. Chyba nigdy się tak nie stresowałem. Pamiętam jego białą kanapę, na której siedziałem, jak jednym okiem zerkałem na jakąś stację muzyczną (która swoją drogą pojawiała się w późniejszych takich epizodach - ciekawy przypadek), drugim na niego, niby słuchając i zdawkowo odpowiadając na pytania. W końcu się przysunął, czy może mnie poprosił o przysunięcie, nie pamiętam, w każdym razie nagle uznał, że siedzimy za daleko, a gdy się zbliżyliśmy, zaczęło się. Najpierw długie pocałunki, które od razu pokochałem, choć co prawda dwa razy zostały zakłócone przez jego... reakcje po piwie - tak na marginesie, pamiętajcie, by nigdy nie pić napojów gazowanych przed takimi akcjami. Beknięcie komuś prosto do ust może być dla niego cholernie traumatyczne, poza tym jest zwyczajnie obrzydliwe. Potem jego dłonie poczynały sobie coraz śmielej, sięgając... nie, kochani, nie. To nie będzie gejowska wersja prymitywnie napisanej książki, opowiadającej o wyuzdanych zabawach bogatego pana i młodej dziewczyny. Wszystko trwało kilka godzin, a zanim wyszedłem, pocałował mnie raz jeszcze w usta, jakby czule żegnał swojego ukochanego. A ja? Chciałem stamtąd jak najszybciej spieprzyć. Po pierwsze - Krzysztof nie był przystojny, wysoki co prawda, ale szczupły. Na dodatek cały brązowy, przez co jakby wysuszony - chwalił mi się, że opala się na plaży nudystów, musiał to robić dość często. Po drugie, najważniejsze, jestem jedną z tych osób, które po wszystkim nie są fanami kolejnych czułości "postosunkowych", jakby wraz z wytryskiem traciły całe pożądanie i ochotę na jakiekolwiek zbliżenia, choćby najdelikatniejsze. To trochę uciążliwe i później często psuło moje relacje z facetami.

Odezwał się kilka dni później, chcąc powtórzyć spotkanie. Musiał upaść na głowę. Wyjaśniłem mu, dlaczego nie możemy się spotkać i choć początkowo nie rozumiał i nalegał, w końcu odpuścił. Nigdy więcej go nie spotkałem, ale jeszcze przez jakiś czas bałem się pojawiać w okolicy tego sklepu, szczególnie w towarzystwie znajomych.

Zabawne, jak chwilowe potrzeby mogą nas łatwo pogrążyć. Krew uderza do głowy, całym ciałem czujemy ogromne podniecenie i w danej chwili nie liczy się nic. Nic, prócz niego, jego ciała, pocałunków, przyspieszonego oddechu... a konsekwencje pojawiają się później, wyrzuty sumienia powoli zaczynają nas zjadać od środka. Nad ranem tak ciężko znieść nocne rozmowy...



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

20. Nic się nie stało, a zdarzyć miał się cud.

6. Jesteś - a więc musisz minąć.

29. Zmęczenie materiału.