1. Przed Fellow.
Zawsze mnie zastanawia, jak to jest możliwe, że tyle osób dowiaduje się o swojej inności w późnym wieku, często mając lat dwadzieścia, trzydzieści, a nawet więcej. Dla mnie to niezrozumiałe, ponieważ już w przedszkolu, pamiętam to jak dziś, w grupie maluchów, przed leżakowaniem, zaliczyłem pierwszego całusa z chłopakiem, może nawet z dwoma. Swoją drogą ciekawe, czy to jakoś wpłynęło na ich życie i teraz mają rozterki biseksualne. Ja już od dziecka czułem, że jestem inny, być może miał na to wpływ fakt, że wychowywała mnie jedynie matka, a i starsza siostra dołożyła swoją cegiełkę. To mogło cholernie zaważyć na tym, kim jestem, w końcu nie od dziś wiadomo, że czym skorupka za młodu nasiąknie... a okres dzieciństwa, choć rzadko zdajemy sobie z tego sprawę, ma ogromny wpływ na całe nasze życie.
Podczas zabaw, gdy chłopcy ganiali za dziewczynami, ja uciekałem razem z nimi. Były też zabawy lalkami, w dom, w rycerzy i księżniczki. I choć nie jestem kobietą uwięzioną w ciele mężczyzny (brrr!), od zawsze lepiej się czułem w towarzystwie dziewczyn i to z nimi bardziej się utożsamiałem, niż z chłopcami. Do czasu, gdy poznałem fellow, ale o tym poczytacie w następnym odcinku ;-)
Podstawówka, gdy dzieci zaczęły być okrutnie szczere, jak to mają w zwyczaju, zaczęła ten trudny etap, w którym najdobitniej czułem się inny od pozostałych rówieśników. To było ciężkie, ale zrozumiałe, tylko dzieci mają odwagę mówić to co myślą, nie są spętane dobrym wychowaniem, manierami, obyciem, nie wiedzą co wypada mówić, a co trzeba przemilczeć. Mali dorośli, którzy widząc coś, czego nie rozumieją i nie znają - tutaj chłopca w otoczeniu dziewczynek, nie innych chłopców - poczują ciekawość lub strach, a nie ma lepszego sposobu na przezwyciężenie lęku od wyśmiania go. Nie chcę w tym miejscu opisywać, jak to byłem bity, prześladowany, gnębiony w podstawówce i gimnazjum, bo tak nie było. Owszem, słyszałem czasami przezwiska, ale szczęśliwie uniknąłem tego, co spotkało wielu takich jak ja i tego im współczuję, bo nie każdy gej może przejść przez etap dzieciństwa i kolejnych szkół w miarę bez szwanku. To cholernie niesprawiedliwe, kiedy jakikolwiek człowiek jest niszczony za to, jakim się urodził, nie mając na to żadnego wpływu.
Moją pierwszą, dziecięcą miłością był kolega z przedszkola. Przez cały okres podstawówki raczej nie miałem takich fascynacji, dopiero w gimnazjum pojawiła się jedna, w osobie mojego nauczyciela wychowania fizycznego. Ależ to był przystojny mężczyzna! Wysoki brunet przed trzydziestką, ledwo po AWF, więc też cholernie ambitny i za wszelką cenę próbujący udowodnić, jakim jest świetnym nauczycielem. Kochały się w nim wszystkie dziewczyny z klasy, no i oczywiście ja. A niestety byłem dla niego problemem, bo tych zajęć nigdy nie znosiłem, nie było dla mnie gorszego przedmiotu. Tylko na wychowaniu fizycznym musiałem przebywać w towarzystwie samych chłopców, na dodatek miałem przebierać się z nimi w szatni. Nic więc dziwnego, że zawsze przychodziłem nieprzygotowany, bez stroju, a to kończyło się kolejnymi jedynkami w dzienniku. W gimnazjum właśnie z owym nauczycielem doszło do pewnego incydentu, ale do dziś nie mam pojęcia, co to mogło być. Mianowicie po którychś zajęciach poprosił mnie, bym odniósł z nim piłki do kanciapy, a gdy wrzuciłem je do nieodpowiedniej skrzynki, stojąc za mną poczochrał mi włosy i z dziwną nutką w głosie powiedział: "Oj, K., K., nie tutaj", po czym złapał mnie za biodro, jakby próbując skierować do wyjścia. Gdy wychodziłem, on idąc za mną jakby mnie pchnął dwoma palcami i znów poczochrał moje włosy. I co to do cholery miało znaczyć?
Ostatni etap był w liceum, gdzie pojawiły się już pierwsze, nastoletnie miłostki, oczywiście w rolach głównych byłem ja i inni chłopcy hetero, z początku starsi, później młodsi - choć przez długi czas się upierałem, że nigdy, przenigdy, nie zakocham się w młodszym, a tu jak na złość przychodzi taki we wrześniu i obserwuje mnie na korytarzu, gdy tylko się widzimy. Mógł być homofobem czującym kim jestem, ale dla mnie wtedy to był niezbity dowód skrywanej miłości, innej możliwości nie było. Jak ja się pławiłem w tych spojrzeniach i na lekcjach zamęczałem przyjaciółkę opowiastkami, ale gdy tylko pojawiał się w zasięgu wzroku, szukałem plam na ścianach i za cholerę nie chciałem na niego spojrzeć. Idiotyzm, prawda?
Liceum jednak było bardzo ważne w mojej gejowskiej sferze, pod koniec drugiej klasy dowiedziałem się o istnieniu portalu dla gejów... co zabawne, powiedziała mi o tym dość religijna dziewczyna, która może i nie jest wielkim wrogiem kochających inaczej, ale z pewnością później wielokrotnie pluła sobie w brodę, słuchając o moich ekscesach.
Jestem gejem odkąd pamiętam. Okres przed fellow mogę uznać za spokojny i mimo wszystko szczęśliwy. I widząc teraz na tym portalu wielu nastolatków, mających lat szesnaście czy siedemnaście, którzy spotykają się z mężczyznami i rówieśnikami, którzy żyją już teraz w tym środowisku, nawet nie wiedząc, że tracą ostatnią szansę na normalne dzieciństwo, cieszę się. Egoistycznie cieszę się, że uniknąłem tego, choć byłem blisko. Wcześnie odkryłem to środowisko, ale szczęśliwie poznałem je dopiero teraz.
.jpg)
Zakochałem się w blogu <3
OdpowiedzUsuńGenialny blog, a wpisy "Pedaliada" to w ogóle mistrzostwo świata :D
OdpowiedzUsuń