9. Podniosłeś mnie, by pogrążyć.

źródło pierwotne: johncoulthart.com

Chociaż raz
warto umrzeć z miłości.
Chociaż raz.
A to choćby po to,
żeby się później chwalić znajomym,
że to bywa,
że to jest.
...Umrzeć.
Leżeć w cmentarzu czyjejś szuflady
obok innych nieboszczków listów
i nieboszczek pamiątek
i cierpieć...
Cierpieć tak bosko
i z takim patosem,
jakby się było Toscą
lub Witosem.
...I nie mieć już żadnych spraw
i do nikogo złości.
I tylko błagać Boga, by choć raz,
choć jeszcze jeden raz
umrzeć z miłości.
Agnieszka Osiecka - Umrzeć z miłości


Ten piękny tekst piosenki Osieckiej umieściłem w swoim opisie na fellow, jakoś na chwilę przed tym, gdy zobaczyłem tam Michała. Tylko ten tekst, żadnego opisu. Proście, a będzie wam dane.

Nie pisałem o tym wcześniej, ale Michał po raz pierwszy odezwał się do mnie jakoś w czerwcu. Przyznam, że od razu cholernie mi się spodobał. Nie tylko ze zdjęć i cyferkowego opisu, choć już samo to było dla mnie wyjątkowo pociągające - wysoki na prawie dwa metry, nie chudy, nie gruby, taki w sam raz, brunet. Mój wymarzony ideał. Na dodatek miał w sobie jakiś taki urok, coś strasznie przyciągającego, co sprawiało, że bardzo chciałem go poznać. Pisaliśmy przez kilka dni, była nawet mowa o spotkaniu, jednak jedenastego czerwca nagle skasował konto. Dobrze pamiętam tę datę, ponieważ wieczorem tego samego dnia napisał do mnie P. Ciekawy przypadek, prawda?

Wrócił pod koniec października pod tym samym nickiem, brzmiącym jakby z francuska. Bez żadnych ceregieli odezwałem się, przypomniałem o czerwcowej rozmowie, szybko odnowiliśmy kontakt. Umówiliśmy się na spotkanie pierwszego listopada, gdy niestety, ale spotkałem się jeszcze z dwoma innymi facetami. Spotkaliśmy się pod Saskim, a kiedy go zobaczyłem, nie rozczarowałem się. Tajemniczość i coś magnetycznego, co wyczuwałem już na fellow, na żywo było jeszcze bardziej intensywne i zauważalne. Choć pierwsze rozmowy były niemrawe, nieporadne, pełne grzecznych uprzejmości i pytań o bzdety, które ani mnie, ani jego nie obchodziły, było świetnie.

Spotkanie długo nie trwało, ponieważ przed nim pisał mi, że musi się uczyć na jakiegoś kolosa (a kierunek jego studiów, był pozornie kolejnym plusem - medycyna), więc po jakichś dwóch godzinach powiedziałem, że możemy już iść. Później napisał, że zdziwiło go to, chyba nawet pomyślał, że chciałem go spławić. A ja po prostu od początku czułem taki ogromny respekt do jego studiów, bo wiedziałem, że są bardzo wymagające. Po spotkaniu popełniłem ogromny błąd - zmęczony licznymi randkami i mnóstwem rozmów z mężczyznami, których już nie pamiętam, postanowiłem zablokować fellow, jednak chciałem utrzymać kontakt z Michałem. Rozwiązaniem okazał się facebook, tu jednak pojawiła się mała przeszkoda, nie chciał się tak "spieszyć". Swoją drogą, to kombinowanie u niektórych z facebookiem, jakoby mieli go tylko dla najbliższych, choć mają po sześciuset znajomych, w tym pewnie osoby, z którymi nawet się nie witają na ulicy, jest tak obrzydliwie obłudne. Poprosił więc o hasło do moich zdjęć, bo z tego wszystkiego, pamiętając rozmowy w czerwcu, nawet mu go nie podałem przed spotkaniem. Choć widział mnie dzień wcześniej, chciał je zobaczyć, a gdy zobaczył stwierdził, że już po nich można się "podjarać" i zrobił ten wyjątek dla mnie, przenieśliśmy się na fejsa, a ja mogłem spokojnie zablokować swoje konto.

Drugie spotkanie było, krótko mówiąc, cudowne. Choć nie zapowiadało się najlepiej, najpierw zabrałem go na jakiś nudny finisaż, później poszliśmy do jego ulubionej kawiarenki, gdzie niestety atmosfera była cholernie drętwa, na dodatek na sali z nami siedziała jakaś irytująca dziewucha, ciągle na nas zerkająca, więc nawet nie mogliśmy normalnie pogadać. Poszliśmy wobec tego do jednego z moich ulubionych miejsc, gdzie od razu jakoś tak się rozluźniło między nami. Siedzieliśmy i gadaliśmy non stop. Niestety tego wieczoru pojawiło się coś złego - zacząłem się go bać. Opowiedział mi pewien epizod, w którym zabawił się cudzym kosztem - jakiś tam chłopak, który chyba zranił jego kolegę próbując wyciągnąć na seks, spotykał się przez chwilę z Michałem, licząc na to samo. Ten, chcąc się zemścić, rozkochał w sobie i porzucił biedaczynę, który ponoć na koniec nawet mu podziękował. Przeraziło mnie to. Nie wiem, jak można być tak wyrachowanym, jak niektórzy ludzie w ogóle zdobywają umiejętność manipulowania innymi, po co to robią. Opowiedział również, że lubi książki psychologiczne, że wie, kiedy rozmówca kłamie i tak dalej, opowiadał co znaczą różne gesty, na przykład zespół niespokojnych rąk. Ja oczywiście ciągle musiałem coś trzymać w dłoniach i się tym bawić. A miałem dwa powody, jeden był... może nie kłamstwem, ale malutkim brakiem szczerości, drugi, banalny - rzucałem palenie.

Któregoś razu zapytałem go, jaki ma stosunek do papierosów, odpowiedział, że nie lubi i nie toleruje - wiedziałem. Co ja na to? Paliłem nałogowo od kilku miesięcy, od maja chyba każdy dzień zaczynałem tak samo, wstawałem, brałem telefon i słuchawki, włączałem jakieś fajne kawałki i wypalałem jednego papierosa. Dla Michała chciałem z tym skończyć. To chyba ten moment, w którym zacząłem się do niego dopasowywać, zmieniać na takiego, jakim - moim zdaniem - chciał mnie widzieć. Był jak taki Mark Darcy z Bridget Jones - ułożony, idealny, porządny, kto wie czy i bokserek nie składał w kostkę. To miało na mnie ogromny wpływ. W filmie Zaginiona dziewczyna jest taka świetna wypowiedź, babka jedzie samochodem i mówi: "Nick pokochał dziewczynę, którą udawałam. Fajną. Dla facetów to największy komplement. Fajna z niej dziewczyna. Fajna, czyli żyleta, do wyrwania. Zabawna. Fajna nie wścieka się na chłopa, jedynie uśmiecha gorzko, acz kochająco i udostępnia usta do wyruchania. Kocha to, co on kocha. (w samochodzie obok widzimy jakąś kobietę ubraną ekstrawagancko, w klimacie azjatyckim) Ten to winylowy hipster, którego kręcą mangi z fetyszami. (następny samochód, w nim dwie młode dziewczyny) Jeśli lubi szalone nastolatki, będzie galerianką, która zna się na footballu i pochłania buffalo wings z sieci jakiejś tam". Nigdy wprost o tym nie mówiliśmy, ja przy nim po prostu nie paliłem, choć miałem na profilu zaznaczone "palę często", mógł tego nie zauważyć albo zwyczajnie nie chciał zauważyć.

Drugim powodem zespołu niespokojnych rąk był brak szczerości w pewnej kwestii. Mianowicie mój przyjaciel chodził z Michałem do liceum, są z tego samego Bździnowa. Znał byłego Michała i opowiedział mi, w jaki sposób skończyli, czy raczej w jaki sposób to on skończył, raniąc tego chłopaka w najgorszy sposób. Nie chcę się rozpisywać na ten temat, nie mam do tego prawa. Miałem po prostu mały problem, wiedziałem o tym, ale nie mówiłem Michałowi, z jednej strony nie wiedząc jak to powiedzieć - bo co, w pubie tak nagle miałem palnąć: "Słuchaj, dowiedziałem się o twoim byłym, wiem jak go zraniłeś"? Z drugiej strony ciągle czułem się z tym źle, wiedziałem o tym fakcie, przerażało mnie to, ale tak naprawdę to nie była moja sprawa.

Idealny chłopak zaczął okazywać się zwykłym, słabym człowiekiem, niestety pełnym wad. Jak początkowo byłem nim zachwycony - grał na gitarze, śpiewał, taki inteligentny, studiujący ważny kierunek, tak z czasem zacząłem się go bać, im dłużej się znaliśmy, tym bardziej się oddalał. Zacząłem widzieć, że stara się być zbyt idealny. Nawet głupie teksty na fejsie zawsze zaczynał z wielkiej litery, na końcu stawiał kropki. Pojawiały się problemy w komunikacji, rozmawialiśmy wtedy, kiedy on chciał i miał na to czas. Spotykaliśmy się wtedy, kiedy on chciał i miał czas. Kiedy ja chciałem porozmawiać, nie odczytywał wiadomości na fejsie, sms'ów dziwnym trafem często nie dostawał. Kiedy chciałem się spotkać, dostawałem milion wymówek. Jakby tego było mało, czułem, że za grosz nie ma dystansu do siebie, że nawet na sekundę nie może wyluzować, zawsze to on musiał mieć rację, nawet w zwykłych przekomarzankach. To był jakiś koszmar. Najgorsze, że przed tym wszystkim były momenty, kiedy myślałem, że to jest to. To ten chłopak, którego tyle czasu szukałem. Znalazłem go w końcu, w nim mógłbym się zakochać. Jakie gorzkie rozczarowanie.

Trzecie spotkanie było bez szału - muszę tylko wspomnieć o jego triku, który chętnie i często wobec mnie stosował. Banalny wzrok - wpatrywał się we mnie non stop. Choć bardzo mnie to peszyło i wpędzało w zakłopotanie, działało silniej, niż milion słów. Podczas każdej rozmowy miałem wrażenie, że nie liczy się dla niego całe otoczenie, patrzył tylko na mnie, tylko mnie słuchał. Serce może wtedy zmięknąć i, kurwa, zmiękło, aż za bardzo. Czwarte spotkanie było ostatnim i zarazem najgorszym. Wracałem akurat z jakiejś wystawy, więc gdy się spotkaliśmy, trajkotałem o jakichś bzdetach z tym związanych. Jednak przestałem, gdy zauważyłem, że nie jest rozmowny, że jego odpowiedzi są zdawkowe, że odpowiada pojedynczymi słówkami. Zbiło mnie to z tropu, jak początkowo miałem dobry humor i byłem rozgadany, tak od jego milczenia wpadłem w dziwny nastrój i sam zrobiłem się niemrawy. Poszliśmy ponownie do mojego ulubionego miejsca, tam zadzwonił jego współlokator. Tu warto wspomnieć, Michał jest jedną z tych osób, które wiecznie odpisują z ogromnym opóźnieniem albo i wcale, ale gdy są w naszym towarzystwie, telefon nie znika z ich rąk. Też im nie ufacie? Po rozmowie powiedział, że możemy pojechać do niego, więc - jakżeby inaczej - w milczeniu udaliśmy się na jego stancję. Tam włączył film, który wybrałem, Tom Xaviera Dolana. Film zimny, ponury, tak nieprzyjemny, jak to nasze spotkanie. Idealnie dopasowany. Od kilku dni mam ogromną nieprzyjemność widzieć jego reklamę na fellow - naprawdę, bardzo Wam dziękuję, drodzy administratorzy! 

Po filmie odprowadził mnie na nocny, zanim wsiadłem, powiedziałem: "To miło się gadało", na co się uśmiechnął, a co jak co, ale uśmiech to on miał pięknie wypracowany. Wysłał mi później sms'a, w którym prosił, bym napisał, gdy dotrę do domu. Napisałem i przy okazji zapytałem, czy jego nastrój był spowodowany zwykłym zmęczeniem. Nie odpisał. Na drugi dzień nie odzywał się do wieczora, twierdząc, że prowadził jakąś konferencję. I to, moi drodzy, można uznać za koniec tego pięknego snu. Zaczął się etap, w którym co jakiś czas chciałem go wyciągnąć na spotkanie, by o tym wszystkim porozmawiać, o tych problemach. W końcu trafił mnie szlag i napisałem mu, że żałuję, że go poznałem. Gdybyście widzieli, z jakim uczuciem on to podłapał. Potem mogłem mówić wszystko, opisywać jego dziwne zachowanie, mówić, czego nie rozumiem, pytać - dla niego fakt, że żałuję, był najważniejszy: "Skoro żałujesz, to nie mamy o czym rozmawiać". Cokolwiek mówiłem, odbijał jak piłeczkę. Tak praktycznie wyglądały pod koniec już wszystkie rozmowy. Nie, to nie były rozmowy, to było jak gadanie do obrazu, jak rzucanie grochem o ścianę. Zacząłem więc odwoływać te słowa i po raz pierwszy w życiu kajałem się przed facetem. Ze łzami w oczach pisałem, że nie żałuję, że wcale tak nie myślałem. Miał mnie w garści, wiedział doskonale, że już jestem jego, że zaczęło mi zależeć. W tamtym momencie byłem bezbronny, wystawiłem mu się jak dziecko, ale wtedy oberwałem jeszcze bardziej, to było jak zderzenie z lodowatą, nieugiętą ścianą. Tej rozmowy nigdy mu nie zapomnę.

Kilka dni później, w czwartek w połowie grudnia, po raz ostatni zapytałem, czy będzie miał czas, by się spotkać. Dostałem cholernie długą wiadomość, w której opisał mi chyba każdy dzień z dwóch przyszłych tygodni. Pomyślałem - dobrze, poczekam. Ale już wróciłem na fellow i odnowiłem niektóre kontakty, wiedziałem, że tego nie da się już naprawić. Wtedy poznałem Pawła, miłego chłopaka, z którym od kilku miesięcy wymieniałem długaśne wiadomości, ale bez podtekstów, to raczej opisywanie podobnych doświadczeń. Ja mu pisałem o Michale, on mi o byłym. Spotkałem się z nim w sobotę. Wtedy powiedział mi, że Michał umówił się z nim na poniedziałek. Ten poniedziałek, w który nie mógł mi poświęcić nawet pół godziny, bo podobno miał od rana zajęcia, a wieczorem jakieś spotkania naukowe. Nóż w żołądku przekręcił się kilka razy.

Traf chciał, że w poniedziałek ich spotkałem. Byłem z przyjaciółką, szliśmy na jakieś zakupy, trafiłem na nich pod Saskim, ale udawaliśmy, że się nie widzimy - zaraz do niego weszli, ja ruszyłem do centrum handlowego. Gdy z niego wracałem - to nie do uwierzenia - oni akurat wychodzili z Ogrodu. Szedłem za nimi, a gdy ich minąłem, odwróciłem się do Pawła, pomachałem mu, on odmachał, a wtedy Michał mnie zauważył, to jemu też pomachałem z uśmiechem na ustach. Był skonsternowany, ale odwzajemnił gest, a ja ruszyłem dalej. Byłem wściekły jak nigdy. Już nawet nie chodzi o to, że spotkał się z kimś innym. Dobra, bardzo o to chodzi. Ale też okłamał mnie, choć tak często powtarzał, że szczerość jest najważniejsza. Zamiast spotkać się ze mną na chwilę, choćby i po to, by zakończyć znajomość, wolał poświęcić czas komuś nowemu, obcemu. Tym kłamstwem stracił resztki mojego zaufania, oczywiście też nigdy za to nie przeprosił.

Odezwał się tydzień później, zapytał, czy miałbym czas, żeby się spotkać. Jak ja się wtedy gryzłem z myślami... Chciałem się wystroić w najnowsze ciuchy, pójść nawet do fryzjera, zrobić na nim świetne wrażenie. O niczym innym nie marzyłem. Tylko po co miałem to zrobić? Pomyślałem, że może i faktycznie przez chwilę byłoby miło, coś tam by się poprawiło, ale czułem, że on prędzej czy później złamie mi serce bez mrugnięcia okiem. Wybrałem proste złamanie, które zrasta się szybciej, skończyłem to, zanim zadurzyłem się na dobre. Ten człowiek nie miał mi nic do zaoferowania. Jedynie wieczny brak czasu, wieczne zmęczenie, wieczne wymówki i historyjki wyssane z palca. Pamiętam, jakie życzenia mi złożył na urodziny, gdy jeszcze było między nami dobrze - otóż nieświadomie podsunął mi podpowiedź, jak mam się wobec niego zachować. Miło życzył, bym eliminował z mojego życia osoby, które nie wprowadzają do niego nic dobrego. On wprowadzał jedynie nerwy, ciągłe domysły, smutek. Chodziłem ciągle poirytowany, warczałem na każdego, kto się do mnie odezwał. To mnie wyniszczało. On mnie wyniszczał. Powstrzymałem więc galopujące serce i po raz pierwszy posłuchałem rozumu. Powiedziałem, że czas się zawsze znajdzie, ale nie widzę powodu, dla którego miałbym się z nim spotkać, szczególnie po tym, jak mnie okłamał. Tradycyjnie odpisał dopiero na drugi dzień, że faktycznie takiego powodu nie ma i usunął mnie ze znajomych. 

Michał był dla mnie nie do ogarnięcia. Pozornie chłopak dla mnie idealny, wymarzony. Po raz pierwszy w życiu myślałem, że to jest ten, którego tak zawzięcie poszukiwałem. Jednak z dnia na dzień okazywało się, że jedną wadę goni druga. Nie sposób było z nim szczerze porozmawiać, a bardzo byłem ciekawy, czy jego zachowanie wynika z tego, że ktoś go kiedyś cholernie mocno zranił i dlatego teraz tak trzyma ludzi na dystans. Czy odkąd studiuje medycynę, był w związku dłuższym, niż trzy miesiące, czy może dłużej nikt z nim nie wytrzymuje, dostając to samo, co i ja dostawałem. Dlaczego zamiast wprost powiedzieć, że mnie nie chce, uciekał się do wymówek i kłamstw. Nigdy nie miał czasu, więc dlaczego szukał drugiej połówki? To oczywiste, każdy chce ją znaleźć, ale nie można żądać od kogoś tego, czego nie można odwzajemnić. Nawet nie wiem, czy siebie akceptował - pamiętam, jak chciałem go wyciągać na miasteczko akademickie, a on się stawiał i twierdził, że tam znajomych spotka... Wielka mi tragedia, gdyby nas zobaczyli razem. Jeśli siebie nie akceptował, to siebie nie kochał. A jeśli nie potrafi pokochać samego siebie, nigdy nie będzie zdolny do pokochania drugiej osoby. 

Jest taki stary dowcip. Pewien biedny człowiek codziennie chodził do kościoła i modlił się przed posągiem jakiegoś świętego, błagając: "Drogi święty, proszę, proszę, proszę, daj mi wygrać na loterii". W końcu posąg nie wytrzymał, spojrzał z góry na błagającego biedaka i powiedział: "Synu, proszę, proszę, proszę, kup los". Jesteśmy na fellow i ciągle kupujemy tam losy, licząc na szczęście, piszemy do facetów lub oni piszą do nas. Spotykamy się z nimi, jest świetnie. Ale mało kto potrafi sięgnąć po wygraną, wolimy trzymać los bezpiecznie w kieszeni, jakby bojąc się go wykorzystać i po prostu odebrać swoją nagrodę. Michał kupił jeden, gdy do mnie napisał w czerwcu, gdy mu odpisałem, los okazał się wygrany. On jednak wyrzucił go do kosza, kasując konto. W październiku, gdy wrócił, wyjąłem z kosza wygrany los i mu go oddałem. Z każdą kolejną kłótnią i kłodami rzucanymi mi pod nogi, los coraz bardziej się wycierał i rozdzierał. Gdy spotkał się z Pawłem, nawet przez chwilę nie zastanawiając się co musiałem pomyśleć, jak się poczułem, spalił ten los na popiół. Na dobre pomógł mi zapomnieć o P., o nim już wcale nie myślałem. Problem polegał na tym, że jednego demona zastąpił drugi, większy, którego już nie tak łatwo pozbyć się z głowy. Demon zakłamany, nieszczery. Nieszczęśliwy, a przez to unieszczęśliwiający innych.




Komentarze

  1. Szczerze? Ty też zachowywałeś się conajmniej dziwnie. Miałeś przyjaciela który dostarczał ci informacji a ty ich nie weryfikowales. Pewnie ufasz mu ale skoro ten chłopak coś dla ciebje znaczył to trzeba bylo to wyjaśnić. Byłeś nieszczery i to kłamstwo obruciło się przeciw tobie - karma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, to był mój błąd, ale jak pisałem - ani nie wiedziałem jak zacząć ten temat, ani też za bardzo nie chciałem go poruszać, bałem się o tym mówić, wiedząc, że to sprawa między nimi.

      Usuń
    2. Postawiłeś sprawę między nimi nad sprawami między wami. To był twój wybór.Poza tym rozmawiałeś o nim i o tym z przyjacielem a nie chciałeś porozmawiać bezpośrednio z nim. To trochę obłudne. Czytam ten blog i sądze że jestem na tym portalu conajmniej dwa razy dłużej niż ty poznałem wielu ludzi i wielu takich Michałów. Jestem mężczyzną nijakim nie mam super pracy, wygląd taki sobie mam jednak doświadczenie. Sam piszesz że od początku wyglądał ci na ideał a skoro tak to pewnie wszyscy go tak postrzegają. Pomyśl jaka presja nad nim była żeby nie rozczarować dlatego cię tak dystansował i trzymał tą maskę. Poznałem takich ludzi dużo paru przewruciło mi życie do góry nogami. Oni nie wiedzą że źle robią i zawsze chciałem im to pokazać, niektórzy byli wdzięczni. Zastanawiam się czy mu o tym powiedziałeś co czułeś czy go oszukiwałeś. Może to Ty byłeś tym darem dla niego który miał mu odwrucić życie.

      Usuń
    3. Powiedziałem za pomocą tego wpisu.

      Usuń
    4. Skoro tak piszesz to ty chyba wcale nie chciałeś z nim być tylko początkowo ci się spodobał bo był inny niż wszyscy. Wszystko budowane na nieszczerości szybko się psuje i rodzi nieszczerość. Obaj byliście na siebie zamknięci. Takim Michałom też trzeba stworzyć odpowiedni nastruj żeby się otworzyli, a nie pomagać budować ten idealny obraz. Dla mnie patrzącego z boku i znającego historie tylko z twojej strony to obaj mieliście udział w tym wszystkim.

      Usuń
    5. Nie rozumiesz, wtedy, a nawet teraz, nie było innej możliwości. Starałem się do niego dotrzeć, ale to robiło się coraz bardziej niemożliwe, a każdy ma ograniczone pokłady cierpliwości i wytrzymałości, ma też swoją dumę i honor, które nie pozwalają zbyt długo biegać za kimś na kolanach. Ale masz rację, nic nie jest czarno-białe.

      Usuń
    6. Być może nie rozumiem znam tylko twoją wersję wydarzeń. Moje doświadczenie pokazuje mi że jak się nie karmi takiego ideału to oni bardzo szybko pękają. Powodzenia!
      PS. Dobry blog :)

      Usuń
    7. Wtedy tego nie wiedziałem, teraz jest za późno. W każdym razie dziękuję :)

      Usuń
  2. W postaci głównego bohatera widzę siebie sprzed lat. W postaci Michała siebie z teraźniejszości. Nie wiem, co jest bardziej przerażające. No dobra, wiem - ta przemiana, którą przechodzi chyba każdy. Gorzknieje, a potem demoralizuje kolejne pokolenie. Strzeżmy się uczuć. Wszelkich.

    OdpowiedzUsuń
  3. I tego właśnie najbardziej się boję, że w końcu i mnie ktoś tak mocno usadzi na tyłku, że stanę się jedną z takich osób, uważając, że lepiej trzymać innych na dystans, niż dopuścić do powtórki z rozrywki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Podziwiam, że miałeś siłę nie spotkać się z nim wtedy gdy to zaproponował. Może ten Twój wpis pomoże i mnie ją znaleźć. Naprawdę dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, szczerze mówiąc sam się sobie dziwię, że umiałem się wtedy od tego tak odciąć. Nie wiem jak to zrobiłem, bo później, jak już czytałeś, przy innym chłopaku, było o wiele ciężej. A tu nic, odmówiłem i koniec. Może to kwestia tych życzeń urodzinowych, które wbiły mi się do głowy, może po prostu to nie było to :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

20. Nic się nie stało, a zdarzyć miał się cud.

6. Jesteś - a więc musisz minąć.

29. Zmęczenie materiału.