Kim jesteś? Gejem jestem.
![]() |
| źródło pierwotne: fineartamerica.com |
Nigdy nie zapominaj o tym, kim jesteś, bo świat na pewno o tym nie zapomni.
Uczyń z tego swoją siłę, a wtedy przestanie to być twoim słabym punktem.
Zrób z tego swoją zbroję, a nikt nie użyje tego przeciwko tobie.
George R. R. Martin
Zrobiłem sobie dzień oglądania filmów o tematyce homoseksualnej. Szczęśliwie weekendy zaczynają mi się w czwartkowe popołudnia, to i czasu więcej znalazłem. Najpierw obejrzałem Dumni i wściekli, brytyjską niby komedię opowiadającą o tym, jak to w latach osiemdziesiątych geje pomagali strajkującym górnikom zwalczanym przez Thatcher. Przyjemna bajeczka, ale też momentami wpędzająca w jakiś taki melancholijny nastrój. Potem postanowiłem obejrzeć już coś konkretnego, co mogłoby mi choćby w minimalnym stopniu pomóc w napisaniu tego wpisu. Film Modlitwy za Bobby'ego. Zacząłem, ale wytrwałem do szóstej minuty, bo dół robił się coraz większy. Zastopowałem i postanowiłem napisać już teraz.
Zobaczyłem idealną rodzinę z idealnym synem, którego ewidentnie coś gryzie. Chłopaczek widzi brata naśladującego geja, którego rodzina opieprza za obrzydliwe zachowanie i robi się przez to speszony. Ma dziewczynę, ale równie dobrze mógłby się całować z doniczką, ona w ogóle go nie kręci. Podjeżdża samochodem pod klub gejowski, gdzie jakiś łysy facet do niego macha, ale czym prędzej odjeżdża. I zaczyna tę dziwną rozmowę z bratem. Ogólnie widzimy chłopaka, który jest gejem dyskretnie, być może dopiero zaczyna o tym wszystkim myśleć. Nie muszę być wróżbitą Maciejem, by przewidzieć co będzie dalej - gdy w jakiś sposób rodzina się o tym dowie, zaczną się jego kłopoty, ktoś go odrzuci, ktoś go znienawidzi, ktoś tam być może okaże mu niespodziewane wsparcie, a na koniec oczywiście wszystko się ułoży i będzie żył długo i szczęśliwie jako gej jawny. Prawdopodobnie łez polałyby się strumienie.
Dlaczego wszystko w tych naszych filmach zawsze musi być w takiej smętnej otoczce wpędzającej w depresję? Już nawet nie chodzi mi o to zjawisko mówienia innym o sobie. Dumni i wściekli to komedia, obejrzałem zwiastun i lałem ze śmiechu, ale gdy obejrzałem całość, nie zaśmiałem się ani razu. Nawet zakończenie, choć dobre, to jednak okraszone było wstawkami informującymi o tym, co później działo się z pierwowzorami danych postaci i uwierzcie, nie nastroiły mnie one pozytywnie. Komedia, a dołuje, bo na koniec o HIV wspomnieli. Do tego dochodzą te wszystkie dramaty, filmy opisujące nieszczęśliwą miłość, nastolatków gnębionych w szkołach, mających problemy z rodziną, nie potrafiących pogodzić się z tym, kim są. Nawet moje wpisy momentami mogły Wam spieprzyć humor. Cierpienie, smutek, niesprawiedliwość. Polacy uwielbiają cierpieć z patosem, zaznaczać i krzyczeć, ile to wycierpieli od sąsiadów, choć każdy kraj również ma własną historię, własne wojny na koncie, mordy, plądrowania i nie nas jedynych spotkało tyle tragedii, to jednak od zawsze to my jesteśmy tym Chrystusem narodów. To my cierpieliśmy najbardziej i najmocniej, nie oni. Czy geje mają tak samo jako orientacja?
To fakt, często mamy przesrane od urodzenia. Rodzimy się z tym piętnem, które nas wyróżnia od pozostałej gromady, ale zapominamy, że nie jesteśmy jedyni, są inni, tacy jak my. Mamy to głupie myślenie, że to tylko mnie spotkało, że tylko ja tak cierpię, że tylko mnie wyzywano w szkole czy na ulicy. To mnie odrzuciła rodzina czy przyjaciele, to ja bałem się powiedzieć komukolwiek, bo przecież dla wielu to nienormalne, chore wynaturzenie. Ale tych "ja" jest cholernie wielu. Geje, lesbijki, biseksualiści i inni -iści są wszędzie. Każdego dnia spotykamy całe ich mnóstwo, ale nie zdajemy sobie z tego sprawy, tak samo jak oni. Jesteśmy wszędzie, jesteśmy coraz bardziej widoczni. Jednych to irytuje, drugich cieszy.
Jednak do meritum, główny temat tego wpisu. Homoseksualizm w pewnym sensie dzieli nas od reszty świata, chcąc nie chcąc jesteśmy inni od pozostałych. Więc jak o tym powiedzieć temu światu? Jak wyznać rodzinie, przyjaciołom i znajomym o tym, kim jesteśmy od urodzenia? Dla wielu to bardzo trudne. W końcu tyle osób nie godzi się ze swoją orientacją i woli się z tym kryć, chować po kątach, przed światem udawać "normalnych" hetero i dopiero w domu zalogować się na fellow/queer czy włączyć gejowskie porno. Jednak są też tacy, którzy nie mają z tym problemu, którzy chcą być szczerzy wobec swoich bliskich, którzy chcą z nimi móc normalnie rozmawiać, nie słuchać już pytań o dziewczyny, kiedy wreszcie jakaś się pojawi, ale normalnie opowiedzieć o chłopaku, który zranił lub uszczęśliwił.
Przez całe dzieciństwo aż do liceum bałem się. Wiedziałem, że jestem inny, myślałem, że gorszy, w pewnym sensie ułomny. Tak inny od rówieśników, normalnych i zwykłych, przeciętnych i banalnych. Ale normalnych. To była ich przewaga nade mną. Już pod koniec podstawówki obserwowałem końskie zaloty chłopaków do pozornie niewinnych dziewczyn. Te ich gierki i zabawy, spotkania po szkole. To było dla mnie niedostępne, świat dla mnie zamknięty. Dopiero w liceum, kiedy przestawałem być takim dzieciaczkiem wiecznie zamkniętym pod kloszem matki, gdy delikatnie otworzyłem się na innych, postanowiłem to zmienić. Zrozumiałem, że wcale nie jestem gorszy od większości, że ich świat romansów i miłostek może i jest dla mnie zamknięty, ale to nie oznacza, że jest jedyny. Tak jak ja nie jestem jedynym gejem na świecie.
Pamiętam mój pierwszy raz. To była chyba sobota, październik lub listopad w pierwszej klasie liceum. Używałem wtedy jeszcze GG, obecnie przeżytku, gadałem z najlepszą koleżanką z klasy i tak nagle postanowiłem o sobie powiedzieć. Już wcześniej pojawiały się jakieś żarciki z mojej strony na temat facetów, dziwne rozmowy i tym podobne, ale irytowały mnie wtedy jej reakcje i przesadzone teksty w stylu: Przerażasz mnie. Pomyślałem, raz kozie śmierć. Dokładnego przebiegu rozmowy nie pamiętam, ale wiem, że było smutno. Tak przeraźliwie dobijająco. Wyznałem, a ona chyba zapytała, skąd wiem. Skąd wiem, że jestem gejem. A skąd ona wiedziała, że jest hetero? Znacie to pytanie? Dla mnie jest najgłupsze na świecie, jak można nie wiedzieć, że jest się homo albo hetero? To się wie, tego się nie wybiera. Nie decydujemy o tym, czy danego dnia albo tygodnia będziemy lecieć na dziewczyny, a następnego na facetów. Taki jestem od dziecka, od zawsze podobali mi się faceci, mdliło mnie na myśl o pochwie, więc kurwa wiem doskonale kim jestem. Pisałem kilka wpisów wcześniej, że popłakała się, gdy jej o tym powiedziałem. Później przyznała, że to dlatego, że nie będę szczęśliwy. A to wcześniej byłem?
Później poszło gładko. Mówiłem najbliższym po kolei. Ani razu nie spotkałem się z odrzuceniem, a powiedziałem naprawdę wielu osobom. Niektórym nie musiałem mówić, bo dowiadywali się od tych, którym już powiedziałem. Inni na imprezach, przez przypadek. Poszło jak lawina. Tylko nikomu z mojej rodziny nie mówiłem, ale od zawsze to była taka tajemnica poliszynela, wszyscy się domyślali, nikt głośno o tym nie gadał. Choć matkę cały czas chcę uświadomić wprost. Chciałem powiedzieć przed wyjazdem do Wrocławia, do P., ale uznałem, że to byłby za duży szok, nie dość, że jestem gejem, to jeszcze jadę do faceta na drugi koniec Polski. Zacząłem więc robić coś innego, gdy pytała gdzie wychodzę, zawsze mówiłem, że do tej albo do tej koleżanki. Gdy pytała kto dzwonił, mówiłem, że ta albo ta znajoma. Później to zmieniłem. Gdy wychodziłem, mówiłem, że do Rafała, Krystiana, Pawła i innych, tak samo z telefonami. Reagowała śmiesznie, ale wciąż zbieram się na powiedzenie o tym wprost, bez ogródek.
Chyba nigdy nie zapomnę pewnej rozmowy z koleżanką z roku, która akurat przerwała studia. Wracaliśmy z jakiegoś pubu, ona szła na imprezę, ja do przyjaciółki, to był wrzesień, na chwilę przed spotkaniem z P., tym wyjaśniającym. Opowiadałem jej o tym, ale tak, że nie sposób było się domyślić, o kogo chodzi. Mówiłem, że jest z 91 roku, że chodzi ze mną na włoski, dlatego będzie teraz taka głupia sytuacja... I wywiązała się wtedy dość zabawna rozmowa:
- A ona... coś tam? - Zapytała koleżanka.
- Ale to nie ona - odparłem.
- Jak to, to nie ona jest z 91 roku tylko ty?
- Nie, nie. Nie ONA.
- A, że ona nie chodzi na włoski? - Nic już nie rozumiała.
- Nie, Martyna. Nie ona, on.
- Ale czekaj, jak to...
- To chłopak, nie dziewczyna.
- Ooooooooch!
Była w takim szoku, jakbym jej powiedział, że w tym roku odwołano święta Bożego Narodzenia. A bałem się powiedzieć, bo jest dość religijną osobą, nie wiem jak teraz, ale wtedy praktykowała trochę gorliwie. Zawsze bałem się mówić takim ludziom. Ale powiedziałem już wcześniej trzem innym, a ona i tak zaraz wylatywała z Polski, pomyślałem - czemu nie. Wszystkie te cztery osoby, a także piąta, szósta, siódma i pozostałe, które dowiedziały się od nich, nie miały z tym problemu. Nigdy nikt, kto dowiedział się wprost ode mnie lub od innych, nie zrobił czegoś wrednego w moim kierunku. Moja najlepsza przyjaciółka jest chyba największą homofobką jaką znam. Nawet chłopak z roku, który jest wpatrzony w ONR, ma nieźle nasrane we łbie i ogólnie powybijałby gejów, dowiedział się od koleżanki o mnie, ale dalej ze mną rozmawia, potrafi na uczelni podejść i się przywitać. Wiele najbliższych mi osób jest częstymi gośćmi kościołów. I nigdy nie odczułem, żeby któraś z nich miała problem z tym, kim jestem. Wiecie dlaczego?
Cały sekret polega na tym, że ludzie nie lubią gejów i lesbijek z niewiedzy. A my przez to potem boimy się powiedzieć im o sobie. Wielu ciemnych starców słuchających Rydzyka albo innych błaznów - kryptogejów - na ambonach. Wielu debili nacjonalistów, wielu debili po prostu. I wielu zwykłych ludzi, którzy tego po prostu tego nie tolerują albo tolerują, ale na odległość. Ciemnogród w tym kraju występuje w każdym mieście i w każdej wsi. I ci wszyscy ludzie myśląc o homoseksualistach mają przed oczami gromadę przebierańców, facetów w różowych lateksach albo w perukach i z makijażem, wygolone dziewczyny, ogólnie ich zdaniem świrów. Mdli ich na myśl o gejach i lesbijkach. A mało która Apolonia zdaje sobie sprawę z tego, że gejem jest ten miły Tomek spod ósemki, co to wyniósł jej tydzień temu śmieci. Albo że lesbijką jest ta przyjemna Kasia z warzywniaka. Czy że biseksualistą jest Piotrek, kolega jej wnuczki. Wszyscy mili ludzie, tacy ułożeni, sympatyczni. Gdy moi przyjaciele i znajomi dowiadywali się o mnie, nic się nie zmieniało poza tym, że teraz wiedzieli, że podobają mi się faceci. Nie wyrosła mi nagle druga głowa czy trzecia ręka. Moja skóra nie zmieniła koloru na niebieski. Byłem nadal tą samą osobą, którą znali, zachowywałem się tak jak zachowywałem się wcześniej. Religijna dziewczyna, która głośno wyraża swoją negatywną opinię na temat związków partnerskich, może nie mieć problemu z tym, że jej kolega jest gejem. Bo przecież to Kuba, którego zna tyle czasu. Może nie będzie w stanie słuchać o moich romansach i sekscesach, ale nie odwróci się, nie znienawidzi z tego powodu.
Jednak wiem, że nie każdy miał tyle szczęścia co ja, nie każdy spotkał się tylko z akceptacją. Znam osobę, która zmuszona była powiedzieć własnej matce i nie została zrozumiana. Matka naczytała się w internecie bzdur o terapii i o tym, że z homoseksualizmu można się wyleczyć. Też o tym czytałem. Nawet była kiedyś taka głośna sprawa w Ameryce, gdzie znany działacz gejowski poszedł na taką terapię i nawrócił się na dobrą drogę. A później widziano go w restauracji z jakimś mężczyzną. Bo homoseksualizm to nie choroba. Choć dawniej popularna była cholernie okrutna metoda (w AHS Asylum ją pokazali), w której zamykano osobnika w pokoiku, wstrzykiwano lek wywołujący wymioty i kazano patrzeć na gejowskie porno, by nabrał do niego obrzydzenia. Ale to nie działa i nie zadziała. Tacy się rodzimy i choćby skały srały, a mury pękały, nadal tacy będziemy. Czy jest jakiś sposób na oświecenie takiej osoby, która nie może pogodzić się z tym, że jej syn jest gejem? Podsunięcie jej lektur, które udowodnią, że to nie choroba, że to nie jest nic złego? Podsunięcie normalnych filmów? Przeczekanie, bo czas to lekarstwo na wszystko? Wprawdzie to matka, a matka zawsze marzy o wnuku, którego w tym przypadku się nie doczeka. Ale nie każdy dostaje to, co chce. Tak samo jak my, homoseksualiści. Chcielibyśmy być szczęśliwi, wielu z zazdrością patrzy na udane pary i bezproblemowe życie osób hetero, ale tego nie dostajemy. Mało kto dostaje taki prezent od losu.
Co jeszcze mógłbym przekazać osobom, które boją się powiedzieć o sobie innym lub już powiedziały, lecz spotkały się z odrzuceniem? Banalnie i frazesowo, ale szczerze - nie bójcie się. Najważniejsze to próbować, a jeśli już spróbowaliście, nie żałujcie tego. Może to tylko kwestia czasu. Osoby, które odrzuciły, powinny sobie uświadomić, że tego nie wybraliście, że to Was wybrało. Pamiętam taką scenę z jakiegoś polskiego serialu, w której babka dowiedziała się, że jej syn jest gejem. Powiedziała wtedy: Moja krew, wdał się w matkę, też podobają mu się faceci. Czy coś takiego. Takich reakcji Wam i sobie życzę. Jak na koncercie życzeń, tylko bez serdecznych pozdrowień od wujka Staśka z Przasnysza - wsłuchajcie się w tekst tej piosenki. :-)
Przez całe dzieciństwo aż do liceum bałem się. Wiedziałem, że jestem inny, myślałem, że gorszy, w pewnym sensie ułomny. Tak inny od rówieśników, normalnych i zwykłych, przeciętnych i banalnych. Ale normalnych. To była ich przewaga nade mną. Już pod koniec podstawówki obserwowałem końskie zaloty chłopaków do pozornie niewinnych dziewczyn. Te ich gierki i zabawy, spotkania po szkole. To było dla mnie niedostępne, świat dla mnie zamknięty. Dopiero w liceum, kiedy przestawałem być takim dzieciaczkiem wiecznie zamkniętym pod kloszem matki, gdy delikatnie otworzyłem się na innych, postanowiłem to zmienić. Zrozumiałem, że wcale nie jestem gorszy od większości, że ich świat romansów i miłostek może i jest dla mnie zamknięty, ale to nie oznacza, że jest jedyny. Tak jak ja nie jestem jedynym gejem na świecie.
Pamiętam mój pierwszy raz. To była chyba sobota, październik lub listopad w pierwszej klasie liceum. Używałem wtedy jeszcze GG, obecnie przeżytku, gadałem z najlepszą koleżanką z klasy i tak nagle postanowiłem o sobie powiedzieć. Już wcześniej pojawiały się jakieś żarciki z mojej strony na temat facetów, dziwne rozmowy i tym podobne, ale irytowały mnie wtedy jej reakcje i przesadzone teksty w stylu: Przerażasz mnie. Pomyślałem, raz kozie śmierć. Dokładnego przebiegu rozmowy nie pamiętam, ale wiem, że było smutno. Tak przeraźliwie dobijająco. Wyznałem, a ona chyba zapytała, skąd wiem. Skąd wiem, że jestem gejem. A skąd ona wiedziała, że jest hetero? Znacie to pytanie? Dla mnie jest najgłupsze na świecie, jak można nie wiedzieć, że jest się homo albo hetero? To się wie, tego się nie wybiera. Nie decydujemy o tym, czy danego dnia albo tygodnia będziemy lecieć na dziewczyny, a następnego na facetów. Taki jestem od dziecka, od zawsze podobali mi się faceci, mdliło mnie na myśl o pochwie, więc kurwa wiem doskonale kim jestem. Pisałem kilka wpisów wcześniej, że popłakała się, gdy jej o tym powiedziałem. Później przyznała, że to dlatego, że nie będę szczęśliwy. A to wcześniej byłem?
Później poszło gładko. Mówiłem najbliższym po kolei. Ani razu nie spotkałem się z odrzuceniem, a powiedziałem naprawdę wielu osobom. Niektórym nie musiałem mówić, bo dowiadywali się od tych, którym już powiedziałem. Inni na imprezach, przez przypadek. Poszło jak lawina. Tylko nikomu z mojej rodziny nie mówiłem, ale od zawsze to była taka tajemnica poliszynela, wszyscy się domyślali, nikt głośno o tym nie gadał. Choć matkę cały czas chcę uświadomić wprost. Chciałem powiedzieć przed wyjazdem do Wrocławia, do P., ale uznałem, że to byłby za duży szok, nie dość, że jestem gejem, to jeszcze jadę do faceta na drugi koniec Polski. Zacząłem więc robić coś innego, gdy pytała gdzie wychodzę, zawsze mówiłem, że do tej albo do tej koleżanki. Gdy pytała kto dzwonił, mówiłem, że ta albo ta znajoma. Później to zmieniłem. Gdy wychodziłem, mówiłem, że do Rafała, Krystiana, Pawła i innych, tak samo z telefonami. Reagowała śmiesznie, ale wciąż zbieram się na powiedzenie o tym wprost, bez ogródek.
Chyba nigdy nie zapomnę pewnej rozmowy z koleżanką z roku, która akurat przerwała studia. Wracaliśmy z jakiegoś pubu, ona szła na imprezę, ja do przyjaciółki, to był wrzesień, na chwilę przed spotkaniem z P., tym wyjaśniającym. Opowiadałem jej o tym, ale tak, że nie sposób było się domyślić, o kogo chodzi. Mówiłem, że jest z 91 roku, że chodzi ze mną na włoski, dlatego będzie teraz taka głupia sytuacja... I wywiązała się wtedy dość zabawna rozmowa:
- A ona... coś tam? - Zapytała koleżanka.
- Ale to nie ona - odparłem.
- Jak to, to nie ona jest z 91 roku tylko ty?
- Nie, nie. Nie ONA.
- A, że ona nie chodzi na włoski? - Nic już nie rozumiała.
- Nie, Martyna. Nie ona, on.
- Ale czekaj, jak to...
- To chłopak, nie dziewczyna.
- Ooooooooch!
Była w takim szoku, jakbym jej powiedział, że w tym roku odwołano święta Bożego Narodzenia. A bałem się powiedzieć, bo jest dość religijną osobą, nie wiem jak teraz, ale wtedy praktykowała trochę gorliwie. Zawsze bałem się mówić takim ludziom. Ale powiedziałem już wcześniej trzem innym, a ona i tak zaraz wylatywała z Polski, pomyślałem - czemu nie. Wszystkie te cztery osoby, a także piąta, szósta, siódma i pozostałe, które dowiedziały się od nich, nie miały z tym problemu. Nigdy nikt, kto dowiedział się wprost ode mnie lub od innych, nie zrobił czegoś wrednego w moim kierunku. Moja najlepsza przyjaciółka jest chyba największą homofobką jaką znam. Nawet chłopak z roku, który jest wpatrzony w ONR, ma nieźle nasrane we łbie i ogólnie powybijałby gejów, dowiedział się od koleżanki o mnie, ale dalej ze mną rozmawia, potrafi na uczelni podejść i się przywitać. Wiele najbliższych mi osób jest częstymi gośćmi kościołów. I nigdy nie odczułem, żeby któraś z nich miała problem z tym, kim jestem. Wiecie dlaczego?
Cały sekret polega na tym, że ludzie nie lubią gejów i lesbijek z niewiedzy. A my przez to potem boimy się powiedzieć im o sobie. Wielu ciemnych starców słuchających Rydzyka albo innych błaznów - kryptogejów - na ambonach. Wielu debili nacjonalistów, wielu debili po prostu. I wielu zwykłych ludzi, którzy tego po prostu tego nie tolerują albo tolerują, ale na odległość. Ciemnogród w tym kraju występuje w każdym mieście i w każdej wsi. I ci wszyscy ludzie myśląc o homoseksualistach mają przed oczami gromadę przebierańców, facetów w różowych lateksach albo w perukach i z makijażem, wygolone dziewczyny, ogólnie ich zdaniem świrów. Mdli ich na myśl o gejach i lesbijkach. A mało która Apolonia zdaje sobie sprawę z tego, że gejem jest ten miły Tomek spod ósemki, co to wyniósł jej tydzień temu śmieci. Albo że lesbijką jest ta przyjemna Kasia z warzywniaka. Czy że biseksualistą jest Piotrek, kolega jej wnuczki. Wszyscy mili ludzie, tacy ułożeni, sympatyczni. Gdy moi przyjaciele i znajomi dowiadywali się o mnie, nic się nie zmieniało poza tym, że teraz wiedzieli, że podobają mi się faceci. Nie wyrosła mi nagle druga głowa czy trzecia ręka. Moja skóra nie zmieniła koloru na niebieski. Byłem nadal tą samą osobą, którą znali, zachowywałem się tak jak zachowywałem się wcześniej. Religijna dziewczyna, która głośno wyraża swoją negatywną opinię na temat związków partnerskich, może nie mieć problemu z tym, że jej kolega jest gejem. Bo przecież to Kuba, którego zna tyle czasu. Może nie będzie w stanie słuchać o moich romansach i sekscesach, ale nie odwróci się, nie znienawidzi z tego powodu.
Jednak wiem, że nie każdy miał tyle szczęścia co ja, nie każdy spotkał się tylko z akceptacją. Znam osobę, która zmuszona była powiedzieć własnej matce i nie została zrozumiana. Matka naczytała się w internecie bzdur o terapii i o tym, że z homoseksualizmu można się wyleczyć. Też o tym czytałem. Nawet była kiedyś taka głośna sprawa w Ameryce, gdzie znany działacz gejowski poszedł na taką terapię i nawrócił się na dobrą drogę. A później widziano go w restauracji z jakimś mężczyzną. Bo homoseksualizm to nie choroba. Choć dawniej popularna była cholernie okrutna metoda (w AHS Asylum ją pokazali), w której zamykano osobnika w pokoiku, wstrzykiwano lek wywołujący wymioty i kazano patrzeć na gejowskie porno, by nabrał do niego obrzydzenia. Ale to nie działa i nie zadziała. Tacy się rodzimy i choćby skały srały, a mury pękały, nadal tacy będziemy. Czy jest jakiś sposób na oświecenie takiej osoby, która nie może pogodzić się z tym, że jej syn jest gejem? Podsunięcie jej lektur, które udowodnią, że to nie choroba, że to nie jest nic złego? Podsunięcie normalnych filmów? Przeczekanie, bo czas to lekarstwo na wszystko? Wprawdzie to matka, a matka zawsze marzy o wnuku, którego w tym przypadku się nie doczeka. Ale nie każdy dostaje to, co chce. Tak samo jak my, homoseksualiści. Chcielibyśmy być szczęśliwi, wielu z zazdrością patrzy na udane pary i bezproblemowe życie osób hetero, ale tego nie dostajemy. Mało kto dostaje taki prezent od losu.
Co jeszcze mógłbym przekazać osobom, które boją się powiedzieć o sobie innym lub już powiedziały, lecz spotkały się z odrzuceniem? Banalnie i frazesowo, ale szczerze - nie bójcie się. Najważniejsze to próbować, a jeśli już spróbowaliście, nie żałujcie tego. Może to tylko kwestia czasu. Osoby, które odrzuciły, powinny sobie uświadomić, że tego nie wybraliście, że to Was wybrało. Pamiętam taką scenę z jakiegoś polskiego serialu, w której babka dowiedziała się, że jej syn jest gejem. Powiedziała wtedy: Moja krew, wdał się w matkę, też podobają mu się faceci. Czy coś takiego. Takich reakcji Wam i sobie życzę. Jak na koncercie życzeń, tylko bez serdecznych pozdrowień od wujka Staśka z Przasnysza - wsłuchajcie się w tekst tej piosenki. :-)

końcówka rodem z Amerykańskiego filmu – istny happy end
OdpowiedzUsuńNiestety realia są bardziej brutalne, w realiach obecnych w dużej mierze orientacja jest ukryta, lub w przypadku osób śmiałych oświadczona rodzinie po usamodzielnieniu się. Znam też przypadki nie zrozumienia sprawy i brutalne zmuszanie do kuracji
I będzie tak jeszcze baaardzo długo, gej środowiska nie umieją skutecznie edukować narodu (Parada równości według mnie działa przeciwnie do zamierzeń – zwiększa liczbę homofonów), a przecież można zmienić hasło na parada ludzi wolnych …
No i najlepszy przykład z ostatniej chwili wybory.. ... młodzież - a przynajmniej tak nam się mówi poszły za Kukizem widząc w nim szansę dla siebie... kto ich tej szansy pozbawił rodzice i babcie którzy nie wierzę że nie widzą obecnego nonsensu sytuacyjnego (brak ochrony zdrowotnej, rosnące czynsze i nowe opłaty) a mimo to idą i głosują na idiotów którzy nic nie wniosą, którym redaktorzy czy zwykli ludzie na łamach forów udowodnili że kłamią wyborcom - za co powinni automatycznie tracić stanowiska. Kto zatem nam zgotował taki los - nasi rodzice i babcie które notabene indagowane powiedzą że idą głosować by ich syn czy wnuk miał lepiej niż one.
Obawa przed zmianami – bo tylko tym tłumaczę tą sytuację, jest odpowiedzią na pytanie dlaczego ludzie inteligentni, empatyczni, mający chęć i charyzmę do zastosowania zmian nie zostaną dopuszczeni do władzy, dlaczego tkwimy w marazmie .. Teraz masz dwóch prymitywów na których czy zagłosujesz czy nie wygrają... prawdziwa wolność
Co do zakończenia masz rację, być może wygląda tak dlatego, że jeszcze nie powiedziałem rodzinie, a wtedy to już może nie być takie szczęście.
UsuńJeśli zaś chodzi o politykę... Tu niestety jestem laikiem, wielkim ignorantem. Nie interesuję się tym, wychodząc z założenia, że i tak nie mam na to wpływu, ale zdaję sobie sprawę z tego, że myśli tak wiele, wiele osób.
Polityka to dla mnie bagno, w Polsce szczególnie - obecnie jest dwóch kandydatów, ale który z nich jest mniejszym złem? Tłusty analfabeta, który ciągle ośmiesza siebie i nas, czy mdła melepeta, o której nic nie wiadomo, poza tym, że jest? Polityka to dla mnie brudna i czarna magia.