18. Trójkąt miłosny.

(kliknij, by powiększyć)


Well I didn't tell anyone but a bird flew by,
Saw what I'd done,
He set up a nest outside,
And he sang about what I'd became,
He sang so loud, he sang so clear,
I was afraid all the neighbours would hear,
So invited him in, just to reason with him,
I promised I wouldn't do it again

But he sang louder and louder inside the house,
And now I couldn't get him out,
So I trapped him under a cardboard box,
Stood on it to make it stop,
Picked up the bird and above the din,
And said that's the last song you'll ever sing,
Held him down, broke his neck,
Taugh him a lesson he wouldn't forget.

But in my dreams began to creep,
That old familiar tweet tweet tweet

I opened my mouth to scream and shout,
I waived my arms and flapped about,
But I couldn't scream and I couldn't shout,
The song was coming from my mouth

From my mouth...
Florence + the Machine - Bird Song


Wszystko wydarzyło się w lutym i w marcu, choć początek tej historii miał miejsce w styczniu. Właśnie wtedy mój przyjaciel Aron poszedł do Wyrka ze współlokatorem, jego chłopakiem i znajomymi, mnie z nimi nie było. Impreza musiała być bardziej niż udana, bo dzień później zadzwonił z informacją, że poznał świetnego chłopaka, Kamila, opowiadał, że tańczyli razem i tak dalej. Chłopak poznany nie przez Fellow, a więc coś, co się ceni bardzo. Z mojej perspektywy i opowieści Arona, od samego początku było im jak w gejowskiej bajce. Chłopak przystojny, dobrze ubrany, na dodatek właśnie wrócił z zagranicy, gdzie pracował kilka miesięcy, więc szastał kasą na prawo i lewo, choć to akurat dla niego nie było dobre. Spotykali się prawie codziennie przez jakieś dwa tygodnie, może dłużej.

Krótko i kolokwialnie mówiąc było po prostu super. Tak bardzo, że Aron postanowił przyprowadzić Kamila do pubu, w którym pracowała Antosia. Jak ona mi później piała nad nim z zachwytu. Wychwalała, jaki to zabawny, jaki wspaniały, jaki przystojny, chłopak, ale wówczas go jeszcze nie znałem, więc mogłem jedynie wierzyć jej na słowo, dopóki nie nadszedł ten dzień. Tradycyjnie był to piątek, Aron znów tam się wybrał z tym samym składem co wcześniej, ja umówiłem się z jakimś facetem, bo Erwin nie chciał iść, wiedząc, że spotka tam swojego byłego - pamiętacie tę historię z nakryciem nas przez niego na oglądaniu durnego filmu? To był ten moment. Poszedłem, facet był z kolegą, ale ani jeden ani drugi mi się nie podobał, chyba miałem delikatny przesyt. Potańczyłem z nim chwilę, ale gdy prawie mnie brutalnie zgwałcił na parkiecie, w wolnej chwili czmychnąłem do grupki Arona. I wtedy poznałem Kamila.

To trwało chwilę, wpadłem do nich rozemocjonowany, opowiedziałem pokrótce przyjacielowi co się stało, a potem przywitałem się z jego znajomymi. Wreszcie przyszła kolej na Kamila, który tak kulturalnie wstał i się przedstawił. Zaplusował tym u mnie, od razu sprawiał wrażenie kulturalnego, dobrze wychowanego. Natomiast jeśli chodzi o wygląd i jakiś pociąg seksualny... nie jestem w stanie nic powiedzieć. To facet, a my na wielu patrzymy jak na obiekty seksualne lub niestety całkowicie odpychające. A on był dla mnie od góry do dołu aseksualny, jakby nie był nowo poznanym gejem, tylko jakimś kuzynem, krewnym. Być może automatycznie tak na niego spojrzałem, bo był z Aronem? Facet przyjaciela to tabu i tak powinno być. Bawiłem się z nimi kilka godzin, ale nie zamieniłem z Kamilem ani słowa, Aron tylko pytał, co o nim myślę. Nie dostrzegłem wtedy nic, co mogłoby zwiastować to, co się później stało. 

Jak pisałem, Antosia była Kamilem zachwycona. To działało w dwie strony - od razu przypadli sobie do gustu, i to bardzo. Kamil zaczął pojawiać się w tym pubie, czasami nawet bez Arona. Towarzyszył Antosi, gdy ta się nudziła, poznał naszych innych znajomych, którzy też często gościli w tym pubie. Doszło nawet do tego, że Antosia załatwiła Kamilowi pracę w tym miejscu. Fajna idylla. 

U mnie w międzyczasie działo się to co zwykle, o czym zresztą już pisałem - nastał luty, Erwin mnie spławił, po chwili pojawił się Oskar z Krakowa i zaczął się czas ciągłych rozmów telefonicznych. O Kamilu nawet nie myślałem, tylko trochę zazdrościłem przyjacielowi, że mu się udało, na co wszystko wskazywało, podczas gdy ja tradycyjnie tkwiłem z kolejnym chłopakiem w przedsionku bez drzwi i nie zanosiło się na to, że prędko z niego wyjdę Któregoś razu postanowiłem pójść do tego pubu, by się pouczyć w spokoju - okazało się, że był to pierwszy dzień pracy Kamila, Antosia przyuczała go, pokazywała co i jak. Po chwili przyszedł też Aron, więc postanowiliśmy z Antosią pójść na piwo, ale na jednym się nie skończyło, bo gdy wróciliśmy, wypiliśmy kolejne, w ruch poszły też kieliszki. Gdy zamknęli wreszcie pub, poszliśmy dalej pić, tym razem do Tancereczki na Krakowskim. Jak ja nie cierpię tego miejsca. Chyba tak bardzo jak wódki gruszkowej, która jest specjałem tego lokalu. 

Po dwóch kieliszkach miałem dość, więc od kolejnych się wymigiwałem, gdy oni pili dalej. Dołączył do nas też chłopak, który latał od jakiegoś czasu za Antosią jak pies. Bardzo nas wszystkich wtedy wzięło. U Antosi włączyło się tradycyjnie pijackie gadanie - tuliła mnie, cmokała w policzek, mówiła, że kocha, że jestem wspaniały, że jestem jej gejem numer jeden. Wszystko na oczach Kamila, któremu - moim zdaniem - bardzo to nie pasowało. Nie wiem dlaczego, ale od początku przeczuwałem, że mnie nie polubił, że jest zazdrosny o nią. Powiedziała mi potem, że gdy wyszła z tym swoim chłopakiem, wysłał jej smsa o treści: Kochaj mnie, nie jego. Wtedy już miałem pewność, że na pewno się z nim nie dogadam. Gdy wszyscy mieliśmy dość, poszliśmy spać do Arona, mieszkał najbliżej. Oni spali razem na łóżku, ja na materacu. Tym razem także niczego nie dostrzegłem, znów nie wydarzyło się nic, co ostrzegłoby mnie, nas, przed tym co się stanie.

Niestety po jakimś czasie nad idyllą zaczęło zachodzić słońce, bajeczka już bardziej przypominała rzeczywistość. Aron napomykał o jakichś problemach, jednocześnie chciał się tak oficjalnie z Kamilem określić. Chciał, by było romantycznie, czekał na walentynki, ale niestety Kamil ich nie uznawał. Za to Fellow tak, bo nadal tam wchodził, biedny Aron zaczął to sprawdzać. Któregoś razu spotkaliśmy go też w Wyrku rozmawiającego z jakimś chłopakiem, zdziwił się, gdy nas tam zobaczył, my też się go tam nie spodziewaliśmy. Aż wreszcie przyszedł ten dzień, pamiętny poniedziałek. Antosia wróciła z domu, więc postanowiła zrobić małą imprezę, choć pewnie nie spodziewała się, że potrwa ona trzy dni i że aż tyle się wydarzy. Nikt z nas się tego nie spodziewał. 

Zaprosiła mnie, wiedziałem, że już siedzi z nią Kamil. Chłopak coraz bardziej mnie irytował, więc postanowiłem wziąć ze sobą przyjaciela, którego nie zaproszono. Przyszliśmy, a otworzył nam... wiadomo. Uśmiechnął się, powiedział: Cześć Kuba! A wtedy jak spod ziemi wyrósł obok mnie Aron, na którego widok Kamil wyraźnie oklapł i tak bez entuzjazmu się z nim przywitał. Wtedy już zacząłem coś przeczuwać. Początkowo było tak niezręcznie, nikt nie wiedział jak się zachować. Zostawiłem więc ich samych, by pogadali i udałem się do pokoju Antosi, która natychmiast mnie poinformowała, że Kamil chce skończyć z Aronem i że tak bardzo mu się podobam. Mówił jej: Nie zauważyłaś? To przecież było oczywiste od pierwszej chwili. No nie było, bo przez cały czas rozpływał się nad Aronem, ciągle o nim jej opowiadał. Nie mogłem się tego spodziewać. Przecież od początku miałem wrażenie, że on mnie nie znosi, że jest zazdrosny, na dodatek był wpatrzony w mojego przyjaciela, a i ja nie dawałem mu żadnych znaków, bo - jak pisałem - był dla mnie całkowicie aseksualny.

To była bardzo dziwna noc. Chłopcy wrócili z rozmowy, okazało się, że zerwali ze sobą, a chwilę później, gdy stałem w kuchni przy laptopie i puszczałem jakąś muzykę i wiadomo, jakoś tak sobie podrygiwałem, bo i alkohol robił swoje, Kamil stanął za mną, włożył mi rękę do kieszeni na tyłku i ewidentnie się przystawiał, ale się odsunąłem i gdzieś zniknąłem. Zaczęło przybywać sporo osób, w mieszkaniu nagle zrobiło się tłoczno, więc z Antosią tradycyjnie postanowiliśmy udać się do Chińczyka po jakieś śmierdzące żarcie. Kupiliśmy, wróciliśmy i zamknęliśmy się w jej pokoju na klucz, gdzie szybko zasnęliśmy. Wstałem jakoś w środku nocy, gdy w kuchni wciąż siedział Aron, Kamil i kumpel Antosi, którego nigdy nie trawiłem. Chłopak sprawiający wrażenie głupiego, siedzący w tych niby zabawnych filmikach i innych internetowych bzdetach po uszy. Mój rówieśnik i, jakżeby inaczej, gej. Znany z tego, że na każdej imprezie musi zmacać jakiegoś faceta, bez względu na jego orientację. Tej nocy zmacał mojego przyjaciela, który próbował zasnąć i myślał, że to Kamil, dopóki się nie odwrócił i gorzko rozczarował.

Wziąłem dzbanek z wodą i wróciłem do pokoju, ale już nie zamykałem drzwi, bo Aron co chwilę przybiegał, informując, że a to kumpel Antosi zamknął się z Kamilem w łazience, a to słychać, jak ktoś rozpina spodnie, a to słychać jakieś mlaskanie. Przecież to kuriozum. Zaciągnąłem go wtedy do pokoju i kazałem mu spać, jednak minęła jakaś chwila, zanim się wreszcie położył. Nad ranem bardzo to wszystko przeżywał. Jak nigdy. Mówił o tym przez całą drogę, że dopiero teraz rozumie co ja przeżywałem przy P. czy Michale. Bardzo bym chciał napisać, że to koniec tej historii, niestety jak łatwo się domyślić, był to dopiero początek.

Tego samego dnia, we wtorek, Antosia urządziła kolejną imprezę. Tym razem miała być bardziej kulturalna, z fajnym żarełkiem, na poziomie. Może by i to doszło do skutku, gdyby zaprosiła inne osoby. Pamiętam, jak się stresowałem, gdy do niej jechałem. To trzęsionka. Czasem ją miewam, pojawiają się nerwy nagle, bez powodu, gdy nie mam się czym martwić, nie mam na głowie żadnego egzaminu czy wizyty u dentysty. Wiem tylko, że coś się stanie. W książce Śniadanie u Tiffany'ego ładnie to opisano:

- Znasz takie dni, kiedy człowiek dostaje trzęsionki?
- To to samo, co chandra?
- Nie - odpowiedziała z wolna. - Chandrę ma się wtedy, jak człowiek tyje albo jak za długo pada deszcz. Jest się smutnym, nic więcej. Ale trzęsionka to coś okropnego. Boisz się i pocisz jak cholera, ale nie wiesz, przed czym masz stracha. Tyle, że ma się stać coś złego, a nie wiesz, co. Miałeś takie uczucie?

Miałem. Jakbym pod skórą przeczuwał, co się stanie. Wśród gości znów pojawił się kumpel Antosi, po chwili przyszedł też Kamil. Muzyka, alkohol. I my. Cały czas czułem na sobie jego wzrok. Nie pamiętam, jak to się zaczęło, ale chyba za którymś razem, gdy szliśmy na balkon na peta. Zaczął mnie całować, ale tym razem się nie odsunąłem. Po chwili weszliśmy do środka, by porozmawiać. Zachowywał się jak zwierzę w klatce. Nie mógł usiedzieć na tyłku, miotał się. Twierdził, że od pierwszej chwili coś do mnie poczuł. Nie widziałeś tego? Nie muszę chyba pisać. Mówił o Aronie, że jest mu wobec niego głupio, że przez naszą przyjaźń nie może ze mną być. Ta rozmowa niczego nie dała, niczego nie wyjaśniła. Poszliśmy więc po chwili po wódkę. Pocałował mnie jeszcze w windzie (gdzie jest kamera, ochrona pewnie miała ubaw) i na ulicy, po czym złapał mnie za rękę i tak dotarliśmy do monopolowego. Gdy wróciliśmy, zamknęliśmy się w pustym pokoju, bo dalej chciał o tym wszystkim porozmawiać, ale nie rozmawialiśmy, wciąż mnie całował, a ja się na to zgadzałem. Położyłem się w końcu na łóżku, a on zamknął pokój od środka na klucz. Rozebrał się i położył obok, ja cudem zachowałem resztki zdrowego rozsądku i spałem w jeansach i swetrze. Mimo tego przytulił się do mnie i tak zasnęliśmy.

Obudziłem się jakoś o siódmej, usiadłem na łóżku i zerknąłem na niego, od razu wszystko stanęło mi przed oczami. Mogłem tylko jęknąć w myślach. Wyszedłem z pokoju i zauważyłem, że moja torba leży na korytarzu, pierdolnięta jakby z nienawiścią. Później okazało się, że to kumpel Antosi, w nocy podobno chciał dostać się do naszego pokoju, wpadł w szał, walił do drzwi, ponoć dobrze się stało, że byliśmy zamknięci, bo był w takim stanie, że by nas pozabijał. Jednak musiałem sporo wypić, bo niczego nie słyszałem. Nikogo nie obudziłem, założyłem kurtkę, buty i wymknąłem stamtąd jak najszybciej. Chciałem o tym zapomnieć. W autobusie poczułem się jak w pociągu z Wrocławia, gdy uciekłem od P. i z trudem powstrzymywałem łzy. Czułem się jak świnia, jak skończony drań. Przecież oni dopiero się rozstali, a ja zrobiłem coś takiego. Wyrzuty sumienia jeszcze nigdy nie wgryzały się we mnie tak boleśnie. W dniu tej imprezy Aron rozmawiał z jakimś kolegą, opowiadał mu o całej sytuacji, wspominał o tym, że Kamil się do mnie przystawiał, ale od niego uciekłem. Kolega stwierdził, że to dobrze, że Aron ma takiego przyjaciela, na którym może polegać, bo to jest tak rzadko spotykane. Zapeszył, kurwa mać.

Aron dość szybko do mnie zadzwonił, chciał zapytać, jak udała się impreza. Nie wiedziałem co zrobić, spanikowałem. Początkowo pieprzyłem o jakichś pierdoletach, ale w końcu wyznałem, co zrobiłem. Bez wdawania się w zbędne i raniące szczegóły. Zawód w jego głosie był morderczy. Później jeszcze do niego napisałem, przepraszałem, cały dzień czułem się jak gówno, jak nigdy. Zadzwonił ponownie, jakoś wieczorem chyba. Twierdził, że po naszej rozmowie zadzwonił do Kamila, który wciąż siedział u Antosi z kilkoma osobami. Nadal pili, a on chyba wypił dość sporo, bo powiedział Aronowi przez telefon, że przez niego nie może być ze mną. Zabrakło mi słów. Co było dalej? Kumpel Antosi musiał być szczęśliwy, bo odzyskał Kamila, poszli w nocy na imprezę do jakiegoś klubu, gdzie wydali mnóstwo kasy, czy raczej tylko Kamil, bo ten drugi należy do osób lubiących wypić i zjeść na krzywy ryj. A skoro o krzywym ryju mowa, po imprezie zostali zaatakowani - jakiś facet do nich wyskoczył, chciał pieniędzy, przywalił Kamilowi i uciekł. Kamil wylądował w szpitalu i skończył z raną na brodzie i cofniętym zębem. Upiorne. Niektórzy mówili, że to kara za to, co zrobił. Zjawił się znikąd i w cholernie krótkim czasie namieszał tak, jak nikt przed nim.

Spotkałem go kilka tygodni później, przyszedł do Wyrka po pracy, a gdy się podpił, od razu przyznał, wiedział, że mnie tam spotka. Wtedy na szczęście do niczego nie doszło, śmialiśmy się z tej sytuacji, chcąc zakryć niezręczność, poza tym on opowiadał o jakimś nowym chłopaku. Znów o nim zapomniałem na dłuższą chwilę. Do czasu, bo jakoś pod koniec marca, na urodzinach Antosi przypomniał o sobie. Zabawne, że miałem na nie nie przychodzić, bo się pożarliśmy chwilę wcześniej. Miałem już inne plany, ale gdy uległy zmianie, nie została mi żadna wymówka i musiałem przyjść. Bohater tego wpisu również przyszedł. Na dzień dobry zapytał, kiedy będę szedł na fajkę, bo chce ze mną porozmawiać. Pomyślałem dobrze, porozmawiajmy. Poszedłem zapalić, on poszedł za mną. Ale nawet nie silił się na jakąkolwiek rozmowę, od razu zaczął mnie całować, a ja nie tylko się poddałem, ale aktywnie w tym uczestniczyłem. Potem trochę rozmawialiśmy, znów wyznawał co do mnie czuje, dziwnie się poniżał, mówiąc, że gdzie mu tam do mnie, że mógłbym mieć każdego, a on jest nikim. I wciąż mówił o mojej przyjaźni z Aronem, która to stoi nam na drodze do szczęścia, ale wyczuwałem o co chodzi, więc powiedziałem, że uwierzę mu na słowo, jeśli zdoła to wszystko powtórzyć na trzeźwo, nie po alkoholu. Całą imprezę przesiedzieliśmy razem, ciągle się całowaliśmy, tuliliśmy, a po niej udaliśmy się do niego, gdzie zasnęliśmy wtuleni. Chciał więcej, ale chyba potrzebowałem wtedy zwykłej bliskości, nie seksu.

Wylądowałem u niego ponownie następnego dnia, spotkałem się z nim, gdy wracałem z Wyrka, a on skończył pracę. Jednak znów zasnęliśmy wtuleni, tym razem chyba nawet się nie całowaliśmy. Wiedziałem, że muszę coś z tym zrobić, chciałem to naprawić, skończyć z tym, dlatego umówiłem się z nim na zwykłą rozmowę. Okazja była dobra, bo musiałem oddać mu rzeczy zostawione w piątek u Antosi. Spotkaliśmy się we wtorek, poszliśmy na piwo... i to był błąd. Dawno zrozumiałem, że ja + Kamil + alkohol = wiadomo co. Niczego nie wyjaśniliśmy, nie skończyliśmy znajomości, a jedno piwo nie wystarczyło, zaraz poszliśmy po jakąś wódkę orzechową, którą wypiliśmy na Miasteczku Akademickim. Prawie dostaliśmy mandat, ale cudem skończyło się na pouczeniu. I po raz kolejny pojechaliśmy do niego. Tej nocy nigdy nie zapomnę. Był taki stanowczy, dominujący, wręcz agresywny, gdy przytrzymywał mi ręce i z taką siłą napierał na moje usta. Zdziwiłem się, ale to mi się spodobało. Tym razem poszliśmy dalej, choć nie na całość. Było blisko, nalegał, ale nie chciałem się zgodzić. Byłoby miło, gdyby nagle coś mu nie odbiło, nie wiem czy to wina alkoholu czy czegoś innego... nagle zaczął mi mówić rzeczy straszne, podłe, wredne. Powiedział też, że jeśli komukolwiek o tym wszystkim powiem, zniszczy mnie (ups, pamiętajcie, by tego nikomu nie powtarzać). Natychmiast przeszła mi ochota na cokolwiek, ale nie jemu, doszedł, zrobił mi na szyi malinkę i wreszcie zasnęliśmy.

Kłamstwo biega na bardzo króciutkich nóżkach, kochani. Aron nazajutrz pytał gdzie byłem, co robiłem, skąd ta malinka. Powiedziałem, że spotkałem się z takim jednym facetem, że prawie dostałem mandat, bo piłem z nim na Miasteczku. Nie uwierzył, ale nie dopytywał. Dlaczego tym razem mu nie powiedziałem? Bo się poddałem. Wiedziałem, że z Kamilem to nie jest skończony rozdział, że jeszcze da o sobie znać i nie wiadomo do czego dojdzie, nie chciałem też ranić Arona. Jednak prawda wyszła na jaw. Chodziłem wtedy z Aronem i kilkoma znajomymi na warsztaty, przygotowywaliśmy własną wystawę. Spotkaliśmy się w Centrum Kultury, by to omówić, siedzieliśmy jakoś tak w kółeczku, było może dziesięć osób. Nagle zrobiła się jakaś taka malutka przerwa, przestaliśmy mówić o wystawie. Aron siedział po drugiej stronie kółeczka, ja siedziałem obok koleżanki, która zna Kamila, Lublin to małe miasto. Gdy panowała taka cisza, powiedziała do mnie dość głośno: Słyszałam, że przedwczoraj spotkałeś się z Kamilem. I że prawie dostaliście mandat! Gdybym stał, nogi by się pode mną ugięły. Myślałem, że spalę się ze wstydu, szybko zerknąłem na Arona, ale ten gapił się na ścianę, sprawiał wrażenie, że tego nie słyszał. Sytuację uratował Mikołaj, z którym już wtedy przeszedłem na telefon - zadzwonił, a ja mogłem stamtąd chociaż na chwilę uciec, by posłuchać, jak w zimnie czeka na parkingu na samochód.

Drugi raz przekonałem się, że nie warto kłamać, gdy siedzieliśmy u Arona ze znajomymi i piliśmy przed Wyrkiem. Była z nami koleżanka, która również zna Kamila, coś tam opowiadała o gejach, którzy mieli kiedyś dziewczyny... i nagle stwierdziła: Tak miał na przykład Kamil od Kuby. Dlaczego od Kuby? Bo była ze mną w Wyrku, gdy zjawił się tam Kamil i widziała jak razem tańczymy. Aron natychmiast zapytał, o jakiego Kamila chodzi, na co ja odpowiedziałem: A, taki tam, nie znasz. Tak bardzo Susan z Gotowych na wszystko. Znów myślałem, że się zapadnę pod ziemię, przecież ja nie potrafię kłamać, nienawidzę tego robić, nawet dziecko może się zorientować, że to robię.

Co dalej z Kamilem? Spotkałem się z nim raz jeszcze, ale to już część innej historii, której nie był głównym bohaterem. Jak początkowo gryzły mnie wyrzuty sumienia, jak czułem się podle wobec Arona, tak potem wreszcie mogłem się uspokoić. Widziałem, jak zapomina o Kamilu, jak się uspokaja i randkuje z innymi. Jak ten chłopak staje się bardziej moim problemem, niż jego.

Dlaczego do tego wszystkiego doszło? Dlaczego zdradziłem przyjaciela? Może być kilka wyjaśnień, ale czy którekolwiek jest w stanie zmniejszyć moją winę? Wątpię. Alkohol to tylko wymówka, pretekst. Środek zbliżający. Jak to jest, że chłopak, który był dla mnie aseksualny, zdołał sprawić, że mu uległem i zachowałem się wobec najlepszego przyjaciela jak skończony gnój? Zaczynam wierzyć, że jest trochę prawdy w tym, że każdemu może zmięknąć serce, gdy ktoś robi do niego maślane oczy. Szczególnie, gdy jest przystojny i niczego mu nie brakuje, jak Kamilowi. Kolejny powód jest... wstydliwy dla mnie. Wiecie, zawsze uważałem się za tego mniej atrakcyjnego od Arona. To on jest brunetem, brodaczem, jego egzotyczna uroda przykuwa uwagę, jest cholernie fotogeniczny, faceci na niego lecą, w Wyrku to samo. Chyba nabrałem przy nim trochę kompleksów. Dwa razy się zdarzyło, że faceci, z którymi randkowałem i trochę ich poznałem, słuchali opowiastek o moim przyjacielu. Co robili potem? Szukali Arona na Fellow i pisali do niego. Można wtedy stracić pewność siebie. A tu sytuacja się odmieniła, po raz pierwszy. Chłopak przystojny, którym wszyscy tak się zachwycali, będący z Aronem, a mówiący Antosi, jak cholernie mu się podobam. Klejący się do mnie zaraz po rozstaniu i właściwie za każdym razem, gdy mnie zobaczy. To może cholernie zawrócić w głowie. Mnie z pewnością zawróciło. Nie żałuję, że pojawił się wtedy w styczniu. Oduczyłem się żałowania. Tak miało być. Choć poprawienie pewności siebie i samooceny nie jest warte utraty zaufania przyjaciela, to przynajmniej czegoś się o sobie dowiedziałem, coś też zrozumiałem.

Kiedyś, kiedyś, jak byłem jeszcze bardziej naiwny niż teraz, kłóciłem się z pewnym facetem, który twierdził, że wierność nie istnieje. Że to wymysł romantyków, naiwniaków, którzy po prostu nigdy nie mieli odpowiedniej okazji w życiu. Zapewniał mnie, że każdy to robi, bo wystarczy odrobina alkoholu, zły dzień, chęć poprawienia sobie humoru, niedocenienie. Twierdziłem, że to niemożliwe, że ludzie są sobie wierni, że gdy kochają, to sobie ufają, nie zdradzają... To było kilka lat temu, od tamtej pory wiele razy się nad tym zastanawiałem. Uwierzcie, do dziś nie wiem, czy ten facet był zgorzkniały i zrezygnowany, czy zwyczajnie mądry.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

20. Nic się nie stało, a zdarzyć miał się cud.

6. Jesteś - a więc musisz minąć.

29. Zmęczenie materiału.