27. Ciężkie czasy dla marzycieli.
![]() |
| źródło pierwotne: wikipedia.org |
- Byłaś kiedyś zakochana?
- To mi nigdy nie dało szczęścia.
- Jak to jest? Co się czuje? Dobrze z tym czy źle?
- Skąd ty się urwałaś? Jak to jest być zakochaną?
To cierpienie, samo cierpienie.
Dialog z filmu Coco Chanel
Nie widziałam cię już od miesiąca
I nic. Jestem może bledsza,
Trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca,
Lecz widać można żyć bez powietrza!
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska - Miłość
Gdy się miało szczęście, które się nie trafia:
Czyjeś ciało i ziemię całą -
A zostanie tylko fotografia,
To - to jest bardzo mało...
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska - Fotografia
These are hard times for dreamers and love lost believers. Tym razem to zespół MS MR i piosenka Bones, niżej możecie posłuchać. Ja mogę o tym czytać ostatnio non stop. Zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy to ja przyciągam zranionych facetów, bo mam w sobie jakiś magnes, który na nich działa, czy po prostu jest tak, że w pewnym wieku czy po pewnych przejściach, gdy raz się wejdzie do tego świata, będzie się wlekło za sobą ciężar z przeszłości i każdy tak ma. Krótko mówiąc - czy jak już raz się posmakuje tego owocu, to cały czas będzie się miało rozwolnienie?
Zaczęło się od P., który przyjechał do Lublina dla chłopaka, a z którym rozstał się po dwóch tygodniach od przeprowadzki. Którego przeżywał i chciał o nim zapomnieć, ale nie zapomniał nawet po kilku miesiącach, gdy poznał mnie. Później były randki z chłopakami, którzy - gdy tylko poruszyłem odpowiednią strunę - zaczynali śpiewać tę smutną pieśń pt. Kocham byłego. Później zjawił się najcięższy i najoporniejszy przypadek - Mikołaj. Chwilę po nim przypomniał o sobie Michał ze złamanym sercem, a dalej to już poleciała lawina przez Translacje. Tak, to chyba nie magnes, a po prostu ten świat tak już wygląda, że każdy, kogo spotkamy, myśli o kimś, kogo stracił, kto go nie chciał, porzucił. Zombie są wśród nas.
Choć wciąż można dokonać pewnego podziału. Chciałbym w tym wpisie zrobić kolejną część Pedaliady, ale nietypową, bo podział jest nieco inny. Wszyscy dzielimy się na świeże kruszynki, które nigdy nie były w związku i zranione sarenki, które boją się najcichszego szelestu. Podział uświadomił mi kolega z Rzeszowa, z którym spotkałem się kilka dni temu. Jest to podział oczywisty i pozornie banalny, ale jak odróżnić jednych od drugich?
1. Świeże kruszynki
Nie muszą być dzieciakami ze szkoły średniej. To mogą być nawet faceci w kwiecie wieku, którzy przez całe życie nikogo nie szukali i dopiero po trzydziestce czy czterdziestce zawitali po raz pierwszy na Fellow. Z pozoru mogą wydawać się najlepszymi partnerami, bo przecież nie są skażeni tym całym syfem, nikt im nie nasrał do głowy, nie mają wielkich obaw i problemów z zaufaniem. Haczyk u nich jest inny - niestety częste dla nich jest dość szybkie zakochiwanie się. Cechuje to głównie młodych, wystarczy raz z nimi pójść na randkę i już mamy ich w garści. Na dodatek mają swoje oczekiwania. Oczekiwania wyniesione z filmów, piosenek, poezji. Naoglądają się mnóstwa nierealnych bzdur, w których bezproblemowa sielanka jest na porządku dziennym i myślą, że tak wyglądają związki. Wyobrażają sobie, że to wszystko jest takie piękne, że razem z ukochanym będą mieć własną chmurkę miłości, że cały czas będzie tak, jak w początkowej fazie - smsy od rana do wieczora, spotkania praktycznie codziennie, misiu, kotku, kocham cię i co pięć minut muszę o tym mówić.
Pierwsze problemy są dla nich nie do pokonania, więc relacje dość szybko się u nich rozpadają, bo przecież to nie tak miało wyglądać. Miało być pięknie i cudownie, a tu chłopak nagle po miesiącu idylli nie odzywa się przez pięć godzin. Co robić? On pewnie mnie już nie kocha, to pewnie koniec, ma kogoś innego, bla bla bla... Dość szybko spadają na ziemię i rozumieją, że te mrzonki można o dupę potłuc. Ja chyba jestem na etapie pomiędzy - nie byłem nigdy w związku, ale już wiem, co to znaczy mieć faceta w głowie. Tylko wciąż to nie jest to, z czym zmagają się faceci, którzy od jakiegoś czasu do mnie często piszą.
2. Zranione sarenki
To biedne istoty. Głupie, ale biedne. Byli w związkach kilkuletnich lub kilkumiesięcznych, ale to wystarczyło, by się zakochali. Równowaga uczuć została zaburzona, bo ich facet zaczął się odsuwać, przez co oni jeszcze bardziej starali się do niego dotrzeć, czym tylko pogarszali sytuację, aż w końcu bum i koniec. To oni powinni mieć zakaz zbliżania się do Fellow, bo w głowie mają to głupie myślenie. Mózg ich oszukuje, a oni mu ulegają. Tylko z nim mogę być szczęśliwy. Tylko jego kocham. I porównują innych do niego, wierzą, że każdy jest gorszy, bo nie mają już przed oczami jego słabości. A gówno prawda, bo tego kwiatu naprawdę jest pół światu i facetów, w których mogliby się zakochać jest dookoła mnóstwo, ale musi minąć sporo czasu, zanim najpierw odpuszczą i przestaną spazmatycznie przeżywać rozstanie, a później zaczną normalnie żyć. Dopóki nie poukładają sobie tego wszystkiego w głowie są chodzącymi trupami. Mimo tego próbują zapomnieć, a więc lecą na portal i chcą na siłę poznać tego drugiego jedynego. Dopiero po chwili sobie uzmysławiają, że to nie tędy droga.
Piszecie do mnie i opowiadacie o Waszych rozstaniach, o tym, jak bardzo go kochacie, jak chcecie z nim być. Dlaczego? Bo jestem autorem tego bloga? Ale ja nie mam zielonego pojęcia o czym piszę, to wygląda trochę tak, jakby ślepy prowadził kulawego. Sam jestem bardziej popieprzony od Was. A może właśnie o to chodzi, wiecie, że Was zrozumiem. Z jednej strony to miłe i jestem Wam wdzięczny za każdą rozmowę, z drugiej to trochę frustrujące, bo mogę wychodzić z siebie, by Wam doradzać i mówić, co moim zdaniem źle robicie, a Wy i tak dalej swoje będziecie wiedzieć i robić. Bo człowiek w takich chwilach nie myśli racjonalnie. Gdy ktoś jest bardziej wkręcony, zawsze będzie interpretował wszystko na swoją korzyść. Były do mnie zadzwonił, na pewno nadal mu na mnie zależy. A że powiedział, że nie chce ze mną być i nie spróbuje jeszcze raz? To nic, na pewno tak tylko gada, liczy się fakt, że napisał, że zadzwonił.
Ludzie w takich sytuacjach nie dostrzegają tej cienkiej granicy między poniżaniem się, a staraniem o odzyskanie utraconej miłości, Bo to w końcu miłość, rządzi się swoimi prawami. Tylko czy na pewno? Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co czuje facet, który był w związku przez trzy lata i nagle to się skończyło, bo tamten zaczął go zdradzać czy posypało się z innego powodu. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co czuje chłopak, który poznał idealnego swoim zdaniem faceta, z którym przez chwilę było cudownie, ale nagle został porzucony za pomocą smsa. Ja nigdy nie dotarłem do tego momentu, nie było osoby, której mógłbym powiedzieć te dwa najważniejsze słowa. Ale widzę z boku Wasze zachowania i wiem, że tak nie można.
Gdy rozmawiałem z pewnym zranionym facetem i mówiłem mu co trzeba, że powinien zapomnieć, że powinien się odciąć od byłego, zabronić mu do siebie dzwonić i pisać, że nic z tego nie będzie, bo tamten go nie chce, a teraz tylko się bawi, uświadomiłem sobie, że jestem hipokrytą. Nagle do mnie dotarło, że sam sobie powinienem to powiedzieć. Bo to ja tkwię w jakiejś popapranej relacji z chłopakiem, który z uporem maniaka kocha byłego, ale jednocześnie chce mieć mnie pod ręką, chociaż nigdy nic z tego nie będzie. Taki pies ogrodnika, który sam nie skorzysta i innym nie da, bo wie, że mi siedzi w głowie i nie wyjdzie z niej, dopóki utrzymujemy kontakt. Statek o nazwie Mikołaj już dawno dobił do portu, to ja jak skończony naiwniak siedziałem na jego pokładzie, zamiast w końcu zejść na ląd. Z Wami jest podobnie. Za cholerę nie chcecie przyjąć do wiadomości, że to skończone, że to już nie wróci, że nic w życiu nie trwa wiecznie. Ja oszukiwałem się tak, że czekałem, aż mu przejdzie, ale przez to stałem się żałosny. Wy chcecie z powrotem dostać to, co straciliście. Rozumiem Was, ale czasem trzeba sobą potrząsnąć, spojrzeć na siebie z góry i zobaczyć, do jakiego stanu się doprowadziło.
Pewien czytelnik wysłał mi wczoraj kilka filmików mojego nowego boga, jest to Robert Marchel. Polecam Wam z całego serca, byście obejrzeli jego krótkie poradniki. Jest tam chyba wszystko. O naszej atrakcyjności, o tym, jak być wyzwaniem, jak wzbudzić w zdrowy sposób zazdrość, a uniknąć cyrku i pokazówki, która bardziej nam zaszkodzi, niż pomoże. Obejrzyjcie, bo naprawdę warto. Z nauk tego geniusza wyniosłem dwie ważne rzeczy, przyczynę naszych problemów. Gdy relacja dopiero zmierza do związku, łatwo można ją zepsuć, gdy jeden przestanie być wyzwaniem dla drugiego. Ja przez bloga i swoje histeryczne zachowanie już dawno przestałem być wyzwaniem dla Mikołaja. Gdy facet widzi, że ma nas na tacy, bo atakujemy go smsami, chcemy się spotkać, zasypujemy go czułościami, on musi się odsunąć, bo za wcześnie jest na takie rzeczy. Tak samo z wyznaniem miłości po miesiącu czy dwóch - to już samobójstwo. Druga sprawa, to związki - dlaczego się rozpadają? Bo zaburzona zostaje równowaga uczuć. Jeden się odsuwa, a drugi swoim działaniem chce go do siebie przybliżyć, chce, by znów było tak jak dawniej, ale robi błąd za błędem i w końcu zostaje sam. To kopalnia wiedzy, szczerze polecam.
Cholernie pomaga też pisanie o tym. Psycholodzy doradzają napisanie listu, w którym opiszemy wszystkie nasze uczucia do tej osoby, wszystko, co o nim i o tej sytuacji myślimy. Następnie ten list należy spalić. Jest i druga opcja - napisać list, a później poprosić, by ta osoba go przy nas przeczytała. Choć to chyba bardziej pasuje do problemów i kłótni, nie rozstań. A ja polecam pisanie w ogóle. Wielu z Was wie, że ten blog jest dla mnie formą autoterapii, bo pisanie po prostu pomaga, daje ulgę. Gdy to wszystko z siebie wyrzucicie, naprawdę poczujecie się lepiej. Pomaga też rozmowa, dlatego jeśli nie macie nikogo, z kim możecie porozmawiać o tym, bo przyjaciele i rodzina o Was nie wiedzą albo po prostu nie chcecie o tym z nimi mówić, walcie do mnie śmiało jak w dym. Wiecie, gdzie mnie znaleźć. Nie powiem Wam, co macie robić, bo sami doskonale powinniście to wiedzieć, ale mogę "wysłuchać". Jeśli z nikim nie chcecie o tym mówić, spiszcie to sobie w formie pamiętnika, jak ja to robię. Musicie to z siebie wypchnąć, bo się udusicie. Zróbcie to dla siebie i ruszcie dalej.
To właśnie powiedział mi Mikołaj tydzień temu. Był dzień wcześniej w gejowskim klubie i uświadomił sobie, że nawet go nie interesują inni faceci, więc długo jeszcze musiałbym czekać. Kazał mi ruszyć dalej, nie stać w miejscu. Faktycznie, przy nim stoję od kilku miesięcy. Choć to komiczne, że osoba, która od stycznia czeka na powrót kogoś, kogo nawet nie poznała za dobrze, mówi mi, bym ruszył dalej. To dopiero hipokryzja, ale rozumiem, martwił się, bo widział, jak na mnie działa ta relacja. Powiedziałem, że powinniśmy poczekać do spotkania - ok. Nie było już nic, czym musiałbym się martwić, w końcu na dobre zniknął z Fellow. A gdy ja już nie robiłem żadnych problemów, to on zaczął strzelać fochy, zrobił się chamski i wulgarny, gdy zapytałem o coś związanego z samochodami, zareagował tak, jakbym zapytał, które miasto jest stolicą Polski. Widzicie, jak nie żuraw, to czapla narobi problemów.
I don't understand,
Why do I stress a man,
When there's so many better things at hand,
We could a never had it all,
We had to hit a wall,
So this is inevitable withdrawal,
Even if I stop wanting you,
A perspective pushes through,
I'll be some next man's other boy soon
I cannot blame myself again,
I should just be my own best friend,
Not fuck myself in the head with stupid men
Amy Winehouse - Tears dry on their own
To głupota. Choć wprost powiedział, że mu nie przejdzie i nie obiecywał żadnego raju u swojego boku, to ja sam go sobie wymyśliłem jako przyszłą nagrodę za znoszenie tego małego cwaniaka. Bo przecież jeśli tak cierpliwie czekam, to w końcu musi się coś stać, muszę dostać jakąś nagrodę. On musi się zmienić, musi mnie pokochać, musimy być razem. Nie chciałem tylko zauważyć tego, że wdepnąłem w niezłe gówno i nawet nie próbuję pozbyć się go z moich butów. To biedny chłopak, który nie potrafi pogodzić się z utratą miłości życia, którego spotkało coś strasznego, czego nie umiem sobie nawet wyobrazić. Kochał i został porzucony. Ale nie jestem w stanie mu współczuć przez to, co ze mną robił przez cały ten czas. Jego stan nie daje mu żadnego prawa do traktowania mnie w ten sposób. A zachowywał się tak, jakbym to ja był wszystkiemu winien. Jakbym to ja miał pokutować za to, co się stało między nimi. A moja jedyna wina polega na tym, że wkręciłem się w kogoś niedostępnego. Wiem, że sporo zepsułem moją naturą i nieufnością. Często robiłem afery z błahych powodów, ale w końcu nie ma dymu bez ognia. Zrobił ze mnie rozhisteryzowany kłębek nerwów, który wiecznie analizuje, sprawdza i jest nieufny. Na dodatek doskonale wiedział, że ma mnie wystawionego na tacy, a on jak ja, nie umie czegoś takiego docenić. Ja nie chcę taki być. I nie muszę, przede wszystkim.
Jak to powiedziała Samantha do któregoś faceta: Kocham cię, ale siebie kocham bardziej. Skończyliśmy to na dobre. Gdy dowiedział się, że spotkanie dla mnie będzie oznaczało definitywny koniec, stwierdził, że nie musimy czekać, skoro już postanowiłem. Bał się chyba tego dramatu, który jego zdaniem mógłbym tam urządzić. A we mnie nie ma już nic, żadnych emocji. Bez żadnego drgnięcia to skończyłem i zabroniłem mu kiedykolwiek do mnie pisać. Bo taki moment pewnie mógłby nadejść. Gdyby wrócił na studia i znów był blisko Lublina. Gdyby się nudził, gdyby się rozczarował jakimś chłopakiem. Gdyby jakimś cudem zrozumiał, że przegapił ogromną szansę, jaką dał mu los zaraz po rozstaniu. Następnej nie będzie, nigdy. Czas zejść na ląd. Jak śpiewa Amy - sam dla siebie muszę być najlepszym przyjacielem. Nie mogę pozwolić, by ktoś ze skrzywionym myśleniem skrzywił i mnie. To trwało zdecydowanie za długo. Wszystko już zostało powiedziane na ten temat, nic nowego nie dodam. Możecie tą historią straszyć dzieci w przyszłości. Ja ruszam dalej, bo zawsze ruszam. Znudziło mnie bycie wyłożonym na tacy. Nienawidzę tej roli. Poza tym ziarna, które zasiałem kilka dni temu na Fellow, już kiełkują. Pojawiło się trzech nowych facetów. Każdy starszy, przystojny i inteligentny. Nie mogę się doczekać tych randek.
Co zabawne i dziwne jednocześnie, gdy usunąłem numer Mikołaja i naszą rozmowę z telefonu, jakimś trafem do Bastka wysłał się sms, który napisałem jakiś miesiąc temu. Jakim cudem? W każdym razie odezwał się, chyba miło zaskoczył. Widzicie? Nie znacie dnia, ani godziny. Tylko musicie ruszyć naprzód. Nie możecie marnować czasu na popaprańców, którzy sami są nieszczęśliwi, bo łatwo unieszczęśliwią i Was. Mikołaj unieszczęśliwiał mnie przez tyle miesięcy, że teraz czuję ulgę. Nie chce mi się płakać, nie czuję stresu. Stres był w trakcie tej relacji, był jej nieodłącznym elementem, towarzyszył mi każdego dnia. Stresowałem się, gdy milczał, stresowałem się po każdej kłótni, a było ich wiele. Z nikim tak nie darłem kotów, jak z nim. Teraz tych nerwów nie ma, bo nie ma też Mikołaja. Czuję się wolny. Nadal jestem realistą i domyślam się, że za jakiś czas mogę zatęsknić, gdy któryś z powyższych panów mnie wkurwi czy czymś rozczaruje, ale do tego już nie wrócę. Kazałem podnieść kotwicę, jego statek odpłynął z mojego portu. Czas na przyjęcie nowych gości, bo świat tylko czeka, aż się obudzimy. Nie można odnaleźć spokoju, unikając życia i stojąc w miejscu u boku kogoś, dla kogo przeskoczylibyśmy ocean, choć jemu nie chce się przejść dla nas nad małą kałużą. Niech to do nas wreszcie dotrze.

"Poza tym ziarna, które zasiałem kilka dni temu na Fellow, już kiełkują. "
OdpowiedzUsuńyou made my day :D powodzenia ;)
M.A.