28. Awaryjne lądowanie.

źródło pierwotne: wikiart.org

Wstydzimy się miękkich gestów
czułych spojrzeń
ciepłych uśmiechów

Kiedy cierpimy 
wykrzywiamy lekceważąco wargi
Kiedy przychodzi miłość
wzruszamy pogardliwie ramionami
Silni cyniczni
z ironicznie zmrużonymi oczami

Dopiero późną nocą
przy szczelnie zasłoniętych oknach
gryziemy z bólu ręce
umieramy z miłości
Małgorzata Hillar


Sometimes I wish for falling, wish for the release,
Wish for falling through the air to give me some relief
Because falling's not the problem, when I'm falling I'm at peace
It's only when I hit the ground it causes all the grief
Florence and the Machine - Falling

Wszystko to iluzja i złudzenie. Myśli kształtowane pod wpływem emocji. Emocje mające swoje źródło w myślach i zdarzeniach. Błędne koło. Iluzją była myśl, że wyjdę z tego wszystkiego bez żadnych powikłań. Czułem się bezpiecznie przez złudzenie, jakie dawało mi Fellow i kilku ciekawych facetów, przez gniew i gorzkie rozczarowanie, które mnie rozsadzało od środka i było spowodowane tym chłopakiem, ale nic nie trwa wiecznie, właściwie w moim przypadku trwa cholernie krótko. Fellow dość szybko sprowadziło mnie na ziemię w sposób brutalny, a złe wspomnienia jak zwykle powoli gdzieś znikają i zostaje przygnębiające wrażenie, że straciłem coś wielkiego, jakąś szansę na szczęście. Myśl, że byłem dla niego nikim umyka w nicość, a zostaje ta druga, że przecież trwało to ponad pół roku i to ja znów to skończyłem, że on tego nie chciał, więc musiał być jakiś powód tego wszystkiego. Nigdy się nie nauczę.

Fellow bywa jak narkotyk. Silnie uzależnia, sami pewnie to wiecie po sobie. Budzicie się i pierwszą rzeczą, jaką robicie, jest sprawdzenie, kto napisał w nocy. Całe to siedzenie po kilka godzin przy laptopie, sprawdzanie poczty w pracy, na uczelni, w szkole. I te fale. Jednego dnia wypisuje kilku albo i kilkunastu facetów jednocześnie, a drugiego nikt się nie odzywa. Gdy piszą tak masowo, jeszcze po tej ciszy, człowiek jest radosny, jest wyrywany, ma takie branie i w ogóle życie to bajka. Natomiast gdy trwa to zbyt długo, czuję się wyeksploatowany przez nich wszystkich. Dla każdego muszę być miły, każdemu piszę to samo, każdy może być potencjalnym partnerem. Czuję się jak gąbka, z której ktoś wyciska ostatnie krople wody i wiem, że więcej już z siebie dać nie mogę. Wtedy przychodzi wybawienie i cisza, przez jakiś czas nie słychać tego spokojnego sygnału otrzymanej wiadomości.

Ale i to w nadmiarze doprowadza do szału, bo jednak te rozmowy w odpowiedniej dawce są jak akumulatory, napędzają do działania. Z początku zawsze są jak powiew świeżego powietrza w dusznym pomieszczeniu. Komplementy są jak pożywienie, długie konwersacje pozwalają zapomnieć o demonach z przeszłości. Dlatego ta cisza po chwili wpędza w dół i zły nastrój, jakbyśmy czuli się niepotrzebni, brzydcy. Nie mam nic do zaoferowania? W tym mieście już nie ma więcej facetów? To nic, że znaczna większość tych rozmów prowadzi donikąd i zamiera po kilku dniach. To nic, że ci faceci niewiele mają wspólnego z moimi ideałami i doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że są dla mnie ważni jak zeszłoroczny śnieg, że wpadają jednym uchem, a po chwili wypadają drugim. Bez względu na to wszystko, ta cisza dobija. Jeśli też tak macie, to niezbity dowód na to, że jesteście uzależnieni od tego portalu i macie problem.

I od nowa Polska Ludowa. Tu coś zmienię w opisie, tam coś dodam albo usunę. Takie zdjęcie ustawię na profilowe i od razu gromadka odwiedzających tępaków, myślących, że to ktoś nowy. A to ja, ten bloger, który ostatnio ponoć jest wszędzie. O, napisał kolejny facet. Liczba nieodczytanych wiadomości znów rośnie i dobija do pięćdziesiątki. Po chwili ktoś zapytał jak mija dzień - nuda. Dostałem uśmiech - wypierdalaj. Inny pyta czy chcę się spotkać, ale że w opisie u niego widzę informację, że szuka lachociąga, grzecznie powiadamiam, że nie szukam seksu, po czym oczywiście on milczy. Zjawi się jakiś inteligentny, ale po profilowym mogę stwierdzić, się w nim nie zakocham. Przeglądam osoby online, wchodzę na profil jakiegoś ciacha, ale on nie wchodzi do mnie. Przykrość ogromna. Sprawdzam inne profile i natychmiast czuję tę mieszaninę irytacji z frustracją.

Jak facet jest przystojny, to ma mniej, niż dwadzieścia lat, więc dzieciak, no i facetem ciężko nazwać. Jak starszy i przystojny, to ma kałdun i jest niski, wręcz taki kurdupel, że tylko z góry na niego patrzeć. Jest wyższy - to głupi, gdy inteligentny - to niedostępny i ma coś z psychiką. No albo jest pasywny, ewentualnie ja mu się nie spodobam. Jak nie urok, to przemarsz wojsk, by nie powiedzieć bardziej dosadnie - sraczka, ale i tak dominują ci nieatrakcyjni, bardzo nieatrakcyjni. Serio, Lublin jest miastem brzydoty, czy po prostu ci przystojni faceci nie mają Fellow, bo jakimś cudem wszyscy się domyślają, że są gejami i oni nie muszą korzystać z tego portalu? Jest XXI wiek, a ja mam wrażenie, że wielu facetów mentalnie utknęło w latach 90-tych poprzedniego. Przeglądam niektóre profile i nie wiem, czy mam się śmiać czy płakać, sam siebie pytam: Jak można tak wyglądać? I zastanawiam się, dlaczego oni sobie nie zadają tego pytania. Dlaczego nie spojrzą w lustro i nie wezmą się w końcu za siebie. Te wszystkie profilowe z łazienki ze złotymi fugami, z pokoju z burdelem w tle, z przebieralni w sieciówce i z metkami wywalonymi na wierzch, z plamami na ścianie, z sadłem na wierzchu. Czy naprawdę mało kto potrafi się dobrze zaprezentować? Przecież my tam jesteśmy po to, by przyciągnąć miłość, a jak ma przyjść, kiedy zobaczy nawet nie takie byle co, ale wręcz nic?

Wygląd ma ogromne znaczenie. Faceci to wzrokowcy. Nie wiem, który już raz o tym piszę, ale tak jest i choćby srały skały, nic tego nie zmieni. Nie twierdzę, że każdy ma wyglądać jak model, ale dlaczego większość przegina w drugą stronę? I wiem, że charakter ma ogromne znaczenie, bo nawet taki Brat Pitt mógłby nas zniechęcić do siebie, a uroda by znudziła, ale w pierwszych sekundach to wygląd się liczy. Wszystko w naturze wie, że trzeba wyglądać, by przyciągnąć. Kwiaty, zwierzęta, ptaki. Ewolucja tak je ukształtowała i dała im oręż, by z niego korzystały, choćby takie pawie. A ludzie są najinteligentniejszymi istotami, ale i tak nie potrafią dorosnąć, ewoluować, zmienić czegoś w sobie na lepsze. Mają możliwości, ale wolą liczyć na cud. Wygląd się nie liczy? To ulubione powiedzenie osób, które tego wyglądu nie mają. Rzecz gustu? To też wymyślili ludzie bez gustu. A wielu go nie posiada. Tak jak wstydu. Najlepiej to siedzieć na dupie w pracy, a później w domu i wypisywać do każdego na Fellow. Nie można pominąć żadnego nowego profilu, trzeba obskoczyć wszystkich. Wszystkich, bo pierwszy, drugi i dziesiąty zamilkną po wymianie haseł. Pięćdziesiąty też zamilknie. Któryś bardziej zdesperowany może i nie przerwie rozmowy, bo sam wie, że na nic lepszego nie może liczyć, ale co komu po takim.

No, ale nie wszyscy mają za mentora Quasimodo. Są też ci cwani, którzy naprawdę są mistrzami w autoprezentacji, wręcz kłamstwie. Na Fellow wyglądają idealnie, ale w rzeczywistości okazuje się, że "normalna" sylwetka tak naprawdę jest "lekko puszysta", że centymetrów wzrostu na Fellow jest więcej, niż w realu. A zdjęcia uchwyciły chwilę jedną na milion. To moim zdaniem powinno być zabronione, bo człowiek narobi sobie nadziei, a tu dochodzi do spotkania i masz babo placek. Gdzie mogę złożyć reklamację? Dostałem produkt niezgodny z opisem, chcę zwrotu straconego czasu! Napisał kilka dni temu, gdy jeszcze rozmawiałem z Mikołajem. Z jedynego zdjęcia myślę - kuźwa, facet z krwi i kości. Męski, przystojny, brodacz, nazwijmy go Wikingiem. Co prawda starszy o trochę lat, ale może to nawet lepiej, przynajmniej będzie konkretny, miła odmiana po niezdecydowanym chłopcu, przez którego straciłem ponad pół roku. Inteligencja dorównywała wyglądowi, więc przyjemnie się rozmawiało.

Szybko przeszliśmy na telefon, ale tu niestety doszło do pierwszego rozczarowania - uwielbiał robić aluzje i sypać podtekstami. Jak widać nie można mieć wszystkiego, no ale to było do przewidzenia i zniesienia. W sobotę zadzwonił po raz pierwszy - gdybym był dziewczyną, wiadomo co miałbym w gaciach po usłyszeniu jego głosu. Już samym tym głosem mógłby mnie uwieść. Co prawda nie pisaliśmy za często, był raczej zajętym człowiekiem, a wiek mógł stanowić przeszkodę, ale jeśli to jedyne wady? Trafiłem na faceta idealnego? Powiem tak - moje wcześniejsze doświadczenia niczego mnie nie nauczyły, jak byłem głupi i naiwny, tak nadal taki jestem. W piątek wieczorem wybrałem się na piwo, ponoć widział mnie w okolicy Litewskiego, a ja uciekłem wzrokiem. Prawie wcale nie przypomina faceta ze zdjęcia, to i nic dziwnego, że nie zwróciłem na niego uwagi. Spotkałem wtedy też chłopaka, którego poznałem w Wyrku na początku lipca - przyszedł z moją koleżanką, spotkaliśmy się tam ponownie jakoś na początku września.

Śliczny, ładnie ubrany, ale dziecko, więc nawet nie zaprzątałem sobie nim głowy i teraz miałem udać, że go nie widzę. Niestety to się nie udało, bo mnie zawołał, więc wyjścia nie miałem, musiałem się przywitać. I po chwili znów o nim zapomniałem, ale nie na długo. W sobotę udałem się do Wyrka z kolegą, dawno już nie widziałem tych trzydziestek w obcisłych koszulkach ukazujących ich brzuchy godne kobiet w ciąży. Stęskniłem się chyba. W Wyrku zerknąłem na Fejsa, tam okazało się, że dostałem zaproszenie do znajomych od jakiegoś chłopaka, chyba gwiazdy, której nie znam, bo miał osiem tysięcy obserwujących. Zapytał: Co robisz? Jednocześnie napisała do mnie koleżanka, informując, że chłopaczek z Wyrka wyciągał od niej moje dane, wobec czego domyśliłem się, że to on do mnie napisał. Odpowiedziałem gdzie jestem, a on natychmiast poinformował, że zaraz tam będzie. 

Przyszedł sam, choć myślałem, że przyjdzie z kimś. Przyszedł dla mnie? W międzyczasie dołączyła do nas jakaś znajoma mojego kolegi, więc całą czwórką poszliśmy po alkohol do sklepu, który mieliśmy wypić w samochodzie. Nieszczęśliwie dla mnie, nie mogłem pójść z nimi, bo Wiking napisał smsa, że przyszedł do Wyrka, więc musiałem tam wrócić. No i koniec bajki. Stał w pobliżu z fajką, a ja jęknąłem w myślach na jego widok, ale na twarzy natychmiast wywołałem uśmiech, którym witam facetów na każdej randce. Myślałem, że jest wyższy ode mnie, a tu klops. Myślałem, że ma normalną sylwetkę, a tu globus pod koszulką i wyżej cycki, a na nosie okulary ze szkłami grubymi jak denka od słoika. Mina od razu mi zrzedła, ale przecież nie mogłem niczego dać po sobie poznać. Nie umiem w takich chwilach być szczery, najważniejsze, to nie urazić drugiej osoby. Weszliśmy do środka i spędziliśmy razem z dwie godziny na rozmowie. Jak grać, to już do końca.

Milion razy pytał, czy chcę piwo, ale tej nocy nie chciałem się upijać. Trochę żałuję, bo na trzeźwo zawsze z niesmakiem patrzę na ludzi w tym miejscu, a tak miałbym ich gdzieś i po prostu spędziłbym cały czas na parkiecie. Rozmawialiśmy tradycyjnie o bzdetach, od razu też wyznał, że zrobił na mój temat mały wywiad środowiskowy i dowiedział się od znajomego, że prowadzę bloga. Trudno. Po chwili skoczyliśmy na fajkę, obok stało dwóch facetów, jakieś 40-50 lat. Rozmawiali, ale to, o czym mówili, było dla mnie mową-trawą, nie słuchałem ich. Po chwili zauważyłem, że choć mówią do siebie, to patrzą na mnie, obaj. Tak jakby mówili do mnie, ale mówili do siebie nawzajem. Na dodatek tak nieśmiało się uśmiechali. Miałem wrażenie, że mam przed sobą dwóch zawstydzonych nastolatków, którzy nie wiedzą jak zagadać, a nie facetów, którzy mogliby być moimi ojcami. A co z Wikingiem? Szybko sobie uświadomiłem, że zna połowę stałych bywalców Wyrka. Na dodatek, gdy siedzieliśmy obok siebie, często kładł mi rękę na ramieniu albo za moimi plecami i cały czas się pochylał, bym go dobrze słyszał. Czułem się nieprzyjemnie, czułem wzrok wielu osób i wiedziałem, co o nas myślą. To mi się nie podobało.

Wiem, jak to może wyglądać. Liczy się wnętrze, a nie wygląd, liczy się osobowość, bo jest wieczna, a wygląd przemija, bla bla bla. Ale on nie ma 80 lat, jest facetem w kwiecie wieku. I najgorsze, że wielu młodszych wygląda jeszcze gorzej, bo takie jest to pieprzone miasto i cały ten zacofany kraj. On nie jest brzydki, wręcz przeciwnie, ale cała jego sylwetka przywodzi mi na myśl takiego małego tłuścioszka z krótkimi rączkami i nóżkami. Pewnie brzmię teraz jak lodowaty potwór bez serca, bo przecież wygląd można zmienić, a ja tutaj skreślam faceta przez jego lekką... powiedzmy... nadwagę i z takim myśleniem daleko nie zajadę... ale znów zapytam - kto rzuci kamieniem ze świadomością, że sam by na to poszedł? Ilu z Was odrzuciło kogoś przez jego wygląd? Zastanówcie się. Zawsze musi być to coś, co nas przyciągnie do niego. A przynajmniej nie odrzuci na wstępie.

Przed trzecią uznaliśmy, że możemy już wyjść, znajomych gdzieś wcięło, a ja nie mogłem się do nich dodzwonić, więc udałem się do domu, choć bałem się przez chwilę, że zaproponuje, bym poszedł do niego. Na szczęście tego nie zrobił. Idąc jak zwykle obok Parku Ludowego (miejsca ponoć strasznego, gdzie grasują geje, a ja jak na złość żadnego tam nigdy nie spotkałem), włączyłem sobie energiczną piosenkę, coby się pobudzić i nie zasnąć na środku chodnika. Marzłem jak cholera, jesień już na dobre zawitała do Lublina. Myślałem wtedy o czymś złym. Przypomniałem sobie, jak ten śliczny chłopaczek przybiegł do mnie do Wyrka. Pomyślałem o tych dwóch starszych gościach robiących do mnie maślane oczy. Próbowałem zliczyć, ile razy Wiking oferował mi piwo i przybliżał się najbardziej, jak tylko mógł. Wspominałem facetów, którzy próbowali ze mną utrzymać kontakt wzrokowy, by mieć okazję do zagadania. Nowego barmana, którego wystawiłem. Jakiegoś faceta, który wypisuje do mnie na Fellow po kilkadziesiąt wiadomości dziennie i snuje plany o wspólnym wyjeździe do Stambułu. I pomyślałem tylko dwa złe słowa: Mam władzę. 

Gdyby to była powieść albo film akcji, bylibyście teraz świadkami ogromnej przemiany głównego bohatera. Pamiętacie taki film Długi pocałunek na dobranoc z Geeną Davis? Kochałem go w dzieciństwie, chyba od zawsze ciągnęło mnie do silnych kobiet. Bo podobnie jest z filmem Kill Bill. W każdym razie główny bohater, tu bohaterka, zmienia się po jakimś strasznym przeżyciu w żądnego zemsty, pozornie okrutnego potwora. W silną osobę, która nie da sobie w kaszę dmuchać. To by pewnie nawet pasowało, nie udało mi się z Mikołajem, więc powinienem zacząć wykorzystywać wszystkich facetów dookoła, by odreagować i udowodnić coś sobie. To by było takie zimne i epickie, jak kadr z filmu, ale nie umiem. Co to za władza? Nad moim tyłkiem jedynie, to zwykli napaleńcy, ci wszyscy wyżej opisani faceci. Nawet gdybym ich wykorzystał i się nimi zabawił, nie zagłuszyłbym tego najgorszego, prawdziwego potwora, który wżera się w nas wszystkich jak rdza. O którym nikt głośno nie powie i nie wymówi jego imienia. Wolimy udawać zimnych, silnych i niezależnych, ale prawda jest taka, że wielu z nas to czuje. Dzień w dzień. Dlatego wciąż tkwimy na tym portalu albo w związkach bez przyszłości. Wracając wtedy z Wyrka do domu, czułem tylko samotność.

Na drugi dzień poznałem chłopaka, którego nazwę Szczeną. Odezwał się jakoś w podobnym czasie, co Wiking. Starszy o kilka lat, ze zdjęć nawet, nawet. Boski zarost, fryzurka, ciekawa uroda, no i ta szeroka szczęka. Z rozmów szybko wyłapałem, że jest wredny i ciut dziwny. Odniosłem również złe wrażenie, że jest z siebie zadowolonym człowiekiem - nie przepadam za takimi ludźmi, ale ciągnęło mnie do niego, tym bardziej, gdy przeszliśmy na telefon. Wiecie dlaczego? Smsy od niego wyglądały identycznie, jak te od Mikołaja. Suche, lakoniczne, takie typowe dla facetów hetero, którzy się nie patyczkują i nie marnują czasu na zbędne życzliwości. Wtedy pomyślałem, że to dopiero jest niekończąca się opowieść. Jednego kata zamienię zaraz na drugiego, znów pojawi się chłopak zdystansowany, a ja wkręcę się tylko i wyłącznie z tego powodu. To nie chodzi o miłość i zauroczenie. Za każdym razem schemat jest ten sam, powielam te same błędy.

Słyszałem wiele takich tekstów przez całe życie, typu: Człowiek się uczy na błędach. Co nie zabije to wzmocni. Podróże kształcą. To wszystko nieprawda. Nie podpisałbym się pod tym i moim dzieciom bym tego nie powiedział. Bo jestem psychologiem od 25 lat i znam ludzi, którzy potrafią 10 lat walić głową w ścianę. I ciągle są zdziwieni, że ich głowa boli, a ściana stoi. Także człowiek się uczy na błędach wtedy kiedy wie, że je popełnia. Podróże kształcą? Tak, ale tylko wykształconych ludzi. Ludzie jadą do Egiptu, stoją pod piramidami i mówią: Patrz jaka niska, wyższa się wydawała. I to jest koniec refleksji na temat 3 tysięcy lat historii. Jadą do Meksyku i na pytanie ‚Jak było?’ mówią: Meksyk jak Meksyk ciepło było. (…) No i co nie zabije to wzmocni. To nieprawda. Co nie zabije, to nie zabije, wcale nie musi wzmacniać. Potrafi sponiewierać i zostać na całe życie. Jacek Walkiewicz.

Trochę przerażające, prawda? Szczena próbował się ze mną spotkać kilka razy, ale gdy ja mogłem, nie mógł on i na odwrót. Gdy byłem w Wyrku, pisał, bym do niego wpadł potem, podał nawet nazwę ulicy. Przestraszyłem się, że chce seksu, a nie mógł tego mi zrobić przecież! Po seksie zawsze mam ich gdzieś, a on miał być przyszłym mężem. Rzucił wyzwanie, którego nie przyjąłem. Spotkaliśmy się na drugi dzień, w niedzielę. Zadzwonił do mnie wcześniej, chcąc usłyszeć mój głos. Miło się rozmawiało, wydawał się ożywiony, sypał żartami. Co ciekawe, tak bez powodu wypalił, że bardzo szybko się angażuje, więc muszę się zastanowić, czy na pewno chcę go poznać. No pewnie, chcę wreszcie kogoś, kto się zaangażuje. Umówiliśmy się na kawę w mojej ulubionej kawiarni, jako że nie pije piwa. Czekałem tam na niego kilkanaście minut, aż wreszcie się zjawił.

Cholernie miło się zaskoczyłem, bo na zdjęciach jednak źle wyszedł, nie przedstawiały jego urody. Zobaczyłem faceta przystojnego, z twarzy prawdziwego skurczybyka. W takim to mógłbym się nawet zakochać, mógłby wyrzucić mi z pamięci Mikołaja bez najmniejszego problemu. Problem stanowiło co innego - wiedziałem, że przed chwilą odwiedził siłownię, na której nie był od trzech tygodni. Zażartował na dzień dobry, ale po chwili zrobił się jakiś niemrawy. Twierdził, że trzęsą mu się ręce, że już czuje, jak go wszystko będzie bolało na drugi dzień, a gdy zapytałem, czy już możemy wejść do środka, stwierdził, że nie ma ochoty. Wybrał spacer, bardzo krótki, bo do jego samochodu. Zapytał, co robię w środę i czy wtedy chciałbym się spotkać, bo jest zmęczony i nie chce źle wypaść na pierwszym spotkaniu. No dobrze. Wsiedliśmy do samochodu, gdzie jeszcze chwilę pogadaliśmy, aż wystawił mnie na przystanku. Wolałem jednak iść do domu na piechotę.

Dłużej się stroiłem, niż to spotkanie trwało, wliczając mój dojazd do centrum i powrót do domu. On był jakiś przygaszony, ciągle w myślach brzęczało mi, że się rozczarował, że po prostu mu się nie spodobałem, bo oczywiście on bardzo spodobał się mnie. Szedłem ulicą otoczony opadłymi liśćmi i popychany chłodnym wiatrem i myślałem, że zaraz rozpłaczę się na środku drogi jak małe dziecko. Zapaliłem jedną fajkę, a gdy skończyłem, wyciągnąłem drugą. Z nerwów prawie się wypieprzyłem plącząc o własne nogi. I ja mam niby władzę? Kolos na glinianych nogach, którego na glebę zwali lekki wiaterek. Jak łatwo można stracić wiarę w siebie, co? Musiałem wyglądać na bardzo zrozpaczonego, bo gapili się na mnie wszyscy przechodnie. W domu zjadłem całe opakowanie pierników, dwa pączki i pudełko lodów. I już czułem się bezpiecznie w czterech ścianach.

Na drugi dzień dowiedziałem się od kolegi, że rok temu poznał Szczenę, który zaprosił go do siebie na obiad. Jedzą, rozmawiają o pierdoletach i tak nagle Szczena wypala: Wiesz co, mógłbyś już sobie iść? Jestem trochę zmęczony. Odwiózł go co prawda do domu, ale kolega poczuł się chyba jeszcze gorzej, niż ja. To było takie niespodziewane, nagłe. Na jakiego typa ja tym razem trafiłem? Dlaczego on nie może być niedostępny tak w normalny sposób, mając w głowie byłego albo kochając siebie? Zapytałem, jak się czuje po siłowni, odpisał, że zakwasy mu niestraszne. Nie odpisałem już na to, on też milczał. Szybko się wkręca, ale chyba nie we mnie. Nadeszła środa, dzień naszego drugiego spotkania, do którego oczywiście nie doszło. Milczał on, milczałem i ja. Poza tym nawet gdyby się odezwał, i tak bym odmówił, pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz, ja mu się nie spodobałem, a on zrobił takie, że klękajcie narody.

I znów powrót do szarej rzeczywistości Fellow, gdzie mam kilku stałych adoratorów. Są jak takie koło zapasowe, ale tylko do prawienia komplementów i karmienia mojej próżności. Dlaczego? Jeden ma 30 lat i tylko piszemy, a on już oznajmił, że się wkręcił. Jest na wycieczce w innym kraju i ciągle pyta, co ma mi przywieźć, powtarza, jak bardzo tęskni (wtf?). Gdy wróci, chce mnie zabrać wszędzie, dać wszystko. Nigdy się nie spotkamy. Inni są podobni, młodsi i równie nieciekawi. Jest też jeden facet z Grindra, ale prędko się nie spotkamy, wiele sobie po nim nie obiecuję. W każdym razie to bez znaczenia, najważniejsze, że iluzja już gdzieś się rozmyła - dwóch ciekawych facetów pofrunęło w siną dal, jeden okazał się rozczarowaniem, drugiego ja rozczarowałem. Może dlatego wczoraj dwa piwa krzyczały we mnie, bym napisał do Mikołaja. Na szczęście nie mam już do niego numeru, więc nie miałem jak tego zrobić.

Kali jako jedyny przejrzał mnie na wskroś. Chyba nigdy nie zapomnę, co mi powiedział na pierwszym spotkaniu po alkoholu. Zimne oczy, lodowate serce. Jestem otoczony murem, którego nikt nie pokona. Nikt do mnie nie dotrze. Gdyby Mikołaj zmienił podejście, to ja pewnie zmieniłbym moje do niego. Macie czasem wrażenie, że od wszystkiego wokół dzieli Was gruba szyba? Ludzi jest pełno dookoła, ale to taki biały szum, pozostałość po wielkim wybuchu. Ciemności, których nic nie przeniknie. Pusta katedra wypełniona echem. Mimo wszystko teraz jestem ofiarą zamkniętego myślenia, że już nie pojawi się ktoś, kto go zastąpi. Na Fellow jestem otoczony prostymi facetami, których można rozgryźć w piętnaście minut, są przewidywalni i banalni. Ciężko sobie teraz uświadomić, że przecież jeszcze poznam wielu takich, jak Mikołaj czy Michał. Naiwna była ta wiara, że już sobie z tym poradziłem, że nie ma we mnie za grosz sympatii do tego chłopaka, że to już skończone, że mogę poznawać innych facetów. Owszem, chwilę było miło, czułem się wolny i radosny, ale gdy zderzyłem się z ziemią, poczułem tę samotność dotkliwiej, niż kiedykolwiek wcześniej. To ja teraz jestem tym potworkiem, którego trzeba zamknąć w izolacji i trzymać z dala od niewinnych osób. I gave you the key when the door wasn't open. Just admit it. See, I gave you faith, turned your doubt into hoping, can't deny it. Now I'm all alone and my joys turned to moping. Tell me, where are you now that I need you? Where are you now?




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

20. Nic się nie stało, a zdarzyć miał się cud.

6. Jesteś - a więc musisz minąć.

29. Zmęczenie materiału.