31. Piekło jest puste - wszystkie diabły są tutaj.

źródło pierwotne: flickr.com
I stay out too late, got nothing in my brain
That's what people say, that's what people say

I go on too many dates, but I can't make 'em stay
At least that's what people say, that's what people say

But I ceep cruising, can't stop, won't stop moving
It's like I got this music in my mind
Saying it's gonna be alright
Taylor Swift - Shake it off

Dark clouds follow you around
Your own worst enemy
You only picked me up, to bring me down
I still think of you
And all the shit you put me through
And I know you were wrong
MS MR - Think of you

Po ciemnych latach, gdy nawet nie wiedziałem o istnieniu tego środowiska, wszedłem do niego pełen nadziei. Nieustający dreszczyk emocji, tłumy facetów na wyciągnięcie ręki. Czułem się jak dziecko w sklepie z zabawkami. Wtedy to wszystko wydawało się banalnie proste, zdobycie faceta miało być drobiazgiem niewymagającym nawet odrobiny wysiłku. W końcu tyle jest szczęśliwych par! Są wszędzie... ale gdzie konkretnie? W telewizji, w kinie, w teledyskach. Tutaj, w tym prawdziwym świecie, tego szczęścia nie ma za dużo. W przeciwieństwie do kłamstw, obłudy i hipokryzji. Ale przecież tak łatwo rozmawia mi się z facetami. Na Fellow to naprawdę jest proste, więc dlaczego miałbym mieć problemy ze znalezieniem faceta? Kiedy nie jestem zmęczony czy znudzony, zawsze wiem, co odpisać, jak podtrzymać temat albo znaleźć inny. Co zrobić, by ta rozmowa jakoś się kleiła. Przecież każdy facet, nawet ten pozornie najmniej ciekawy, ma coś do powiedzenia. Że nie umie tego w odpowiedni sposób przekazać? Nie każdy ma ten dar. Może mieć za to inny. O tym najczęściej się zapomina na Fellow, zapomniałem i ja. To chyba ta podróżniczka Pawlikowska powiedziała kiedyś, że każdy człowiek jest wartościowy, że każdy ma coś do powiedzenia, każdego należy szanować. Nawet takiego pijaka, który leży zezgonowany pod sklepem, on wcale nie jest mniej wartościowy od jakiegoś milionera, który z łaski przekazuje kolejne tysiące na fundacje charytatywne. Bardzo łatwo o tym zapomnieć, szczególnie na Fellow.

W tej krainie, gdzie wszyscy jesteśmy towarami do wyceny. W miniaturce widzę fajne profilowe, zerknę, to od razu przy okazji sprawdzam dane cyferkowe. Niestety kurdupel. Niestety lekko puszysty. Pali nałogowo, więc pewnie śmierdzi. Nie pali w ogóle, więc pewnie będzie robił problemy, że ja palę. Tego jest całe mnóstwo, to cholernie grube sito. A gdy już przesiejemy przez nie kilku facetów, dochodzi do następnych testów. Nie postawił tam przecinka, a powinien. Napisał "wogóle", choć pisze się to oddzielnie. Chwali się, że lata po gejowskich klubach, więc pewnie jest ze środowiska, słabo. Non stop pieprzy o byłym, czyli nic z tego nie będzie. Aż w końcu zjawia się ten fajny facet, który może i ma kilka elementów, które nam przeszkadzają, ale dla niego możemy przymknąć na nie oko. Próbujemy.

Trwało to miesiąc, może dwa. Skończyły się tematy do rozmów, nic do niego nie poczułem, za bardzo się kłócimy. Okłamał mnie, wspólni znajomi powiedzieli, że w międzyczasie spotykał się też z innymi. Spotkałem go na randce z innym. I tak dalej, i tak dalej, sami wiecie doskonale, jak to wygląda. Przechodziliście przez to. Ja niestety też. Nabieramy przez to nieufności, robimy się zgorzkniali, czujemy, że pozjadaliśmy wszystkie rozumy i doskonale wiemy, jak to wszystko się potoczy. Wiecie, co mnie ostatnio najbardziej zaskoczyło? Pamiętacie Krystiana z Krakowa, który rok temu przyjechał do mnie na weekend po tym, jak wyjechałem od P.? Jak go tak przeżywałem i na siłę szukałem zapomnienia, ale Krystian nie był odpowiedniej wielkości klinem? To wcale nie skończyło się po tym jednym weekendzie. Wciąż rozmawialiśmy, może nie tak często jakby chciał, bo widziałem, że się wkręcił w przeciwieństwie do mnie, ale gadaliśmy. Duży facet, pracowity, opiekuńczy. Mógłby mi zapewnić wszystko to, czego szukałem. Niestety pojawił się po P., a później zjawił się Michał. Krystian miał przyjechać na moje urodziny, czasem w rozmowach nawet snuł plany, że mógłby się przeprowadzić do Lublina, dla mnie. Przed przyjazdem w listopadzie pytał, czy w hotelu ma zarezerwować dwójkę z jednym łóżkiem czy z dwoma. Spanikowałem, odciąłem się od niego. Poza tym Michał - nikt nie mógł go wtedy przebić.

Znów zaczęliśmy rozmawiać po jakimś miesiącu, ale to na zasadzie zwykłej pogadanki, co u którego słychać, miałem nadzieję, że mu przeszło, ale nieustanne lajki na fejsie i przypominanie o sobie co jakiś czas temu przeczyły. W styczniu zjawiłem się w Krakowie, by zobaczyć wystawę obrazów Olgi Boznańskiej, miałem wrócić w sobotę, nawet kupiłem już bilet na pociąg, ale zostało jeszcze kilka godzin do odjazdu. Wtedy napisałem do niego, czy gdzieś w okolicy jest może jakieś kino albo inne rozrywki. Był w pracy, ale za chwilę kończył. Skorzystał z okazji, przyjechał po mnie. Namówił, bym zmienił bilet i wyjechał w niedzielę, bym u niego nocował. Czułem, co jest na rzeczy, mimo tego zgodziłem się. W końcu pierwszy raz byłem w dawnej stolicy, chciałem zobaczyć choć kawałek tego zabytkowego miasta. Pojechaliśmy, zamówiliśmy pizzę, obejrzeliśmy film. Wypiliśmy wino, włączyliśmy też drugi film, ale zasnąłem po dziesięciu minutach. Wtedy kazał mi wstać, pościelił jedyne łóżko w swojej kawalerce, w międzyczasie ja się umyłem i oczywiście rozbudziłem, ale i tak już wskoczyłem pod kołdrę.

Po chwili poczułem na brzuchu jego dłoń. Myślę sobie - ok, przytulić się możesz, ale na więcej nie licz. On oczywiście myślał inaczej, bo i dłoń zaczęła wędrować po moim ciele, i całować by się chciał. Zaskoczę Was, ale odmówiłem. Przez cały czas byłem do niego odwrócony, odpychałem jego dłoń, gdy niebezpiecznie się zniżała. Może chociaż całus na dobranoc? Nie. Była godzina dwudziesta, jak przedtem spałem na siedząco, tak teraz się rozbudziłem i nie chciałem stracić ostatniego wieczoru w tym mieście. Wyciągnąłem go do Coconu, ale wypad był nieudany, bo ktoś tam wtedy zrobił zamkniętą imprezę, wynajął lokal czy coś w tym rodzaju. Po powrocie znów próbował się przystawiać, a ja znów odmawiałem. W końcu wróciłem do Lublina, a on tradycyjnie odzywał się co jakiś czas. Opowiadał, że nie szuka miłości, że dla niego portale randkowe to niewypał, że woli, by trafiła się przypadkiem, na ulicy, w tramwaju, gdziekolwiek. Ładna wizja. Po jakimś czasie miałem prawo myśleć, że mu przeszło, w końcu wspominałem czasem o Mikołaju, a pod koniec sierpnia o tym, że się odezwał i nie wiem co robić. To on mi wtedy poradził, bym spróbował jeszcze raz z Koszmarkiem.

A gdy zapytałem co u niego, odpowiedział, że myśli o ukochanym. Akcja się zagęszcza. Twierdził, że spieprzył to przez własną głupotę, że dopiero po rozstaniu zrozumiał, że to była jego miłość. Że nawet mieszkali razem, ale chłopak wyprowadził się od Krystiana jakoś w czerwcu tego roku. Pytam, jak długo to trwało. Dwa lata. Czekaj, czekaj, coś mi się nie zgadza. Miałeś chłopaka, gdy przyjechałeś do mnie do Lublina? Gdy do mnie zagadałeś na Kumpello? Gdy snułeś plany o przeprowadzce? Gdy nocowałem u ciebie w Krakowie, a ty się do mnie dobierałeś? Tak. A ja przez cały ten czas czułem się wobec niego winny. Że takiego dobrego chłopaka zraniłem, nic do niego nie czując, że zrobiłem błąd, bo tacy nie trafiają się za często. Możecie sobie wyobrazić, w jakim szoku byłem. Dodajmy do tego Michała, który mnie okłamał, twierdząc, że nie ma czasu, chociaż poszedł sobie na randkę. Co otrzymamy? Ogromną nieufność w połączeniu z Mikołajem.

Z chłopakiem, który wydawał się podejrzany od samego początku, który - ciągle to przeczuwałem - coś kręcił, nie do końca był w czymś szczery. Jeśli tak dobry chłopak jak Krystian okazał się, kim się okazał, jak mam wierzyć facetom? Ale co, jeśli Mikołaj jako jedyny mówił prawdę i był szczery od początku do końca? Na dodatek ostatnio uświadomiłem sobie, że moje życie kręci się wokół gejów. Przewijam listę rozmów na Fejsie - gej, gej, gej, gej, bi, gej, gej. Ten blog, Fellow, Wyrko. Nawet zacząłem oglądać ten serial Spojrzenia, który opowiada o trzech gejach i ich perypetiach, które w sumie przypominają moją codzienność. Słowo gej pojawia się w moim słowniku chyba częściej, niż "kurwa mać". I od tych wszystkich facetów też słucham o ich problemach z ukochanymi albo przyszłymi ukochanymi. Jak się zdradzają, jak się nie szanują, jak są nieufni. Jak to wszystko rozpieprza się po góra kilku miesiącach. Jak często mogliby powtórzyć moje ulubione pytanie z filmu Zaginiona dziewczyna: Co myśmy sobie zrobili? 

No właśnie, co? Hulaj dusza, piekła nie ma. Wierzyłem w związki, że to na pewno jest możliwe, że to nie jest trudne, kochać. Z początku. Później byłem już gotowy na atak, zanim nastąpił. Czekałem na to, bo wiedziałem, że w końcu strzał padnie. Nie padł. Wolałem rozładować ten pistolet, zanim Mikołaj go we mnie wycelował. A co później nastąpiło? To co zawsze, co już wielokrotnie tu opisywałem, dlatego dziwię się temu oburzeniu, które możecie poczytać w komentarzach do poprzedniego wpisu. Moje zachowanie jest powtarzalne. Pojawia się ideał, kończę to, zanim mnie zrani w najokrutniejszy sposób, a później przeżywam, skacząc do innych łóżek, bawiąc się w Wyrku. Sądziłem, że to jedno miejsce będzie wolne od Mikołaja, niestety myliłem się, w sobotę zostałem sprowadzony na ziemię.

Byłem tam wtedy z grupą znajomych, chyba wolę chodzić do tego klubu w soboty, bo jednak piątki są zdominowane przez dziewczyny, a dzień później przychodzą tam ładnie ubrane penisy. Bawiliśmy się świetnie, a wtedy przyszli oni. Grupa przystojniaczków w moim wieku, w tym on. Chłopak, którego Mikołaj poznał na długo przede mną. Opowiadał, że nic z tego nie wyszło, bo ten chciał go tylko zaciągnąć do łóżka. Mimo tego wciąż są znajomymi na Fejsie, a mnie u siebie nie chciał nawet wtedy, gdy było dobrze. Wiem, to bzdura, to drobiazg bez znaczenia, ale przez to staje się czymś idiotycznie dużym, zmuszającym do myślenia. O chuj chodzi? To w końcu tylko Facebook! Mikołaj nie wyszedł mi z głowy. Jestem spokojniejszy, odkąd nie rozmawiamy, ale wciąż o nim myślę chwilami. Na widok tego chłopaka wszystko wróciło. Głupie pytanie, co on w sobie ma, czego ja nie mam. Słyszałem o nim już wcześniej, bo mój kolega z nim przez chwilę kręcił, z ciekawości zerknąłem na jego tablicę, a tam masa słabo śmiesznych popłuczyn z internetu. Co on ma w sobie takiego?

Chciałbym powiedzieć, że mi przeszło. Złe wspomnienia jak zwykle już gdzieś się zacierają, zostają tylko pytania zaczynające się od: Co, jeśli...? Nie mam jego numeru, nie mam jego żadnego zdjęcia, rozmowa na Fejsie przeszła do archiwum, maile zostały usunięte. Ale on wciąż jest obecny, nawet tutaj. Wiem, że to wszystko czyta. I jest obecny w moim mieście, w którym przecież nigdy nie mieszkał. Mimo tego zdążył tu poznać kilku chłopaków, w tym z jednym, pamiętającym jeszcze czasy klubu Place, chodził przez jakieś pół roku. Wczoraj zrobiłem sobie la dolce far niente - słodkie nicnierobienie. Leżałem i słuchałem muzyki, aż zaczęła lecieć Set fire to the rain, Adele. Uwielbiam tę piosenkę odkąd usłyszałem ją po raz pierwszy kilka lat temu. Rozumiałem każde jej zdanie. Ręce silne, ale kolana zbyt słabe, bym mógł być w twoich ramionach, bez padania ci do stóp. Gry, które uwielbiasz, zawsze w nich wygrywasz. I to zdanie tytułowe - set fire to the rain. Na Tekstowo możecie sobie znaleźć ładną interpretację tej piosenki, tam jest mowa o podpaleniu deszczu, zresztą, to nawet dosłowne tłumaczenie. Ale ja wtedy pomyślałem o czymś innym - ta relacja była jak próba rozpalenia ogniska w deszczu. Pod gołym niebem, z którego leje się ściana wody.

Jak od tego uciec? Nabrać nowych wspomnień? To staje się coraz trudniejsze w Lublinie. Gdy przez tego bloga i plotki krążące na mój temat znają mnie nawet ci, o których istnieniu pojęcia nie mam. Wyjechać do innego miasta? Nie powiem, marzy mi się to. Poznań, Łódź, Kraków, Gdańsk. Tyle że tam jest to samo, co mamy tutaj. Facetów jest więcej, są bardziej zadbani z tą nieodłączną stylóweczką, ale z moją naturą, choćbym zaczął tam od zera, po pół roku byłoby to samo. A może nawet byłoby gorzej, bo w większych miastach są większe możliwości. W bardziej spektakularny sposób można znaleźć się na dnie. 

Chcąc zmieniać świat albo nawet malutką jego cząstkę, należy zacząć od siebie. Gdyby tylko to nie było takie trudne przez tę moją niekonsekwencję. Usuwam profil randkowy, to na blogowym jakieś ciastko wyciąga mnie na spacer. Twierdzę, że koniec ze ścieleniem sobie łóżka przypadkowymi facetami, a tu pojawia się propozycja obejrzenia filmu przy piwie. Chcę zerwać z Wyrkiem, ale to trudne, bo dobrze się tam bawię, nawet Kali dołączył do nas w sobotę i stwierdził, że nie jest tak źle, że chce tam przyjść ponownie. W końcu to jedyne miejsce, w którym możemy być sobą, możemy tańczyć jak chcemy i z kim chcemy, możemy podrywać i być podrywani. Że przekraczane są czasem granice dobrego smaku? Też je przekraczałem, całując się z nieznajomymi, nawet kilkoma jednej nocy. Tak wygląda życie przeciętnego geja. Bo i czego Wy oczekiwaliście?

Że nieśmiały i niewinny chłopaczek, który zaczął randkować coraz częściej i częściej, który poznawał Was wszystkich po kolei, który poznawał Wasze życia i widząc, co dzieje się z jego własnym, wciąż pozostanie tym samym chłopaczkiem? Kopciuszek, który trafił do darkroomu, po wyjściu z niego nie będzie księżniczką, chyba że w lateksach i z pejczem w dłoni. Wszystko w tym środowisku (zaczynam szczerze nie cierpieć tego słowa) krzyczy do mnie, jacy geje są naprawdę. Widzę ich zachowania w Wyrku, słyszę opowieści i sam robię to samo. Chciałem miłości, poznałem trzech świetnych chłopaków, ale nigdy nie byliśmy razem, to był ten przedsionek. Nie było nigdy faceta, który wprost powiedziałby, że nie chce, bym się umawiał z innymi, bym szalał w tym klubie. Gdy Mikołaj poinformował mnie, że będzie spotykał się z przypadkowymi chłopcami na seks, wkurwiłem się i głupio musiałem mu pokazać, że też mogę, stąd jednorazowy epizod z Kamilem sprzed miesiąca. Gdy o tym przeczytał na blogu, był zły. Chcesz się spotykać z innymi? Proszę bardzo, pozwalam! A moja odpowiedź? Ale ja nie chcę, żebyś mi pozwalał! 

Błazenada. Nie był zły o to, że spotkałem się z innym, ale o to, że jego umoralniałem, a sam robiłem dokładnie to samo. Przynajmniej tak twierdził. Nie było jeszcze w moim życiu faceta, który by mnie do siebie przywiązał, który jasno powiedziałby, że zabrania, że inni mają nie istnieć. A tego chciałem. Cichego głosiku w głowie, który mówiłby mi, bym czegoś nie robił. Mogli mieć nade mną tę władzę, ale z niej rezygnowali. Wystarczyłoby jedno jego słowo. To takie nic, a mogłoby zdziałać wiele. Tylko czy na pewno? Zakazany owoc podobno najbardziej kusi, ale gdy spróbowało się wszystkich owoców w tym sadzie, czy coś jeszcze może kusić? Może. Życie uwielbia z nas się śmiać. Testuje i sprawdza nasze postanowienia. Gdy zaczynałem kręcić z P., nigdy nie widziałem tylu przystojnych facetów, co wtedy. Byli wszędzie. Gdy pojawił się Michał, wciąż jeszcze upominały się pozostałości niektórych randek. Gdy wkroczył Mikołaj, zjawił się też Kamil. To mnie przeraża.

Choć nie powinno, bo jak słusznie ktoś zauważył, aktywnie tworzę ten świat. Sam biorę udział w tym wszystkim. Nie szanowałem się, gdzieś miałem zasady moralne. Przesiąkłem wszystkim, co mnie otacza. Kolega w tajemnicy wyznający, że przyszedł do niego jakiś facet na seks. Po piętnastu minutach gadki na Fellow. Drugi opowiadający o tym, jak nieznajomemu z monstrualnym penisem zrobił loda w samochodzie. Trzeci chwalący się trójkątem z jakąś parą. Krystian, który miał przy sobie miłość, ale jednocześnie w tym samym czasie mnie bajerował. Mikołaj umawiający się na seks z jakimiś chłopcami. Michał kilkakrotnie powtarzający, że chciałby ze mną pójść do Wyrka. Opowieści o orgiach i gangbangu w Warszawie. To wszystko normalni faceci. Studenci albo już pracujący faceci. Spokojni, inteligentni, szanujący się. Dlatego pusty śmiech mnie ogarnął, gdy przeczytałem te komentarze o skurwysyństwie i podłości. Tego też nikt nie robi? Nikt z przyjaciółmi nie omawia swoich przygód? Nie krytykuje facetów z łóżka? Sumienie to jest ten cichy głosik, który szepce, że ktoś patrzy. Słowa Tuwima. 

I drugi rodzaj opowieści, o nieudanych relacjach. Porzucenie przez miłość życia. Dlaczego to była miłość życia? Bo byli razem może jakiś miesiąc, dwa. Skończyło się, zanim pojawiły się problemy, które zawsze się pojawiają. To idylla, do której nie wkradły się kłótnie i jakieś zadry sprawiające, że idylla stałaby się rzeczywistością. Łatwo jest tęsknić za czymś nierealnym, co nie dotrwało do momentu, w którym zmieniłoby się w nasze gejowskie realia, w których pełno jest zdrad i kłamstw. Taki jest nasz świat, moi mili. Nie ma w nim przyjemnych historyjek, bo nawet te pozornie szczęśliwe pary mają za sobą takie przeszkody, które sprawiają, że pojawi się jeszcze jedna i oni w końcu pękną. Okrutne, przykre. Smutne. To wszystko sprawia, że powoli tracę wiarę i zmieniam się w jednego z tych zgorzkniałych facetów, którzy tęsknią za czymś, co istniało tylko w ich głowach, ale brutalnie sprowadzono ich do parteru. Zmieniam się w tego, który myśli, że wie doskonale, jak wyglądają te schematy, bo przecież powtarzają się niemal w każdym związku. Z drugiej strony fakt, że coś mi się nie przytrafiło, nie znaczy, że to nie istnieje.

Welcome to the inner workings of my mind
So dark and foul I can't disguise, can't disguise
Nights like this I become afraid
Of the darkness in my heart
Hurricane


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

20. Nic się nie stało, a zdarzyć miał się cud.

6. Jesteś - a więc musisz minąć.

29. Zmęczenie materiału.