29. Zmęczenie materiału.

źródło pierwotne: flipboard.com
Alone through the clouds
Alone on the ground
Alone on the water
Alone in the clouds

We were born to be alone
Everybody all alone
Born alone to be alone
We'll stand alone forever
Standing on the world alone
Learning how to stand alone
And always to be alone
We'll be alone forever
Crystal Fighters - Xtatic Truth

Ponura wizja, prawda? Nawet bardzo. Jak ta mądrość z filmu Donnie Darko wyszeptana głównemu bohaterowi do ucha: Każde żywe stworzenie na Ziemi umiera samotnie. Tylko czy na pewno? W końcu nikt nie jest samotną wyspą. Wszyscy ciągle czegoś szukamy, wszyscy na coś czekamy. Na lepsze mieszkanie, na lepszą pracę, na tego jedynego, bo przecież taki ktoś w końcu się zjawi, a my nie będziemy dłużej sami. Każdemu przydarzy się miłość jego życia, musi, innej opcji nie ma. Dlatego gdy tylko zdałem sobie sprawę ze swoich zalet i możliwości, zacząłem jej szukać na Fellow. Zjawił się jeden chłopak, a po nim chmara zapychaczy. I następny ideał i następna chmara marnych pociech. I kolejny. Niewiele brakowało, a historia powtórzyłaby się po raz trzeci. Na szczęście w życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, kiedy chce coś zmienić, dokonać małej rewolucji. Co prawda zazwyczaj dzieje się to na dużym ekranie, a nie w życiu, ale jako fan kina zawsze uwielbiałem dopasowywać moje życie do filmowych realiów.

W środę do Lublina zawitali studenci. Po całym mieście latały stada wystraszonych dzieciaczków idących na spotkania integracyjne przed pierwszymi zajęciami. Wielu mogłoby się ucieszyć na ten widok, w końcu do miasta zawitało świeże mięsko, na dodatek trochę zagubione i nieśmiałe. No i ci boscy faceci z Erasmusa. Ulice wreszcie wypełniły się ciachami, których oczywiście na Fellow ze świecą szukać. Mieszkam w Lublinie prawie od dwudziestu dwóch lat, a dopiero w środę zobaczyłem po raz pierwszy, jak to wszystko wygląda naprawdę. Różnica była tak zauważalna, że gdy stałem na przejściu obok takich dzieciaków zastanawiających się, gdzie mogą wypić jakiś alkohol, jakiś fajny facet do mnie zagadał, pytając jaki dziś dzień i dlaczego na mieście jest tyle małolatów. Zamiast skorzystać z okazji, rzucić jakimś żartem i chwilę z nim pogadać, coś tam wybąkałem i po zmianie świateł natychmiast się ulotniłem.

Zamienił stryjek siekierkę na kijek, bo tego dnia umówiłem się ze świeżaczkiem na niby randkę. Byłem akurat na piwie ze znajomymi, on na zapoznawczej popijawie w akademiku. Wkurwiał mnie, bo na jednego mojego smsa przypadało kilka jego, na dodatek jego cyferkowy opis daleko odbiegał od moich ideałów, ale halo, przecież wygląd nie jest taki ważny, trzeba poznać też charakter. No i ta nadzieja, że może na żywo okaże się lepszy i ciekawszy. Wiecie co? Ta zabawa w litościwą Matkę Teresę bokiem mi wyszła. Gdy pożegnałem się ze znajomymi, zaczekałem na niego na przystanku. Mieliśmy pojechać do niego na jakiś horror i piwo, odważnie też zapewniał, że mnie ogrzeje, bo w Lublinie już chyba od razu zaczęła się zima, nie jesień - te wieczorne chłody mogą nieźle dobrać się do tyłka zbyt lekko ubranego. Zapaliłem sobie, chwilę się pomartwiłem, że mogłem założyć lepsze bokserki, no ale nie przewidziałem tego spotkania, wyszło tak spontanicznie i czekałem na niego cierpliwie. Wysiadł, a ja od razu sobie przypomniałem, jak bardzo kocham moje miasto i jego pokłady cudownych facetów.

Niższy o głowę, chudszy o połowę, ale przecież wiedziałem, na co się piszę. Dajmy szansę jego charakterowi. Niestety tu nastąpiło kolejne rozczarowanie. Słuchałem historii rodem z gimnazjum, o tym jak ktoś tam się upił, a ktoś inny był chujowy, więc on z koleżankami za plecami tej osoby powiedział o niej to i owo, oczywiście cytując mi to słowo w słowo. Boże, widzisz i nie grzmisz. Ostatnie autobusy już pouciekały, a na nocne musielibyśmy czekać z godzinę, więc postanowiliśmy przejść się do niego na piechotę. Gdy dotarliśmy, grzecznie stwierdziłem, że za bardzo przemarzłem i muszę wracać do domu, bo przecież rano trzeba wstać na rozpoczęcie roku akademickiego. Jedyna myśl kołatająca się w głowie: Jestem już na to za stary. Serio, przy nim poczułem się jak dziadek, chociaż jestem od niego starszy zaledwie o dwa albo i trzy lata. Ten chłopak był dla mnie jedynie potwierdzeniem i przypomnieniem, dlaczego wygląd jest ważny - bo wtedy jego historie byłyby jako tako do zniesienia, dlaczego charakter jest ważny - bo wtedy mógłby mnie zbajerować gadką mimo swojego wyglądu i dlaczego wiek jest ważny - bo przepaść nie byłaby taka duża. Wracałem do domu i czułem gorzkie rozczarowanie, ale i wstyd przed samym sobą. Jestem aż tak zdesperowany? Przecież stać mnie na więcej, dużo, dużo, dużo więcej. Co ja robię? Po cholerę to było?

Niestety to nie koniec. Czara goryczy przelała się w czwartek, gdy udałem się z koleżanką do publicznej biblioteki. Chciała skorzystać z komputera, więc weszliśmy do małej salki wypełnionej bachorami grającymi w jakieś RPG i zapachem bezdomnego. Tak, najpierw go poczułem, potem zobaczyłem. Duże chłopisko koło trzydziestki wydzielające sporo różnych nieprzyjemnych zapachów. Stanąłem więc w drzwiach i czekałem na koleżankę, z braku lepszego zajęcia rozglądałem się po sali, aż wreszcie zerknąłem na bezdomnego, który chyba od jakiejś chwili się na mnie gapił. Gdy nasze spojrzenia się spotkały, uśmiechnął się i uniósł brwi w taki znaczący sposób. 

Film/książka:
Bezdomny do mnie podszedł, krótko i zwięźle wyjaśnił, dlaczego znajduje się w takim stanie, czym złapał mnie za serce. Okazał się milionerem, któremu ktoś narobił problemów i odebrał wszystko, łącznie z tożsamością. Natychmiast dałem mu pieniądze na hotel i nowe ubrania (to fikcja, w portfelu mogę mieć pięć setek, nie pięć złotych), po czym on zażądał mojego numeru telefonu, chcąc wszystko oddać, gdy tylko stanie na nogi i odzyska swoje normalne życie. Wróciłem do domu, żyłem sobie spokojnie kilka dni, aż wreszcie ktoś do mnie zadzwonił z nieznanego numeru. Słyszę przyjemny, męski głos, który należy do (już nie)bezdomnego. Mężczyzna chciał się spotkać, by mi podziękować za moją wzruszającą dobroć i nieocenioną pomoc, a ja - jakżeby inaczej - pełen skromności odmówiłem, bo przecież to drobiazg był. On jednak nie rezygnował, jakimś cudem zdobył mój adres i przyjechał po mnie swoim czarnym BMW M6 Gran Coupe.

Wsiadłem, a moim oczom ukazał się najprzystojniejszy mężczyzna, jakiego w życiu widziałem, wysoki na dwa metry, brunet z boskim zarostem, szeroki w barach, z udami grubymi jak cały ja. Zabrał mnie na kolację do Warszawy, rozmawialiśmy całą noc o wszystkim. Opowiadał, jak stracił i jak odzyskał swój majątek, jak bardzo jest mi wdzięczny. Czerwony jak piwonia odrzekłem, że to nic takiego, że każdy by to zrobił na moim miejscu, on jednak był mną zachwycony i zabrał niespodziewanie na weekend do Paryża. Tam, przy świetle księżyca i Wieży Eiffla wyznał miłość od pierwszego wejrzenia i namiętnie pocałował. Później poznawaliśmy się coraz lepiej, okazało się, że w tej bibliotece czytał mojego bloga, że też uwielbia filmy Tima Burtona, kocha Cersei z Gry o tron i tak jak ja ma dość tego kraju. Po kilku miesiącach sielanki wyjechaliśmy na jego prywatną wyspę gdzieś na Pacyfiku i wiedliśmy tam szczęśliwe życie pełne wyuzdanego seksu, homarów i egzotycznych owoców. 

Życie:
Z przerażeniem rozejrzałem się dookoła zastanawiając, czy to na mnie patrzył, czy może po prostu obok stoi jakaś jego bezdomna kobieta, po czym uciekłem szybko na korytarz.

Wiecie co mnie najbardziej przeraża? Moja myśl, że z tego bezdomnego byłoby niezłe ciacho, gdyby go umyć i lepiej ubrać. Serio, w tym mieście już nie ma więcej facetów? Zostali mi bezdomni i karły? Przecież stoczyłem się na samo dno, gorzej już chyba być nie może. Wyczerpałem wszystkie możliwości tego miasta, jeśli chodzi o Fellow. A Grindr? Faceci co prawda przystojniejsi niż na portalu, ale szukający tylko i wyłącznie seksu. Skasowałem randkowy profil na Fellow, usunąłem Grindra z telefonu. Wróciłem do gry, w której nie ma już zbyt wielu dobrych graczy, więc musiałem zwinąć manatki. Tym kurduplem i bezdomnym chyba zakończyła się pewna epoka w moim życiu, przynajmniej w Lublinie. Kto nowy się tutaj zjawi? Studenci młodsi o kilka lat? Przyjezdni szukający seksu na weekend? Resztę znam albo kojarzę, o innych nawet szkoda mówić. Widzicie chłopcy, półtora roku randek w tym mieście wystarczy, by wyczerpać jego gejowskie zasoby. No, chociaż jeśli nie przeszkadzają Wam młodsi, to tak naprawdę nigdy się nie wyczerpią, ale dla takich jak ja są tutaj ograniczone możliwości.

Zamiast tego wolę poimprezować bez żadnych konsekwencji. Wróciłem do Wyrka, pod koniec października planuję wyjazd do Wrocławia, by móc tutaj opisać tamtejszy HaH, a jeszcze Warszawa czeka z... hmm... kumplem koleżanki Antosi. Chcą się pobawić w swatki, ponoć chłopak idealny i szuka miłości. W sam raz na nowy dramat. Nie ma teraz we mnie smutku, Mikołaj odchodzi w niepamięć. Jest tylko czasem ta chęć posiadania jakiegoś faceta. Pojawia się szczególnie wtedy, gdy widzę się ze sparowanymi znajomymi. Powoli zaczyna się u mnie ten etap, gdy połowa znajomych zakłada rodziny i robi kolejne dzieci. A przynajmniej są w trwałych związkach, jak wszystkie lesbijki, które znam. Jak to jest? To zwykły przypadek, czy może im faktycznie jest łatwiej stworzyć coś silnego w przeciwieństwie do facetów? Chciałbym powiedzieć, że one dają mi nadzieję, ale tak nie jest, bo u nich to wygląda zupełnie inaczej. Inaczej myślą, mają inne problemy.

Cztery pary lesbijek, wszystkie inteligentne, atrakcyjne. Niektóre przechodziły przez to, co i ja, ale dawno temu, w końcu trafiły na swoje skarby. Lubię je wszystkie, ale czasem w Wyrku to bywa trudne. Na przykład w ten piątek udałem się do tego klubu z jedną parą, był z nami też kolega, ale zmył się jakoś po godzinie. Było zajebiście, wytańczyłem się, trochę podpiłem. Poprosiłem, by puścili dwie piosenki - cholernie przyjemne uczucie, gdy parkiet się wtedy zapełnia. Niestety kolega wrócił do domu, a ja zostałem tylko z nimi. Nie okazywały sobie uczuć w taki irytujący sposób, jak to czasem bywa z parami, które widzą się ze znajomymi, ale nie mogą się wtedy od siebie odkleić, liżą się i tulą, czym wprawiają w zakłopotanie pozostałych. Po prostu były razem, a ja byłem tym trzecim. W takich chwilach najbardziej brakuje mi faceta, bo co mam wtedy ze sobą zrobić? Siedzą razem, coś tam sobie szepczą do ucha, bo przecież wiecznie nie będą się mną zajmowały, a ja tak za bardzo nie wiem gdzie patrzeć, co robić. Może to nauczka, by do Wyrka chodzić z singlami, a przynajmniej nie z samymi parami.

I jaki z tego wszystkiego morał? Wiecznie randkować się nie da, wiecznie przeżywać facetów też się nie da, w końcu człowiek się uczy i nabiera chłodu i tego cholernego dystansu. Przynajmniej po jakimś czasie, bo odruch bezwarunkowy to płacz i zgrzytanie zębów. Niby wszyscy jesteśmy samotni, rodzimy się samotnie i tak samo umieramy, a jeszcze bardziej tę samotność czujemy w obecności szczęśliwych par. Nie wiemy, że mają ogromne problemy, że właściwie dopiero po stworzeniu związków zaczyna im się ta cała siesta, na którą składają się zadry z przeszłości, chorobliwa zazdrość, nowe pokusy. Człowiek bez pary myśli, że związek to raj, bo ktoś ma tę ukochaną osobę, na której może polegać, z którą może spędzać każdą wolną chwilę i uprawiać seks kiedy zechce. Człowiek w związku czasem zazdrości singlom, bo mogą robić co chcą i kiedy chcą, mogą uprawiać seks z każdym, kto im się spodoba, mogą patrzeć na ładne dziewczyny/przystojnych facetów bez żadnego strachu, że druga połówka to zobaczy i zrobi aferę. Trawa u sąsiada zawsze jest bardziej zielona, moja obecnie tak jakby zbrązowiała, ale nadzieja wciąż jest, tak łatwo nie zniknie.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

20. Nic się nie stało, a zdarzyć miał się cud.

6. Jesteś - a więc musisz minąć.