32. Wiecznie młodzi.
![]() |
| źródło pierwotne: wikipedia.org |
Fractured moonlight on the sea.
Reflections still look the same to me,
As before I went under.
And it's peaceful in the deep,
Cathedral where you can not breathe,
No need to pray, no need to speak
Now I am under.
And it's over,
And I'm goin' under.
But I'm not givin' up!
I'm just givin' in...
Never let me go, never let me go,
Never let me go, never let me go.
Never let me go, never let me go,
Never let me go, never let me go.
Florence + the Machine - Never let me go
Skradziono mi życie. Żyję w mieście, w którym nie chcę żyć. Prowadzę życie, jakiego nie chcę prowadzić. Gdybym miała jasność umysłu, Leonardzie, powiedziałabym ci, że zmagam się sama w głębokich ciemnościach. Tylko ja je znam. Tylko ja mogę zrozumieć swój własny stan. Twoja codzienność to zagrożenie moim zejściem. Leonardzie... Ja też z nim żyję. (...) Nie można odnaleźć spokoju, unikając życia.
Film Godziny - wypowiedź Virginii Woolf
Skłamałem, przyznaję się bez bicia. W pierwszym poście napisałem, że wyszedłem z okresu dorastania bez szwanku, ale to nie do końca była prawda. Wstydziłem się tego, nadal wstydzę, ale od jakiegoś czasu chcę o tym napisać. W końcu to nieodłączny element naszej... powiedzmy... grupy społecznej. Samobójstwa - geje są na nie narażeni bardziej, niż ktokolwiek inny. Dlaczego? Bo wielu gejów to wrażliwi faceci, którzy czują, myślą i widzą więcej, niż inni. Są przez to bardziej podatni na atak i skrzywdzenie. Ilu z Was miało takie czarne myśli? Ilu z Was chciało ze sobą skończyć? Po rozstaniu z ukochanym, po cholernie niesprawiedliwym incydencie na ulicy, po tym, jak spadły na Was miliony problemów w jednej chwili? Stoicie w kuchni na fajce, czekacie na ulicy na autobus, jedziecie do pracy albo w niej siedzicie. I myślicie, jak łatwo byłoby przestać czuć ten ból. Tyle jest przecież sposobów, tak łatwo dostępnych każdemu z nas. To takie proste. Takie złe.
Jestem wyznawcą zasady, że ludzie nieświadomi to ludzie szczęśliwi. Wiecie jak to jest z długami? Szary Kowalski musi spłacić kilka tysięcy za meble czy remont mieszkania w bloku. Bogacz ma do spłacenia kilkadziesiąt milionów. Wielokrotnie zazdrościłem takiemu zwykłemu Kowalskiemu czy Kowalskiej, którzy żyją z dnia na dzień, a ich jedynymi problemami są raty za telewizor. Wstają rano do pracy, której nienawidzą, ale do niej przywykli, spędzają w niej kilka godzin. Wracają do domu, robią obiad bachorom, włączają telewizor, pokrzyczą do Faktów i pójdą do łóżka. Jakie mają zmartwienia? Bolący ząb? Chory dzieciak? Ściany trzeba odmalować, ale nie ma kiedy i komu? A ludzie inteligentni, którzy mogą osiągnąć więcej przez swoje talenty, potencjał i coś nienazwanego, co ich wyróżnia od szarej tłuszczy? Kiedyś usłyszałem, nie wiem czyje to słowa: O samobójcach mówi się, że są słabi, ale to kłamstwo, bo tak naprawdę są to osoby, które były silne zbyt długo. I nie umiały być silne ani chwili dłużej. Moim zdaniem to święta prawda, sam przecież myślę za dużo, czuję za dużo, widzę za dużo. I mam na koncie jedną próbę samobójczą.
Jestem wyznawcą zasady, że ludzie nieświadomi to ludzie szczęśliwi. Wiecie jak to jest z długami? Szary Kowalski musi spłacić kilka tysięcy za meble czy remont mieszkania w bloku. Bogacz ma do spłacenia kilkadziesiąt milionów. Wielokrotnie zazdrościłem takiemu zwykłemu Kowalskiemu czy Kowalskiej, którzy żyją z dnia na dzień, a ich jedynymi problemami są raty za telewizor. Wstają rano do pracy, której nienawidzą, ale do niej przywykli, spędzają w niej kilka godzin. Wracają do domu, robią obiad bachorom, włączają telewizor, pokrzyczą do Faktów i pójdą do łóżka. Jakie mają zmartwienia? Bolący ząb? Chory dzieciak? Ściany trzeba odmalować, ale nie ma kiedy i komu? A ludzie inteligentni, którzy mogą osiągnąć więcej przez swoje talenty, potencjał i coś nienazwanego, co ich wyróżnia od szarej tłuszczy? Kiedyś usłyszałem, nie wiem czyje to słowa: O samobójcach mówi się, że są słabi, ale to kłamstwo, bo tak naprawdę są to osoby, które były silne zbyt długo. I nie umiały być silne ani chwili dłużej. Moim zdaniem to święta prawda, sam przecież myślę za dużo, czuję za dużo, widzę za dużo. I mam na koncie jedną próbę samobójczą.
Nie pamiętam już, ile miałem lat. Czternaście, piętnaście. Siedziałem sam w domu przy komputerze, a w tym wieku wiadomo co głównie chodzi po głowie. Szczególnie gdy ma się dostęp do internetu. Oglądałem jakieś zdjęcia dwóch facetów uprawiających seks, nawet je zapisywałem. Wtedy przyszedł do domu syn mojej matki (starszy o siedem lat) z kolegą dresem. Natychmiast zapytał co robię, a ja prędko przeniosłem folder ze zdjęciami do kosza i wylogowałem się z mojego profilu, by nie mógł tego zobaczyć. Od razu przejął komputer we władanie z kolegą, który wyjaśnił mu, jak może włamać się na moje konto, czy po prostu jak może usunąć hasło do niego. Zrobił to, bez problemu zalogował się na moje konto komputerowe i przywrócił z kosza folder z tymi zdjęciami. Wszystko w mojej obecności. Siedziałem chyba na kanapie obok i udawałem, że czytam książkę, nigdy jej nie zapomnę - historyczna, o zwycięstwie Sobieskiego pod Wiedniem. Czytałem jedno zdanie milion razy i dalej nie wiedziałem co czytam, bo słuchałem zażenowany co robią.
Byłem czerwony na twarzy, która paliła mnie tak, jakby ktoś mi przyłożył do niej gorące żelazo. Przez moje upodobania nie były to zdjęcia dwóch zwykłych mięśniaków w garniturach, ale w klimatach nieco ostrzejszych, więc wstyd przeżywałem podwójny. Zaczęli je oglądać, każde zdjęcie komentując w niewybredny sposób. Kumpel w dresie zaczął sobie ze mnie żartować, że pedały to przecież mają przesrane, bo w dupę to bardzo boli. Malutki głosik podpowiadał, bym zapytał skąd wie, czy sam próbował, ale nie umiałem wykrztusić słowa, wgapiałem się tylko w tę książkę i udawałem, że mnie tam nie ma. Człowiek przez przypadek ze mną spokrewniony od razu powiedział, że matka się o wszystkim dowie, po chwili wrócił mu też zdrowy rozsądek i uciszył kumpla, który cały ten czas jeździł po mnie jak po łysej kobyle. W końcu przestali o tym mówić, po jakiejś godzinie dres wyszedł, a ja zostałem w mieszkaniu z tym człowiekiem, grającym sobie w jakieś duperele sportowe. Jeśli istniały kiedykolwiek osoby, które byłbym w stanie zamordować z przyjęciem wszystkich konsekwencji, to ci dwaj, syn mojej matki i jego kumpel.
Wtedy pojawiła się ta myśl - jestem skończony. Dowiedzą się wszyscy kumple tego gnoja, którzy przecież tak często u nas bywają. Dowiedzą się ich znajomi i młodsze rodzeństwo, z którym to ja się kumpluję. Nie będę mógł wyjść do szkoły, gdzie chodzą te dzieciaki, nie będę mógł wyjść na ulicę, bo będę ich widywał. Zlinczują mnie, będą dowcipkować za każdym razem, gdy mnie zobaczą, a kto wie czy tylko do tego się ograniczą. Na dodatek dowie się moja matka. Wtedy pojawiła się druga myśl, jedyny sposób by uciec przed tym wszystkim, to tabletki. Wziąłem pudło z wszystkimi lekami i poszedłem do łazienki. Nawet nie pamiętam jak nazywały się te tabletki, wiem, że były różne. Wziąłem dziesięć jednych, po chwili dziesięć innych. Połknąłem wszystkie, popiłem wodą i wróciłem na kanapę. Czekałem, aż nagle zasnę czy nie wiem, poczuję jakiś ból, po którym wszystko zniknie. Udawałem, że śpię, a on po chwili wyszedł z mieszkania.
Gdy zostałem sam, zacząłem płakać. Długo i spazmatycznie, jak nigdy wcześniej. To te emocje pewnie ze mnie uchodziły, przy nim przecież nie mogłem niczego dać po sobie poznać. Płakałem i nie mogłem przestać, bo tak bardzo nie chciałem umrzeć. Żałowałem, że to musiało się stać, przeklinałem moją głupotę i beztroskę. Ta myśl, że tabletki już połknięte i to tylko kwestia czasu, gdy zaczną działać. A przecież życie nie jest złe. To ta sytuacja zmusiła mnie do tego. Płakałem nad sobą i nad utraconym życiem, nad największym upokorzeniem, jakiego kiedykolwiek doznałem. Dlaczego to musiało się stać? Dlaczego akurat mnie musiało to spotkać? Co ja takiego zrobiłem, czym sobie na to zasłużyłem? Miliony nastolatków codziennie siedzą w internecie i robią rzeczy dużo gorsze, ale padło akurat na mnie.
Wcześniej poszedłem do łóżka, próbowałem zasnąć, trochę się uspokoiłem. Wtedy wrócili do domu, matka i jej starszy syn. On jej o wszystkim powiedział, a ona jak z początku się na mnie darła, pytała po co to zrobiłem, tak później na nim nie zostawiła suchej nitki za to, że świadkiem tego wszystkiego był jego kumpel, który pewnie się ze mnie śmiał. Wyłączyłem się, nie słuchałem ich, chciałem tylko zasnąć i nigdy już się nie obudzić, by nie musieć patrzeć im w oczy następnego dnia. Ta noc była straszna - moje łóżko znajdowało się wtedy pod sufitem, pod nim było drugie, należące do niego. Śniło mi się, że się obudziłem i wyjrzałem na dół, chcąc zobaczyć co robi. Siedział oparty o ścianę, ale nie miał normalnej twarzy, był jakimś potworem z łuskami, który tak nagle na mnie spojrzał, a wtedy ja spadłem ze swojego łóżka. Obudziłem się z zachłyśnięciem jak na filmach.
Zdziwiłem się, gdy się obudziłem. Przez chwilę nie wiedziałem co się dzieje, zapomniałem o wydarzeniach poprzedniego wieczoru. Po kilku sekundach to wszystko do mnie dotarło, a ja ucieszyłem się, że żyję, ale i tak przeleżałem pół dnia w łóżku. Tabletki nie zadziałały. Przynajmniej nie od razu, bo dwa dni później zaczął mnie przeraźliwie boleć brzuch. Bolał tak bardzo, że gdy poszedłem do pobliskiej przychodni, chcieli wzywać dla mnie karetkę, ale wolałem pojechać do szpitala autobusem czy taksówką, nie pamiętam już. Spędziłem tam pół dnia na kroplówce, ale niczego nie stwierdzili, nie wiedzieli co mi jest, a ja przy matce stojącej obok nie mogłem przecież powiedzieć, że w zeszłą sobotę połknąłem dwadzieścia tabletek, których nazwy nawet nie potrafię wymówić i bladego pojęcia nie mam, na co były. Bóle minęły w końcu, oni do tego nie wracali, jego kumple przestali pojawiać się u nas, na ulicy nikt mnie nie zaczepiał. Tylko stałem się chyba najbardziej uważną osobą korzystającą z internetu.
Od dziecka czułem, że nie skończę jak moje rodzeństwo, które niewiele w życiu osiągnęło. Że nie będę wiódł takiego życia jak szary Kowalski, który żyje z dnia na dzień. Podobno z początku wielu młodych tak myśli, snują wizje o zawrotnych karierach, o sławie i milionach na koncie, o zrobieniu czegoś wielkiego, niesamowitego, co sprawi, że inni zapamiętają ich nazwisko na wieki. Dopiero życie weryfikuje ich marzenia i plany. Może tak być, ale nie musi. Może kiedyś napiszę książkę, w której obnażę najgorsze cechy gejów, przez co stanę się queerowym wrogiem numer jeden, no albo wydam te wpisy w ładnej formie. Warto mieć marzenia, warto dla nich żyć. Tylko czasem jest ciężko, gdy problemy widzi się większymi, niż są w rzeczywistości. Gdy zostaje się brutalnie sprowadzonym na ziemię przez innych, przez porażki i stracone szanse.
Dlatego moim zdaniem wśród gejów jest tak wysoki odsetek samobójstw, choć ta liczba pewnie jest niczym w porównaniu z nieudanymi próbami, do których przecież mało kto się przyzna. Ta nasza chęć bycia normalnym, niemożność poradzenia sobie z tym wszystkim, strach, że otoczenie tego nie akceptuje. Wyzwiska, zaczepki, pobicia. To może zniszczyć psychikę. Ale nadal moim zdaniem mało który samobójca chce umrzeć. Ja nie chciałem. Po prostu nie widziałem dla mnie innego wyjścia z tej sytuacji, to był jedyny ratunek, jedyna opcja. Wydaje mi się, że w wielu przypadkach to po prostu krzyk, wołanie o pomoc. Chęć zwrócenia na siebie uwagi, ale nie w takiej formie, jak robią to rozwydrzone dzieci. Nie chodzi o to, by cały świat nas widział, żeby się nad nami wszyscy roztkliwiali i załamywali ręce. To raczej jak coś w rodzaju... Halo, jestem tu, żyję ze swoją innością, którą wielu z was uważa za kalectwo, wszyscy wbijacie mnie w poczucie winy za coś, czego sam sobie nie wybrałem, mam tego dość. Na dodatek te porażki miłosne. Fakt, że dwóm facetom cholernie trudno stworzyć silny związek, że relacje wyniesione z Fellow prawie na sto procent są skazane na porażkę. Ta świadomość, że nawet jeśli pojawi się świetny facet, to i tak szybko nam się rozpieprzy ta relacja przez zdrady i kłamstwa, więc po cholerę próbować? Jaki jest tego sens? Przecież obserwując całe to środowisko, nawet czytając tego cholernego bloga, można odnieść wrażenie, że jesteśmy skazani na samotność i cierpienie.
Jednak homoseksualizm i problemy z nim związane to nie jedyny powód. W końcu były osoby takie jak Virginia Woolf, Sylvia Plath, samobójstwa popełniają też ludzie heteroseksualni. Chociaż ta pierwsza była chyba lesbijką, co do drugiej nie wiem... W każdym razie istnieje coś takiego jak empatia, wrażliwość. Tacy ludzie mają przesrane, bywają niewolnikami swoich myśli, które często są czarne i gęste jak dławiący dym. Problemy wydają się nie do pokonania, wydają się nawarstwiać. Znajomi milczą, siedzimy w domu któryś dzień z rzędu, pokłóciliśmy się z facetem albo właśnie z nim rozstaliśmy. Do tego problemy w szkole, na uczelni, w pracy. Patrzymy w lustro i czujemy się brzydcy, sądzimy, że nie zasługujemy na nic dobrego, jak ktoś mógłby spojrzeć na kogoś takiego jak my, przecież jesteśmy szkaradni. W takich chwilach istnieje największe zagrożenie, ale jak to mówią buddyści: Jeśli problem da się rozwiązać, to nie ma się czym martwić, jeśli zaś rozwiązać się nie da, to zmartwienie nic nie da. Sam to wielokrotnie przerabiałem po wyżej opisanym incydencie. Ale to wciąż nie jest chęć uśmiercenia się na dobre. Choć nie wiem, może u niektórych tak jest, nie mogę mówić za wszystkich. Dla wielu pewnie jestem szczęściarzem, a moje problemy to żadne problemy, ale jeśli pogardliwie sądzicie, że odkrywam na tym blogu wszystkie karty, to grubo się mylicie. U mnie to po prostu była chęć krzyknięcia tak głośno, by ktoś wreszcie usłyszał. Idiotyczna myśl, że połknę jakieś tabletki i zapadnę w śpiączkę, a gdy się obudzę, wszystkie moje problemy znikną. Że po takiej eksplozji bólu i smutku wszystko zmieni się na lepsze. A jeśli umrę, to i tak już nic nie będzie miało dla mnie żadnego znaczenia.
Może zabrzmię jak irytujący motywator, a może nie, skoro sam przez to przechodziłem i wiem doskonale, o czym mówię. W każdym razie w takich chwilach nie można się poddawać. Trzeba rozmawiać z przyjaciółmi, a jeśli nie ma takiej możliwości w danym momencie, trzeba pójść na spacer albo spać. Sen jest dobrym lekiem na wszystko, tak jak wysiłek fizyczny. Po nim i myśli są jaśniejsze i smutku nie ma. Niektórym pomagają terapie, psycholodzy. Osobiście nie wiem, czy to by poskutkowało w moim przypadku. Jak powiedziała Nicole Kidman grająca Virginię Woolf w filmie Godziny - zmagam się sam w głębokich ciemnościach i tylko ja je znam. Tylko ja wiem, co mi dolega. I wiem doskonale, że takie ciężkie chwile jeszcze wielokrotnie się zjawią, ale wiem również, że miną, bo zawsze mijają. Po każdej nocy wstaje nowy dzień. Zawsze przychodzą dni, gdy cieszę się życiem i cieszę, że mi się wtedy nie udało. Są chwile, gdy jestem szczęśliwy i chodzę z uśmiechem na ustach. A kryzysy? Widać taka natura neurotyka. Los osoby, której życie podyktowane jest jej myślami, które raz bywają lepsze, raz gorsze. Taki krzyż do dźwigania przez całe życie, które mimo wszystko bywa zajebiście piękne. Są chwile i ludzie, dla których warto żyć. Jest tyle miejsc do zobaczenia, tylu ludzi do poznania. Tyle rzeczy do zrobienia.
Choć wielu myli się sądząc, że życie polega na tym, że mamy być szczęśliwi. Życie to pasmo problemów, które pojawiają się na naszej drodze. Życie to nauka radzenia sobie z nimi. Żyjemy po to, by pokonywać te problemy, a później następne, dzięki temu tym bardziej możemy docenić cudowne chwile, z czasem możemy też stać się silniejsi. Tak w kółko, do śmierci. Trzeba iść dalej. Trzeba żyć wbrew wszystkiemu. Choć mamy trudniej, niż inni, to jednak każdy medal ma dwie strony. Cierpienie uszlachetnia. Może zryć banię i pozbawić najmniejszej ochoty do życia, ale może też sporo nauczyć, jeśli potrafimy na siebie czasem spojrzeć z góry. Skrzywdzeni ludzie są tymi najmądrzejszymi, przez co są zdolni do zrobienia rzeczy wielkich. Górnolotnie i patetycznie to zabrzmi, ale każdy ma jakąś misję do spełnienia. Wszystko, co nas spotyka, nie jest dziełem przypadku, jest jakiś cel tego, co przez cały czas się dzieje wokół nas i z naszym udziałem. Kształtuje nas po to, byśmy mogli zrobić coś, czego w innych warunkach nikt nie byłby w stanie zrobić. Świat złamie ci serce na tysiąc różnych sposobów. I będzie łamał do śmierci, ale mimo tego chęć życia jest zbyt duża. Nigdy nie wiesz, czym zaskoczy Cię to życie dzisiaj czy jutro. To straszna, okrutna dżungla, ale czasem wystarczy drobiazg. Mała iskierka, która zjawi się na pewno.
Pamiętacie film Był sobie chłopiec z Hugh Grantem? Pamiętacie matkę tytułowego chłopca? I scenę, gdy młody je w kuchni śniadanie, a matka otwiera szafkę i zaczyna ryczeć? Tak nagle, po prostu i bez powodu? Znacie to z autopsji? To i upiorne i żałosne, też przykre, wiem. Ale trzeba wziąć się w garść, do kurwy nędzy. Jest takie powiedzenie, że Bóg zsyła na każdą górę tyle śniegu, ile ta w stanie jest udźwignąć. Nie po to dano nam życie, byśmy je sobie odbierali z powodów, które w danej chwili wydają nam się kolosalnymi, bo za miesiąc spojrzymy na nie z perspektywy czasu i zawstydzimy, że taki pryszcz mógł nas zabić. Życie to jedyna szansa, której nie możemy sobie odebrać. Inspiracją dla poniższej piosenki było samobójstwo pisarki Virginii Woolf, która napełniła kieszenie płaszcza kamieniami i weszła do rzeki. Cholernie przygnębiające, ale pamiętajcie o najczęściej powtarzanym w niej zdaniu, które jednocześnie jest jej tytułem, które może wydawać się zaprzeczeniem wszystkich pozostałych słów, a tak naprawdę jest prośbą. I nie zwracam się w tym momencie do osób z problemami.

Komentarze
Prześlij komentarz