Epilog nietypowy.
Najważniejszy człowieku na świecie, który zjawiłeś się na tej stronie celowo lub przypadkiem, chciałbym wyjaśnić Ci kilka rzeczy. A może po prostu nie umiem przestać pisać i przeciągam nieuniknione rozstanie z Translacjami.
Fellow jest portalem randkowym dla gejów. Znam go doskonale. Wiem, jak można napisać do osoby, która zablokowała swój (może i mój?) profil - aplikacja na telefon się kłania. Wiem, że przez pół godziny od wejścia na czyjś profil możesz do niego zaglądać ponownie mnóstwo razy - zobaczy jedynie pierwsze wejście, ale masz tylko trzydzieści minut. Wiem, jak zbudować od podstaw swój wizerunek, który zachęci znaczne grono mężczyzn do zaglądania i zagadania. Wiem, kto i co lubi, jak rozmawiać z mężczyznami, jak sprawić, by poczuli się ważni, ciekawi. Wiem też, jak ich sobą zainteresować. Portal ten i jego użytkowników znam świetnie i wiem, że potrafią zaskoczyć w każdej chwili, wszystkiego można się tam spodziewać. I ostatnie wiem: co łączy jakieś 95% osób znajdujących się na Fellow, co z każdej, którą tam poznałem, wylewało się bardziej lub mniej obficie - smutek i brak szczęścia w miłości. Właściwie to nawet głód. Pustka, którą łapczywie chcemy zapełnić, samotność wgryzająca się w najgłębsze zakamarki duszy. To przygnębiające. Powodujące frustrację i zgorzknienie. Ach, jak ja uwielbiam te dwa słowa. Cała ta niesympatyczna i przerażająca mieszanka łączy nas w jedną grupę, wręcz rodzinę.
Poznałem wielu mężczyzn, na koncie mam kilkadziesiąt randek, kilka ciekawych, ale nieudanych relacji. Łączy się z tym wiele historii, w końcu nie próżnowałem. Dlatego w mojej głowie zrodził się pomysł na pisanie tego bloga, chciałem opisać to wszystko, co przeżyłem, ten portal i ludzi, którzy tam trafiają. Ciekawe zjawiska, ciekawe osobowości. Z początku nawet mi się to udawało - na własnych przykładach opisywałem poszczególne elementy życia przeciętnego geja, który bywa próżny i narcystyczny, bo prócz samotności zżerają go również kompleksy. Później jednak okazało się, że wyszedł z tego bardzo ekshibicjonistyczny pamiętnik. Jeszcze później, tak gdzieś w połowie, że jest to gejowska telenowela pt. "Dlaczego nie wychodzi mi z jednym chłopakiem". Przepraszam za to. Przepraszam też za monotematyczność, za brak konsekwencji i przeczenie sobie na każdym kroku. Przepraszam za arogancję, która miejscami była nazbyt widoczna.
Zapewniam jednak z ręką na sercu - od początku do końca była to prawda. Nie zmyśliłem niczego, żadnej historii nie wyssałem z palca, wszystko, co tu opisałem wydarzyło się naprawdę. Ten blog opisuje mały fragment życia typowego geja jakim jestem. Ponad czterdzieści wpisów o moich sukcesach i porażkach na polu miłosnym. Niestety bardziej porażkach niż sukcesach. Pisałem tylko o tym co sam przeżyłem, starałem się wypowiadać o sprawach, o których mam mniejsze lub większe pojęcie wynikające stąd, że przez to przechodziłem. Chciałem kochać, więc pisałem jak to jest chcieć kochać. Chciałem być kochany, więc pisałem jak to jest chcieć być kochanym. Pożądanie, pragnienie, próżność, małe skwaszenie, ironia - tego tu pod dostatkiem. Starałem się unikać tematów, których nie przewałkowałem w moim życiu, bo co może wiedzieć o wędrówkach po górach człowiek, który z domu nie wyszedł? No właśnie.
Wiesz co odróżnia dobrą literaturę od złej? Ostatnio się dowiedziałem - przekaz, jakiś sens zawarty w pewnej historii. "Lalka" jest dobrą literaturą nie dlatego, że ją pięknie napisano, że wspaniale opisuje Polskę w pewnym okresie i nieszczęśliwą miłość. Jest dobrą literaturą, bo za pomocą opowieści o Wokulskim i Izabeli przekazuje nam, ile człowiek jest w stanie zrobić dla miłości. Nie mnie oceniać, czy moje dzieło należy do dobrej literatury, bo mój styl i opisywane historie jednemu się spodobają, drugiego odrzucą. A przekaz? Prawie każdy wpis jest okraszony jakimś cytatem, słowami tak pięknie skomponowanymi, że mi pewnie nigdy nie uda się tego dokonać. Mądrości największych geniuszy, nieszczęśliwie kochających i niekochanych po prostu. Nostalgiczne piosenki ze wspaniałą muzyką i poruszającym tekstem. To wszystko tam jest, ale to wciąż nie jest mój własny przekaz, ode mnie dla czytelnika. Co może nim być? Szczęścia na siłę nie znajdziesz? Choćbyś nie wiem jak ciekawą osobą był, jak mądrą i atrakcyjną, to za chińskiego boga nie zmusisz szczęścia, by zjawiło się w Twoim życiu? Możesz wychodzić ze skóry, stawać na głowie czy rzęsach, ale szczęście zjawi się samo. To chyba moja najważniejsza wiadomość dla każdego, kto tu zajrzy. Może też być kilka pobocznych przekazów, jak ten mówiący o tym, że nic nas tak nie pociąga, jak niedostępność i ignorowanie, bo nie tylko jesteśmy wzrokowcami lecącymi na ładne buzie, ale przede wszystkim zdobywcami, nawet ja, marzący o olbrzymie. Ale to już bez znaczenia.
Dziękuję każdej osobie, która mnie czytała. Dziękuję za każdą pozytywną i negatywną opinię. Dziękuję za cierpliwość i okazywane wsparcie. Dziękuję za dwadzieścia sześć tysięcy(!) wyświetleń. Dziękuję każdemu, kto był uczestnikiem opisywanych tu wydarzeń. Zrobiliśmy coś, czego w tym mieście jeszcze nie było, jestem z nas dumny.
Nie byłbym sobą, gdybym na koniec nie dopisał czegoś dziwnego i patetycznego zarazem. Mała prośba - żyj.
Comixxx,
oxerne,
Kuba N.
Przez te 40 postów Twojej historii byłem tylko biernym czytelnikiem, czas to zmienić.
OdpowiedzUsuńCzytając z zaciekawieniem ostatni wpis, na myśl przychodzi mi tylko jeden motyw - "Exegi monumentum". Ty też zbudowałeś swój monument, postawiłeś literacki pomnik gejowskiego świata. Nawet jeżeli ten blog kiedyś zniknie, to pozostanie po nim ślad w nas, czytelnikach. Przekonałeś mnie do siebie od samego początku, zaciekawiłeś i zaintrygowałeś. Twoje przemyślenia, schematy, czy też wyszukane metafory pozostaną we mnie (zapewne również i w większości z odbiorców) na długi czas.
Dzięki za regularną dawkę rozrywki i przemyśleń,
Macias ; )
Przyznam szczerze, że nie pomyślałem o tym w ten sposób, że to swego rodzaju pomnik gejowskiego świata. Jak to ciekawie jest poznać inny punkt widzenia :)
UsuńPo przeczytaniu i wysłuchaniu tylu odmiennych opinii na temat Translacji, tym bardziej jest mi teraz miło. Poza tym uwielbiam, kiedy ujawniają się ci milczący obserwatorzy moich poczynań. Nie wiedzieć czemu, pomyślałem teraz o ukrytej kamerze - komentarze tutaj i w innych miejscach jednak robiły swoje, ich brak również.
I oczywiście to ja dziękuję :)
Nie tylko pomnik, lecz także wewnętrzny głos części 'naszego' społeczeństwa. Tak - części, ponieważ nie każdy posiada umiejętność analizy ludzkich zachowań i wyciągania z niej wyników przydatnych w relacjach.
UsuńDlaczego pomyślałeś akurat o ukrytej kamerze? Uważasz mnie za postawioną postać?
Nie, nie postawioną. Może to złe porównanie z tą kamerą, ale to jest tak, że ten blog dotarł do nawet sporej grupy osób, jak na tak niewielką reklamę. To ludzie z całej Polski, których nie znam. Czytali wpisy, ale nigdy ich nie komentowali tutaj, nie pisali do mnie na Fellow czy na Facebooku. Tak jakby moje działania obserwowali zza kotary, z ukrycia. To naturalne, w końcu to blog, ja pisałem, inni czytali, nie musieli komentować. Ale i tak zawsze miło się zaskakiwałem, gdy nagle ktoś się pojawiał i mówił, że mnie czyta od jakiegoś czasu. Byłem też trochę zaskoczony, jak człowiek, który coś robi, a po chwili sobie uświadamia, że ktoś cały czas go obserwował. Zaczynam się powoli gubić, więc lepiej skończę szukać kolejnych porównań :)
UsuńTworząc jakby swój liryczny świat, ironicznie pozbawiłeś się części swojej intymności i anonimowości. Ironicznie, ponieważ większość Twoich czytelników jest dla Ciebie wciąż w pełni anonimowa, tak jak i Ty dla nich. Wiem o Tobie tylko to, co chciałeś, bym się dowiedział, a jako typowy, przypadkowy gejek nie mam prawa wiedzieć o Tobie nic więcej.
UsuńOt cała niezwykłość internetowego bloga. ;)
No cóż, Panie Translacje.
OdpowiedzUsuńPozostaje Ci wrócić tu za kilka lat i pomyśleć coś w stylu "Bogowie, jakim ja byłem niedojrzałym kretynem".
No ja mam ogromną nadzieję, że ta dojrzałość wreszcie się pojawi i faktycznie tak pomyślę!
Usuń